Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 20 grudnia 2015

doping

Jedna z moich czytelniczek dała mi "jakiegoś" kopa i zasugerowała, bym nie opuszczała bloga i nie porzucała pisania. Może rzadko tu jestem, ale nie dlatego, że przestałam lubić "to moje dziecko", ale dlatego, że moim głównym problemem teraz moja córka i jej ciągłe pytania dotyczące ojca. Wczoraj pojechałyśmy na wyprawę po naszym mieście, a ona przez całą drogę pytała, czy tato będzie w "galelli". Tłumaczyłam, że nie, ale gdy chodziłyśmy po Tesco, miałam wrażenie, że go szuka...Pytała, czy może tato poszedł na zakupy i czy po nią przyjdzie - ja jej tłumaczę, spokojnie, logicznie, ale w środku chciałabym go z...za to, że nie ma dla niej w ogóle czasu, za to, że ona tak za nim tęskni, za to, że dziecko ma 2 latka i 7 miesięcy i dalej nie udało mi się go użebrać, by pokazał ją swoim rodzicom i rodzeństwu...I jak tu nie płakać?
Znalezione obrazy dla zapytania matka i dziecko
Ale niepiszmy o niczym smutnym, bo według niektórych to wszystko moja wina. Ale nadejdzie taki dzień (lub nie), gdy napiszę, jak to naprawdę wszystko było. Teraz o czymś przyjemniejszym.  Moja kochana Córeczka jest grzeczna, fajnie się z nią robi zakupy w porównaniu z wakacjami, gdy chowała się między regałami w sklepach i notorycznie mi uciekała - teraz chodzi grzecznie za rączkę, pomaga, ciągle jej mówię, jak ją kocham i jaka z niej jestem dumna - czy to dzisiaj po kościele, czy po pobycie w mieszkaniu, czy po zakupach spożywczych. Moja mama nigdy nie powiedziała mi, że jest ze mnie dumna, zawsze jej było mało, zawsze coś było nie tak - postaram się wychować ją po swojemu - czy to zadziała? Dzięki takiemu "chowowi" zawsze się starałam, może dzięki temu coś w życiu mam, ale rany psychiczne też mam.
Znalezione obrazy dla zapytania matka i dziecko
Idą święta - będziemy razem oglądać bajki, bawić się jej lalkami, będzie mi pomagać sprzątać, piec - cała kuchnia będzie w mące. Czasami, gdy na nią patrzę, nie mogę uwierzyć, że już jest taka duża, taka mała dziewczynka, która potrafi kolorować, której nie zamyka się buzia, która przyciąga uśmiechy obcych ludzie, na którą mogę wydawać pieniądze (wczoraj kupiłam jej buty i bluzę, nie wiem już które z kolei). Nie wyobrażam sobie życia bez niej. Bez niej bym już nie żyła.
Znalezione obrazy dla zapytania matka i dziecko

poniedziałek, 14 grudnia 2015

im więcej problemów, tym bardziej...

...chce się jeść. I tak dzieje się teraz w moim przypadku. Waga to tragedia. A wszystko to dlatego, że sobie odpuściłam. To, co się teraz dzieje, to tylko kolejny dowód na uzależnienie od jedzenia. Jestem niekochana, znowu zaczynam nie móc patrzeć na siebie w lustro, nie umiem sobie sprawiać przyjemności, mało co mnie cieszy-prawie nic.
Znalezione obrazy dla zapytania grubasy
Zamknęłam znowu kolejny etap swojego życia - w zeszłym tygodniu zostały mi wreszcie po półrocznym chodzeniu po sądach przyznane alimenty. Długo by o tym pisać - dla mnie to jedna wielka porażka. Nie wspomnę już o dziecku.
Niunia ma już skończone 2 latka i 7 miesięcy-chodzi do przedszkola, dużo umie wierszyków, piosenek, uwielbia tańczyć. A z drugiej strony jest bardzo uparta, chce wszystkimi rządzić, szantażuje płaczem, a może jest tylko typową trzylatką?
Znalezione obrazy dla zapytania grubasy kreskówka
Nawet nie mam dzisiaj większej weny na pisanie - przepełnia mnie autoagresja związana z przybraniem na wadze, brak sensu zawalczenia o samą siebie, nadchodzące święta - bo jedzenie i za dużo wolnego czasu na nie - jednym słowem masakra...
Co powinnam zrobić? Iść dalej...

niedziela, 20 września 2015

zdążyłam...ale cenę będziemy płacić całe życie

Dawno się nie odzywałam, ale dzisiaj coś skrobnę pod wpływem mojej blogowej koleżanki
http://skorpiorena.blog.onet.pl/2015/09/20/nie-zdazylam-nie-zaluje/
Pisze ona o bezdzietności, o tym, jak bardzo chciała mieć dziecko, że nigdy nie znalazła kogoś, z kim mogła to dziecko mieć. Ja to dziecko mam, jest całym moim życiem - po co bym żyła bez niej? Bardzo ją kocham, co nie znaczy, że nie działa mi czasami na nerwy - jest uparta, chce wszystkimi rządzić, wszystko chce robić sama, nie boi się nikogo prócz mnie chyba - i pewnie pań w przedszkolu, bo tam jest podobno przegrzeczna...
Znalezione obrazy dla zapytania uroda życia
Ten sam temat pojawił się w "Urodzie życia" - trochę może pobieżnie potraktowany, ale przesłanie ma jedno - wszyscy Ci, którzy się wypowiadali na temat bycia childfree - bez dziecka, mają momenty, że przegapili w życiu coś ważnego i chociaż żyją bez nich, zawsze gdzieś podświadomie tęsknią za tymi dziećmi. Ja wiem jedno - teraz pękło by mi serce, gdybym widziała cudowne dzieci - mojego brata i mojej koleżanki, a nawet wszystkie inne podczas zakupów, w sklepie, gdziekolwiek...Tak było przedtem - widziałam tylko kobiety w ciąży i z dziećmi, teraz znowu widzę tylko pary - cóż, taka moja natura...
Wczoraj byłam odwiedzić koleżankę, właśnie jest na etapie kończenia domu, jest w moim stylu - biele, szarości, ikea'owskie meble. Ale co najbardziej mnie uderzyło? Jej mąż siedzący z ponad półroczną córeczką na kanapie, spokój tego dziecka, przytulenie - znowu płaczę...Znowu coś, czego moje dziecko ani ja pewnie już nie zaznamy - pomimo bardzo poprawnych teraz stosunków z tatą Niuni i bardzo regularnych kontaktów telefonicznych i skype'owskich.

Dzisiaj rozmowa z mamą:
- Wiesz, dom B. super, ale widok D. z dzieckiem na kolanach to ścisnął za serce...
mama płacze...
- Czego płaczesz?
- Bo czemu ty tak nie możesz?
- Bo nie ten facet...
- A czemu nie mogło być normalnego?
- Bo ja jestem nienormalna - obwisłe ramiona, sflaczały brzuch, zwisy skóry na nogach, zero biustu - faceci nie takich kobiet chcą
- Chyba że tak...
Poszłam do kościoła, mało nie przepłakałam całej mszy, w środku złość do granic możliwości, potem przeszło...
Za 1,5 tygodnia rozprawa, kolejny etap życia zamknięty (dla mojej psychiki), myślę, że krakowska koleżanka miała rację i teraz POWINNAM zrobić coś kolejnego, czego się okropnie boję...Ale dojrzewam i gdy mi będzie zależało na życiu, powinnam to zrobić - ale jeszcze nie teraz...
waga:79,6

sobota, 15 sierpnia 2015

zmienić czy nie?

Moja blogowa towarzyszka Ciam postanowiła zamknąć swojego bloga - czy ja nie powinnam zrobić tego samego? Nie piszę o odchudzaniu, może troszkę o uzależnieniu od jedzenia, może powinnam prowadzić nowego bloga jako samotna matka? Przecież to teraz mój główny problem - realny, a nie w głowie...Mało kto mnie komentuje, chociaż trochę jeszcze czyta, ja zamiast użalać się nad sobą, powinnam wreszcie coś zrobić - bo tylko jakieś decyzje do czegoś prowadzą...
Znalezione obrazy dla zapytania ból duszy
Dzisiaj spotkałam się z Niunią z jej ojcem i S. - jego córką. Po tym parogodzinnym spotkaniu pełnym niby radości Niuni, przytulania i jej śmiechu, mam straszny ścisk serca nad jego prawie 16-to letnią córką - jest bardzo ładna, wysoka, szczupła, miła, uprzejma, ale te smutne oczy mówią wszystko - moje dziecko jest wpadkowe, ale dlaczego rodzice świadomie robią taką krzywdę dzieciom? Jej matka pojechała z jej bratem nad morze do pracy, podobno ma kogoś nowego, widok mnie dla S. też musiał być bolesny i nie wierzę, by nie przeżywała...Poza tym na pewno poznała jakąś nową koleżankę ojca, która kilka razy dzwoniła...Te wszystkie zabagnione relacje to nie dla mnie, teraz cierpi S., za chwilę będzie cierpieć Niunia...Płakać mi się chce po tym dzisiejszym dniu - ja mam cudowną córkę, która uratowała mnie przed szpitalem psychiatrycznym, ale co z tymi niczego niewinnymi dziećmi? W. ma brata, ten kilka dobrych lat pracuje w Norwegii, ostatnio zabrał tam syna, a żona z córką zostały w Polsce i małżeństwo podobno się sypie...Chory kraj, chore czasy, cZnalezione obrazy dla zapytania ból duszyhore moje życie...

Nawet nie wiem, co jeszcze napisać...Niby doszłam z W. do porozumienia - ale jak będzie? Czy po chwilowej euforii znowu sobie o Niej raz na miesiąc przypomni? Ja sama już czasami nie wiem co myśleć, co robić - dobrze nigdy nie będzie, za dużo rozmów przeprowadziłam z prawie dorosłymi dziećmi bez ojców - to zawsze bardzo realne cierpienie ...
Tyle jest jeszcze innych rzeczy, o których mogłabym napisać...Ale jutro chrzciny - oby to dziecko miało lepsze życie niż moja niunia - ale kto to wie?
Znalezione obrazy dla zapytania ból duszy

wtorek, 4 sierpnia 2015

"Sekrety lekarzy"

Wczoraj obejrzałam o 21.30 program na TVN - "Sekrety lekarzy". Moją uwagę zwróciła historia kobiety dokładnie w moim wieku. Przez kilka lat była w związku partnerskim (mam alergię na to słowo...) z mężczyzną, który okazał się być seksoholikiem, Z tego związku pojawiła się na świecie dziewczynka, teraz około 4-5 letnia. Okazało się, że kobieta była w nim bardzo zakochana, a on zdradzał ją na prawo i lewo, o czym donosili jej znajomi, gdy już nie mogli patrzeć, co mężczyzna robi. Kobieta dużo schudła, miała obwisły brzuch i nogi (ja mam o wiele bardziej), ponadto na brzuchu było dużo blizn, ponieważ jako dziecko przeszła wiele operacji, a później również cesarkę. W końcu zdobyła się na odwagę i zoperowała go. Była naprawdę szczęśliwa po tej operacji, i jedyne czego chciała, to znaleźć sobie faceta, z którym mogła by pić rano kawę i dzielić codzienność - bardzo przyziemne życzenie, a jakie uniwersalne...Kobieta była ładna, nikt by nie powiedział, że kiedyś była gruba, córeczka była sensem jej życia...
Sekrety lekarzy
Prawie jak moja historia. Zastanawiające jest dla mnie co innego - dlaczego "takie osoby" nie mogą przyciągnąć do siebie kogoś "normalnego"? Dlaczego lgną do nich/nas tacy, którzy mają sami problemy z samym sobą? A one/my chwytają się każdego, kto okaże im chociaż trochę ciepła i akceptacji, bo chyba nie miłości? Dlaczego ta otyłość sieje takie spustoszenie w psychice?
Znalezione obrazy dla zapytania otyłość
Kilka dni temu obejrzałam przypadkowo na TVN Style dokument o kobiecie, która schudła 180 kg. Przeszłą bardzo długą drogę - dieta, mnóstwo operacji plastycznych, adoptowała dziecko, usamodzielniła się. Ale co powiedziała na końcu - że w głowie ciągle jest "gruba" - to siedzi w jej psychice, chce jej się jeść ciągle, chociaż nie może, widzi, jak nie mieści się w fotelu w samolocie, nie poznaje się w wystawie sklepowej. Ja też w środku jestem "gruba" - ciągle chcę jeść, chociaż tego nie robię, ale głód czuję 24 godziny na dobę - ale ten głód jest w głowie, nie w żołądku...To nie jest głód jedzenia, chociaż tak wygląda...
W lipcu zapisałam się na siłownię - był to chybiony pomysł - nic nie schudłam, bo mam zero motywacji. Czy jest jeszcze w stanie coś ją wzbudzić?
Wpadam ciągle w marazm - rano wszystko chcę, a po południu już nie...

