Łączna liczba wyświetleń

piątek, 30 stycznia 2015

a Pani mąż?

Rozmowa z dzieckiem 10-cio letnim:
- To cała góra nalezy do Pani?
- Tak.
- To jak oddzielne mieszkanie - Pani i Justynki?
- Tak.
- A Pani mąż?
- Nie mam męża, jestem sama z dzieckiem.
-To Pani córka nie ma taty?
- Nie ma.

Dziecko nie wiedziało, co powiedzieć. Ja też. Ale nie płakałam, kiedyś pewnie momentalnie wybuchłabym, łzami. Ale wybuchłam teraz. Wypłaczę się i przejdzie, przecież jestem silna, wszystko w moim życiu okupione jest cierpieniem, więc - jak zwykle - nic za darmo...Jutro mi przejdzie, szkoda tylko, że w tej mojej samotności nie mam nikogo, komu mogłabym się zwierzyć, porozmawiać, kto nie będzie oceniał. Był ktoś kiedyś taki w moim zyciu, ale powrót do tamtej przeszłości nie ma sensu, jestem dorosła i życie muszę przeżyć swoimi decyzjami, nie podejmowanych po wysłuchaniu czyichś dobrych (na prawdę dobrych) rad. Ona nauczyła mnie żyć, ale nie może tego życia przeżyć ze mną, ma swoje.
Nie piszę na blogu. Stracił swą magiczną moc - nie chcę się wywnętrzać, w końcu sama jestem wszystkiemu winna. Cudowna ta wina - coraz większa, ma już 21 miesięcy, jest największym cudem w moim życiu. Cudem, która lgnie do każdego dorosłego faceta jak ulęgałka. cudem, który cierpi na chroniczny brak dzieci do zabawy, cudem, który nabywa nawyki moich rodziców - nie zawsze dobre, cudem, który mówi "mamusia płacie" i płacze ze mną, który leci przytulić, by mamusia nie płakała; cudem, który nie odstępował by mnie na krok; cudem, który lubi oglądać bajki leżąc na mamusi; cudem, który dał mi tyle miłości, ile jej nigdy w życiu nie zaznałam (może przesadzam), ale przytulania na pewno...

Moje życie przez te 1,5 miesiąca braku aktywności? Praca, samotność, ludzie, wizyta księdza, bardzo wspierająca dodawaniem otuchy, super kazania katechety (wiem, że to teoria, ale jak podnosi na duchu!), rosnący, przekochany brzuszek mojej bratowej, wewnętrzny strach o poród koleżanki, który tuż tuż, wygasające pragnienie posiadania drugiego dziecka, zbliżająca się wizyta w sądzie, oby ostateczna, zbliżające się spotkanie z poleconym adwokatem od spraw rodzinnych, właściwie już trwający remont góry - w końcu pozbycie się modnej kiedyś boazerii, jak będzie skończone, wrzucę jakieś zdjęcie.
W ciągu dnia silna, zdecydowana, byle do przodu....Wieczorami - płaczliwa, samotna, nieszczęśliwa do granic możliwości, użalająca się nad sobą, ale rano wstająca, działająca, nie poddająca się...Takie dwie twarze A...
I to nie prawda, że tylko ja mam źle. Z historii życiowych tych, którzy też mają źle, mogłabym stworzyć książkę. Tylko kiedy ja będę miała też dobrze? Podobno każdy jest kowalem swojego losu, ale są rzeczy, na które nie mamy wpływu i trzeba się pogodzić z tym, albo zwariować.
DAMY RADĘ!

Mam kuzynkę, jest z 4,5  lat młodsza ode mnie i jest sama. Od czasu urodzenia dziecka właściwie się do mnie nie odzywa, a kiedyś mogłyśmy przegadać godzinami. Ostatnio, tuż przed radą pedagogiczną moja wicedyrektorka powiedziała mi, że ją poznała gdy czekała ze swoją mamą na przyjęcie na neurologię w pobliskim szpitalu. A. powiedziała jej między wierszami, że jest sama, że jej siostra spodziewa się drugiego dzoecka. że ja mam dziecko, które mnie bardzo zmieniło (?), a ona? A ona nie ma moich problemów (ale ma drętwiejącą twarz, uporczywe bóle główy, czarne plamy w oku - nerwica czy coś poważnego?) - na zewnątrz wszystko wygląda cudownie, ale od środka - lepiej nic nie mówić...
Boże, dodaj mi siły...bym wychowała to dziecko na radosną dziewczynkę, którą jest na razie, ale jak ja będę taka zgorzkniała w środku, czy to się uda? Najwyższa pora zacząć wprowadzać jakieś zmiany, ale do końca roku szkolnego muszę wytrwać! A potem jedyne, nad czym powinnam się zastanawiać, to które z dwóch wybrać? Które wygodniejsze?
Czas pokaże...
ps. Waga to porażka - jak wrócę do 78 kg, napiszę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz