Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 16 lipca 2015

wakacyjny wpis

Nie mam zbytnio nastroju do pisania, ale chyba z depresji troszkę wyszłam - zrobiłam coś, co było dla mnie jak kamień u szyi - jakie będą tego konsekwencje na  przyszłość, nie wiem i wolę teraz nie myśleć, ale miałam do wyboru - albo zwariować, albo to zrobić i zobaczyć, co dalej...Trochę pod wpływem koleżanki, która powiedziała, że mam coś zrobić ze swoim życiem, bo nie może już patrzeć na moją depresję i mam wyjść ze skorupy, bo spadnę całkiem, a nie mogę, bo dziecko...
Teoretycznie zapisałam się na siłownię, ale to bez sensu, bo jem normalnie i nic nie chudnę - ale też mi na tym nie zależy, bo po co? Skóra i tak wisi i wyglądu to za bardzo nie zmieni - ale jak pochodzę na bieżni, przynajmniej czuję nogi, bo inaczej są ociężałe i ich nie czuję.
Niunia chodzi do przedszkola - od dwóch dni w końcu nie robi porannej histerii, co najgorsze pewnie już za nami, zaczyna mówić, że w przedszkolu jest fajnie i pani fajna...A najfajniejsza jest pani dyrektor w wieku ok. 40 lat, która ślicznie wygląda w ciąży...Dziecko...
A co do dziecka - oto nowy członek naszej rodziny:)
Teraz idę popłakać, a jak mi przejdzie kiedyś, napiszę coś dłuższego...