czwartek, 16 lipca 2015

wakacyjny wpis

Nie mam zbytnio nastroju do pisania, ale chyba z depresji troszkę wyszłam - zrobiłam coś, co było dla mnie jak kamień u szyi - jakie będą tego konsekwencje na  przyszłość, nie wiem i wolę teraz nie myśleć, ale miałam do wyboru - albo zwariować, albo to zrobić i zobaczyć, co dalej...Trochę pod wpływem koleżanki, która powiedziała, że mam coś zrobić ze swoim życiem, bo nie może już patrzeć na moją depresję i mam wyjść ze skorupy, bo spadnę całkiem, a nie mogę, bo dziecko...
Teoretycznie zapisałam się na siłownię, ale to bez sensu, bo jem normalnie i nic nie chudnę - ale też mi na tym nie zależy, bo po co? Skóra i tak wisi i wyglądu to za bardzo nie zmieni - ale jak pochodzę na bieżni, przynajmniej czuję nogi, bo inaczej są ociężałe i ich nie czuję.
Niunia chodzi do przedszkola - od dwóch dni w końcu nie robi porannej histerii, co najgorsze pewnie już za nami, zaczyna mówić, że w przedszkolu jest fajnie i pani fajna...A najfajniejsza jest pani dyrektor w wieku ok. 40 lat, która ślicznie wygląda w ciąży...Dziecko...
A co do dziecka - oto nowy członek naszej rodziny:)
Teraz idę popłakać, a jak mi przejdzie kiedyś, napiszę coś dłuższego...

czwartek, 4 czerwca 2015

anoreksja miłości

Byłam dzisiaj z moją niunią w kościele i na procesji. Ksiądz mówił na kazaniu o anoreksji duchowej - że ludzie chodzą do kościoła, ale tak naprawdę jest to chęć pokazania się innym, nie idzie za tym prawdziwa wiara i cierpią na anoreksję duchową - są ciągle głodni wiary, ale nie mogą jej odnaleźć. Chyba mniej więcej o to chodziło w tym kazaniu - ja wyłapałam dla siebie to mądre sformułowanie, które dopasowałam do siebie i na tą anoreksję miłości cierpię już 39 lat, a może ja jej nie umiem odczuwać? Przecież moje dziecko mnie kocha, jest to naturalne uczucie, o które nie trzeba walczyć i kocha mnie nie za coś, ale dlatego że jestem! Pewnie kiedyś to ulegnie zmianie, ale to uczucie jest na chwilę obecną bezwarunkowe i stuprocentowe - to oczywiste.

