Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 4 czerwca 2015

anoreksja miłości

Byłam dzisiaj z moją niunią w kościele i na procesji. Ksiądz mówił na kazaniu o anoreksji duchowej - że ludzie chodzą do kościoła, ale tak naprawdę jest to chęć pokazania się innym, nie idzie za tym prawdziwa wiara i cierpią na anoreksję duchową - są ciągle głodni wiary, ale nie mogą jej odnaleźć. Chyba mniej więcej o to chodziło w tym kazaniu - ja wyłapałam dla siebie to mądre sformułowanie, które dopasowałam do siebie i na tą anoreksję miłości cierpię już 39 lat, a może ja jej nie umiem odczuwać? Przecież moje dziecko mnie kocha, jest to naturalne uczucie, o które nie trzeba walczyć i kocha mnie nie za coś, ale dlatego że jestem! Pewnie kiedyś to ulegnie zmianie, ale to uczucie jest na chwilę obecną bezwarunkowe i stuprocentowe - to oczywiste.

A teraz trochę przyziemnych spraw. Już kiedyś na tym blogu o tym pisałam, ale wraz z urodzeniem dziecka i pojawieniem się poważnych problemów, wiele z tych mniej poważnych bardzo straciło na znaczeniu. Pewnie ja się zmieniłam, moje postrzeganie świata, jego przewartościowanie - ostatnio zauważyłam, że przestałam odczuwać jakąkolwiek zazdrość materialną - pewnie dlatego, że sama czegoś tam się dorobiłam, ale wiem też, że pieniądze szczęścia nie dają, ale bardzo ułatwiają życie - biedna nie chce być, doświadczyłam tego kiedyś dotkliwie i wiem, co to chodzić w jednych spodniach przez cały rok, może dlatego teraz też jestem taka oszczędna (ktoś nazwałby to sknerstwem). Czego zazdroszczę? Udanego życia osobistego - tego nigdy nie miałam i pewnie nigdy nie zaznam - odeszło mnie szukanie kogoś - gdy mnie najdzie, zawsze staje mi przed oczami swoje sflaczałe ciało i mi szybko przechodzi - przecież jak 39 lat się żyje samej, to już życie przepołowione, do 60 muszę pożyć, bo niunia będzie miała wtedy 23 lata i już pewnie sobie poradzi. Szkoda tylko, że w tym życiu - jedynym, które mam - nie zaznam tego, czego chce każda kobieta...Romansów już nie chcę, żadnych rozwodników, żadnych skrzywdzonych dzieci, cierpiących bez ojca (w tym moja niunia) i kochane dzieci W. (które też cierpią bez niego tysiąc razy bardziej jak niunia, bo ona go i tak nie zna i nie kocha i tato to puste słowo).
Waga stan tragiczny, wczoraj nie weszłam w trzy pary spodni z zeszłych wakacji - tzn. weszłam, ale są wąskie. I gdzieś tam w podświadomości wiem, że powinnam schudnąć, ale głowa jest tak uzależniona od jedzenia (czytaj:słodkiego), że trudno by było żyć bez pocieszania się słodkim - kto nie uzależniony, nie zrozumie. Nie, zapuścić się nie zapuszczę kompletnie, bo jakoś wyglądać muszę i nie chcę, by niunia się wstydziła za mnie (zresztą może, bo jak widzę, jakie laski są matkami, to nigdy w życiu taka nie będę).
Znalezione obrazy dla zapytania anoreksja duchowa
A, co do dzisiejszej procesji - wstyd mi chyba minął kompletnie - pewnie za plecami gadają, może nie, ale nikt nie pyta, natomiast wszyscy zwracają uwagę na śniadą karnację niuni i każdy myśli, czy ją głodzę czy nie - o to pytają. Nie jest chuda, nie jest gruba, ale jest "nabita" - może to już gruba wg niektórych? Chyba nie, ale nie dopuszczę, by była gruba - powtórki z "rozrywki" nie będzie!
Chaotyczny ten dzisiejszy wpis - jak moje życie ostatnio - na szczęście idą wakacje, a ja dostałam "zadanie do wykonania" od koleżanki - matki trójki dzieci - i termin wykonania. Mam na niego dwa miesiące - a jak go nie wykonam - mam napisać "program naprawczy" - to tak żartowałyśmy w naszym szkolnym żargonie i główną osobą odpowiedzialną za jego wykonanie jestem JA!
Zobaczymy...
Znalezione obrazy dla zapytania anoreksja duchowa but I try to like my life...

5 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiem, że pewnie zabrzmi to mało przekonująco i sama pewnie jeszcze niedawno nie uwierzyłabym, gdyby mi ktoś tak powiedział, ale wszystko jest możliwe. Nawet udane życie osobiste... Ja nadal nie wierzę w szczęście, które mnie spotkało. Boję się, a jednocześnie staram się korzystać z każdej chwili szczęścia tu i teraz, odpychając od siebie wszystkie wątpliwości i myśli za bardzo wybiegające w przyszłość (czy przeszłość). I Tobie życzę tego samego :)

    OdpowiedzUsuń
  3. a ja nie wierzę, by ktoś mógł mnie pokochać dla mnie samej - i już nawet nie staram się szukać - żyję dla dziecka i żyję codziennością i organizuję sobie życie wokół spraw, na które mam wpływ - pragnienie bycia kochaną zawsze zostanie, ale mam 39 lat, panna z dzieckiem, na dodatek tyjąca, teraz zalana łzami, czująca się nieatrakcyjnie maksymalnie jak to możliwe...
    O ironio - dzisiaj z niunią na spacerze mój dalszy sąsiad - zadeklarował w żartach, że on chętnie by ze mną miał dziecko, bo córka mi wyszła śliczna, i może jeszcze chciałabym mieć syna, bo gdyby tak, to on się zgłasza na ochotnika...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie wierzyłam... Ba, nadal tak do końca nie wierzę, że to się dzieje naprawdę. I dokładnie tak jak Ty czuję się maksymalnie nieatrakcyjna... Podobnie jak Ty tyję, mam paskudny trądzik i blizny na całym ciele, a do tego mam nierówno pod sufitem z psychicznego punktu widzenia, a jednak poznałam najwspanialszego faceta w całym wszechświecie! I Ty też poznasz, tylko musisz choć trochę tego chcieć... Widzisz sąsiad już chętny ;)

      Usuń
  4. ja nawet nie wiem, czy chcę kolejnej znajomości - ja już zakochanie przeżyłam, liżę się z tego ponad dwa lata, i dalej nie mogę - na razie jestem zablokowana całkowicie, nie szukam i żyję dla dziecka - a mam też mnóstwo innych, przyziemnych problemów - moja niunia dzisiaj cały prawie dzień przepłakała, bo poszła do przedszkola i mamusia ją tam zostawiła i jej pół dnia tłumaczę, że ją kocham nad życie i zawsze po nią wrócę...

    OdpowiedzUsuń