Łączna liczba wyświetleń

sobota, 13 grudnia 2014

cześć! ziółwik!

Tak moja nunka pożegnała się dzisiaj z babcią i dziadziem przed pójściem do "naszego królestwa" - czyli na górę. Spędziwszy dzisiaj z nią prawie całe popołudnie stwierdzam, że to dziecko nie usiądzie na 5 minut (nie wliczając oglądania bajki na baby.tv) i ma ciągle mnóstwo pomysłow do zrealizowania. Jak ją pytam - co robisz? odpowiada - ucię sie (dołowne słowa). Mogłabym jeszcze pisać o niej tyle rzeczy, że brakło by bloga - ile to dziecko daje radości, czułości, zajęcia - nie jestem w stanie opisać, a słowo 'psitul" rozbraja mnie całkowicie...

Ale są też inne rzeczy - dzisiaj trochę porozmawiałam z moim już niedługo "byłym" uczniem maturzystą, który ponarzekał na swoją mamę - stwierdził, że nigdy się nie ożeni, bo całe życie "baba" nim będzie rządzić i zawsze będzie robił, co ona chce (?), ale po chwili dodał, że księdzem też nie zostanie, bo chce mieć dzieci i normalny dom, więc wybierze "mniejsze zło":). Jak ja lubię z nim rozmawiać - przeszedł taką metamorfozę od gimnazjum, własnie dzięki mądremu wychowaniu przez rodziców - kochająca, ale wymagająca matka, i ojciec, z którym nie ma dyskusji na poważne tematy.

A na koniec mojego wpisu jeden wiersz, który dostałam niedawno jako wyraz...?

w niedokończonym śnie ciągle jesteś
w cichym ostatnim westchnieniu nocy
odkąd zbłądziłaś w uśpioną przestrzeń
o świcie oczu nie śmiem otworzyć

żeby najmniejszym mrugnięciem powiek
nie spłoszyć niemal realnej jawy
i nie wybaczyć już nigdy sobie
gdybym na zawsze miał cię utracić

obiecaj chociaż przyśnić się znowu
wciąż taka sama jak dziś wiosenna
daj mi się zbudzić lecz jutro powróć
bym reszty życia nie musiał przespać....


ps. waga 78,4 i dwie z trzech najważniejszych spraw załatwione - dlatego lekka ulga psychiczna jest wyraźnie odczuwalna...