A teraz trochę przyziemnych spraw. Już kiedyś na tym blogu o tym pisałam, ale wraz z urodzeniem dziecka i pojawieniem się poważnych problemów, wiele z tych mniej poważnych bardzo straciło na znaczeniu. Pewnie ja się zmieniłam, moje postrzeganie świata, jego przewartościowanie - ostatnio zauważyłam, że przestałam odczuwać jakąkolwiek zazdrość materialną - pewnie dlatego, że sama czegoś tam się dorobiłam, ale wiem też, że pieniądze szczęścia nie dają, ale bardzo ułatwiają życie - biedna nie chce być, doświadczyłam tego kiedyś dotkliwie i wiem, co to chodzić w jednych spodniach przez cały rok, może dlatego teraz też jestem taka oszczędna (ktoś nazwałby to sknerstwem). Czego zazdroszczę? Udanego życia osobistego - tego nigdy nie miałam i pewnie nigdy nie zaznam - odeszło mnie szukanie kogoś - gdy mnie najdzie, zawsze staje mi przed oczami swoje sflaczałe ciało i mi szybko przechodzi - przecież jak 39 lat się żyje samej, to już życie przepołowione, do 60 muszę pożyć, bo niunia będzie miała wtedy 23 lata i już pewnie sobie poradzi. Szkoda tylko, że w tym życiu - jedynym, które mam - nie zaznam tego, czego chce każda kobieta...Romansów już nie chcę, żadnych rozwodników, żadnych skrzywdzonych dzieci, cierpiących bez ojca (w tym moja niunia) i kochane dzieci W. (które też cierpią bez niego tysiąc razy bardziej jak niunia, bo ona go i tak nie zna i nie kocha i tato to puste słowo).
Waga stan tragiczny, wczoraj nie weszłam w trzy pary spodni z zeszłych wakacji - tzn. weszłam, ale są wąskie. I gdzieś tam w podświadomości wiem, że powinnam schudnąć, ale głowa jest tak uzależniona od jedzenia (czytaj:słodkiego), że trudno by było żyć bez pocieszania się słodkim - kto nie uzależniony, nie zrozumie. Nie, zapuścić się nie zapuszczę kompletnie, bo jakoś wyglądać muszę i nie chcę, by niunia się wstydziła za mnie (zresztą może, bo jak widzę, jakie laski są matkami, to nigdy w życiu taka nie będę).
Znalezione obrazy dla zapytania anoreksja duchowa
A, co do dzisiejszej procesji - wstyd mi chyba minął kompletnie - pewnie za plecami gadają, może nie, ale nikt nie pyta, natomiast wszyscy zwracają uwagę na śniadą karnację niuni i każdy myśli, czy ją głodzę czy nie - o to pytają. Nie jest chuda, nie jest gruba, ale jest "nabita" - może to już gruba wg niektórych? Chyba nie, ale nie dopuszczę, by była gruba - powtórki z "rozrywki" nie będzie!
Chaotyczny ten dzisiejszy wpis - jak moje życie ostatnio - na szczęście idą wakacje, a ja dostałam "zadanie do wykonania" od koleżanki - matki trójki dzieci - i termin wykonania. Mam na niego dwa miesiące - a jak go nie wykonam - mam napisać "program naprawczy" - to tak żartowałyśmy w naszym szkolnym żargonie i główną osobą odpowiedzialną za jego wykonanie jestem JA!
Zobaczymy...
Znalezione obrazy dla zapytania anoreksja duchowa but I try to like my life...

niedziela, 26 kwietnia 2015

dwa latka za dwa dni...

Czy uwierzycie, że to już dwa latka z moją niunią?
Uwielbia pisać, śpiewać i tańczyć...
i grać w piłkę...
i stroić się na różowo - tzn. ja lubię:)
i KOCHAM MOJĄ CÓRKĘ!


piątek, 3 kwietnia 2015

Wielkanoc 2015

Trochę mnie tu nie było, ale większych depresji brak, a wtedy jednak najlepiej mi się pisze. Dzisiaj upiekłam dwa placki, jeden zwyczajny, drugi trochę bardziej wymyślony, rano zaliczyłam zakupy, ale tłumy w sklepach skutecznie zmotywowały mnie, by kupić tylko to, potrzebne. A potrzebne mi były tez prezenciki dla dzieci siostry mojej bratowej, którzy zapowiedzieli się w niedzielę - jak fajnie jest mieć dzieci, dla których możesz coś kupić... Niuni tez się dostała zabawka, kredki, kolorowanka. Zresztą zawsze staram się jej coś kupić - na zasadzie mała rzecz a cieszy...
Znalezione obrazy dla zapytania dziewczynki z barankiem
Jutro Święcenie Baranka. Pewnie pójdziemy na 12, rano muszę jeszcze trochę dokładniej sprzątnąć, ale potem dostałyśmy zaproszenie na kawę i oglądanie remontu łazienki, czyli pomału zaczynamy świętowanie. Gdyby było ciepło, mogłabym chociaż niunię wystroić, a tak - pójdzie w zimowej kurce, chociaż dzisiaj kupiłam jej śliczną czapeczkę z kwiatuszkiem.
Znalezione obrazy dla zapytania dziecko w kuchni
Teraz może coś o niuni - coraz większa z niej dziewczynka, w końcu już niedługo skończy dwa latka! A dopiero Ją urodziłam... Kiedyś narzekałam że nie mam się do kogo odezwać - teraz - wstyd to przyznać, marzę, by choć chwilkę "nie paplała"! Wszystko komentuje, oglądamy bajkę - jak dzisiaj "Toy Story" i co 2 minuty - piesiek posiedł, lala śpadła, nie ma mamusi, babusia pośła do kociułka...plus Ave Malyja, Pieski małe dwa, w pokoiku na stoliku itd...Potrafi się zabawić, wszystko z nią jestem w stanie zrobić - dzisiaj ścierałam parkiety Prontem, ona swoją szmatką ze mną...i jej kochane "psitul" i wtedy mówi do mnie "moja ciulećka", bo ja tak do niej mówię...Dla takich chwil warto było i warto będzie cierpieć....
Stosunki z ojcem niuni poprawne - może dlatego, że jest w stanie z nią rozmawiać już? Nie wiem, i wolę nie myśleć...
Znalezione obrazy dla zapytania dziecko w kuchni
Samotność stuprocentowa, poczucie kobiecości zerowe, romansów zero, wagą też się nie mogę pochwalić, w pracy tak źle chyba nigdy nie było (ale to tylko praca...), mnóstwo kłopotów innych i nie wiem, jak to się wszystko zakończy, ale skoro jeszcze daję radę, to chyba i to przeżyję - w końcu będzie to zaprawa przed czymś o wiele gorszym.
WESOŁYCH ŚWIĄT!
Znalezione obrazy dla zapytania wesołych świąt wielkanocnych

niedziela, 1 marca 2015

Samotna matko...

Ściągnęłam z facebook'a - prawda o codzienności mojego życia:
 
Samotna matko.
Nie wiem czemu jesteś sama. Może tak wybrałaś, może tak ułożyło się życie,
a może życie brutalnie zdecydowało za Ciebie. Nie wiem jak to jest.
Ale myślę o Tobie często.
Gdy muszę wylać ciężką wanienkę z wodą po dziecięcej kąpieli,  bo wyjątkowo tata mych dzieci jest na spotkaniu… Myślę o Tobie, bo Ty robisz to codziennie.
Gdy liczę minuty do powrotu męża z pracy, by odciążył moje plecy choć na chwilę
i poszalał z dzieciakami… Myślę o Tobie, bo Twoje plecy nie odpoczną do późnego wieczora.
Gdy dziecko chore, a on w pracy, a czopki się właśnie skończyły… Myślę o Tobie, że Ty zawsze tak z dzieckiem chorujesz. Sama.
Gdy wyjątkowo pcham wózek brzuchem i śmieci wyrzucam i najcięższe siatki niosę… To myślę o Tobie, że Ty zawsze, czy ciężkie, czy lekkie, to Ty zawsze…
Gdy mi się samochód rozwala, dziecko płacze w foteliku i dzwonię do męża,
by po nas przyjechał… Myślę o Tobie.
I gdy mam ochotę wystrzelić się w kosmos, a on przychodzi, by rozładować atmosferę…To myślę o Tobie. Bo Ty musisz zacisnąć zęby i nie odlatywać.
Gdy czekam na weekend, by raz w tygodniu spokojnie ugotować obiad… To myślę o tym, że dla Ciebie często nie ma weekendu.
I jak usypiam dziecko już kolejną godzinę i zamieniam się w końcu z tatą, bo może jemu się uda… To myślę o Tobie, że Ty zawsze jesteś jedyna. Niezastąpiona.
I gdy dyskusje nocne snujemy jak tu wychować, co zrobić, jak pomóc w buncie dwulatka…To myślę o Tobie, bo Ty myślisz za dwóch.
I gdy rozważam urlopy, macierzyńskie, wychowawcze… To myślę o Tobie, bo Ty często nie masz wyboru.
Zawsze, gdy myślę, że jest mi ciężko… to myślę o Tobie.
 

czwartek, 19 lutego 2015

piątek, 6 lutego 2015

"Trudne sprawy"

Moja krakowska koleżanka tak kiedyś w rozmowie nazwała moje życie - i takie ono jest...Dlaczego? Bo przez 36 lat było uładzone (może tylko pozornie), bo nic się w nim nie działo (może się działo, ale w porównaniu z tym co teraz, to nic...)

Dzisiaj odwiedziłam mojego kolegę doktora, o którym pisałam kiedyś na blogu ...Nie widziałam go około 3 lat, wczoraj zadzwonił, bo kontakt telefoniczny przez cały czas utrzymywaliśmy, głównie z jego inicjatywy. I skoro znowu usłyszałam zaproszenie, postanowiłam w końcu to zrobić - bardzo zależało mi na pokazaniu mu niuni. I jak było? Osłuchałam się peanów na jej temat, jaka jest kochana, grzeczna, spokojna. Poczęstował ją cukierkiem, próbował zabawiać, ale nie było w tym jakiegoś nadskakiwania czy chęci przypodobania się, było normalnie. Na początku ja wysłuchałam jego sprawozdania z życia, potem nastąpiło odwrócenie ról, a podsumowaniem było to, że widać, że odżyłam...Jego mieszkanie to nadal głęboki PRL - typowe mieszkanie "starego kawalera", ale było miło... Jak zwykle zrobiło mi się go szkoda - i tak go podziwiam za silną psychikę - takiej trzeba, gdy wracasz do pustego mieszkania i nie masz się do kogo odezwać...Jak zwykle próbował mnie zatrzymać, zobaczymy jak potoczą się dalej nasze kontakty...niunia 2/3 wizyty przespała na kolanach...

Wczoraj odwiedziłam też inną moją koleżankę z 8-mio miesięcznym dzieckiem - dobrze się rozmawiało, widać ogromną różnicę między naszymi dziećmi, "samowystarczalność" niuni - siedziała na podłodze, sama się bawiła, rysowała, sama jadła - Mikołajek wymagał ciągłej uwagi, jak to szybko się zapomina, jak to było...
Jutro czeka mnie ciężki psychicznie dzień, ale dam radę...
Niunia dostarcza tyle atrakcji codziennie - wczoraj wieczorem przeżywała, że nie dała babci buzi wieczorem, dzisiaj wygłupiała się z nią cały wieczór...

Będzie kiedyś jeszcze normalnie w moim życiu? Co to znaczy normalnie?

piątek, 30 stycznia 2015

a Pani mąż?

Rozmowa z dzieckiem 10-cio letnim:
- To cała góra nalezy do Pani?
- Tak.
- To jak oddzielne mieszkanie - Pani i Justynki?
- Tak.
- A Pani mąż?
- Nie mam męża, jestem sama z dzieckiem.
-To Pani córka nie ma taty?
- Nie ma.

Dziecko nie wiedziało, co powiedzieć. Ja też. Ale nie płakałam, kiedyś pewnie momentalnie wybuchłabym, łzami. Ale wybuchłam teraz. Wypłaczę się i przejdzie, przecież jestem silna, wszystko w moim życiu okupione jest cierpieniem, więc - jak zwykle - nic za darmo...Jutro mi przejdzie, szkoda tylko, że w tej mojej samotności nie mam nikogo, komu mogłabym się zwierzyć, porozmawiać, kto nie będzie oceniał. Był ktoś kiedyś taki w moim zyciu, ale powrót do tamtej przeszłości nie ma sensu, jestem dorosła i życie muszę przeżyć swoimi decyzjami, nie podejmowanych po wysłuchaniu czyichś dobrych (na prawdę dobrych) rad. Ona nauczyła mnie żyć, ale nie może tego życia przeżyć ze mną, ma swoje.
Nie piszę na blogu. Stracił swą magiczną moc - nie chcę się wywnętrzać, w końcu sama jestem wszystkiemu winna. Cudowna ta wina - coraz większa, ma już 21 miesięcy, jest największym cudem w moim życiu. Cudem, która lgnie do każdego dorosłego faceta jak ulęgałka. cudem, który cierpi na chroniczny brak dzieci do zabawy, cudem, który nabywa nawyki moich rodziców - nie zawsze dobre, cudem, który mówi "mamusia płacie" i płacze ze mną, który leci przytulić, by mamusia nie płakała; cudem, który nie odstępował by mnie na krok; cudem, który lubi oglądać bajki leżąc na mamusi; cudem, który dał mi tyle miłości, ile jej nigdy w życiu nie zaznałam (może przesadzam), ale przytulania na pewno...

Moje życie przez te 1,5 miesiąca braku aktywności? Praca, samotność, ludzie, wizyta księdza, bardzo wspierająca dodawaniem otuchy, super kazania katechety (wiem, że to teoria, ale jak podnosi na duchu!), rosnący, przekochany brzuszek mojej bratowej, wewnętrzny strach o poród koleżanki, który tuż tuż, wygasające pragnienie posiadania drugiego dziecka, zbliżająca się wizyta w sądzie, oby ostateczna, zbliżające się spotkanie z poleconym adwokatem od spraw rodzinnych, właściwie już trwający remont góry - w końcu pozbycie się modnej kiedyś boazerii, jak będzie skończone, wrzucę jakieś zdjęcie.
W ciągu dnia silna, zdecydowana, byle do przodu....Wieczorami - płaczliwa, samotna, nieszczęśliwa do granic możliwości, użalająca się nad sobą, ale rano wstająca, działająca, nie poddająca się...Takie dwie twarze A...
I to nie prawda, że tylko ja mam źle. Z historii życiowych tych, którzy też mają źle, mogłabym stworzyć książkę. Tylko kiedy ja będę miała też dobrze? Podobno każdy jest kowalem swojego losu, ale są rzeczy, na które nie mamy wpływu i trzeba się pogodzić z tym, albo zwariować.
DAMY RADĘ!

Mam kuzynkę, jest z 4,5  lat młodsza ode mnie i jest sama. Od czasu urodzenia dziecka właściwie się do mnie nie odzywa, a kiedyś mogłyśmy przegadać godzinami. Ostatnio, tuż przed radą pedagogiczną moja wicedyrektorka powiedziała mi, że ją poznała gdy czekała ze swoją mamą na przyjęcie na neurologię w pobliskim szpitalu. A. powiedziała jej między wierszami, że jest sama, że jej siostra spodziewa się drugiego dzoecka. że ja mam dziecko, które mnie bardzo zmieniło (?), a ona? A ona nie ma moich problemów (ale ma drętwiejącą twarz, uporczywe bóle główy, czarne plamy w oku - nerwica czy coś poważnego?) - na zewnątrz wszystko wygląda cudownie, ale od środka - lepiej nic nie mówić...
Boże, dodaj mi siły...bym wychowała to dziecko na radosną dziewczynkę, którą jest na razie, ale jak ja będę taka zgorzkniała w środku, czy to się uda? Najwyższa pora zacząć wprowadzać jakieś zmiany, ale do końca roku szkolnego muszę wytrwać! A potem jedyne, nad czym powinnam się zastanawiać, to które z dwóch wybrać? Które wygodniejsze?
Czas pokaże...
ps. Waga to porażka - jak wrócę do 78 kg, napiszę.