Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 13 listopada 2014

wewnętrzny smutek

Na zewnątrz cudownie! W środku przypuszczam, że głęboka depresja, często okupiona płaczem. Ale muszę żyć, a nawet jakoś podświadomie chcę, bo moja przekochana istotka musi mieć chociaż matkę, chociaż nie ma ojca, który jakiś czas temu stwierdził, że "nie ma się czym chwalić". Z naciskiem na "czym". Ale nie chcę o tym pisać, niech ten ból mnie wykończy, bo sama nie umiem sobie z nim dać rady.

Zmieńmy temat - moje dziecko jest coraz większe - coraz więcej mówi, od dwóch, trzech dni mówi już "nie ma", gdy czegoś nie ma. Nie wspomnę o "mleto/ciemno/zimo/ciepo/mama/babcia/dziadzia/wuju/daj/plosie/pilo" itd. - to cieszy! Wczoraj zaliczyłyśmy pierwszy raz podcinanie i coraz bardziej wygląda jak mała dziewczynka. Kocham ją nad życie!

Nie wiem chwilami, czy mam się tym swoim życiem TERAZ cieszyć czy nie. Cieszę się, bo bez niuni już chyba tylko szpital psychiatryczny by mnie czekał, ale z drugiej strony tak to wszystko boli, ponadto brak kogokolwiek do wygadania się. Bardzo dużo relacji uległo przewartościowaniu, koleżanki z "kiedyś" nie rozumieją moich problemów, nastąpiło oddalenie, koleżanki z "teraz" jednym uchem wpuszczą, drugim wypuszczą - mają swoje kłopoty i problemy, a ja nie będę nikogo swoimi kłopotami obarczać, bo każdy powie - masz, co chciałaś. Nie miałam bladego pojęcia, że będzie tak ciężko psychicznie, a przecież wszystko, co najgorsze, jeszcze przede mną. Poza tym teraz jestem już odpowiedzialna nie tylko za moje "zabagnione" życie, ale muszę też zrobić wszystko, by to bagno nie wciągnęło mojego dziecka. A co w tym wszystkim najgorsze? Nie to, że jestem samotną matką, że żyję na wsi - nikt mi nic złego nigdy nie powiedział, może za plecami gadają, ale ja tego nie czuję. Jak zwykle-najprostsze, nieskrępowane pytania padają z ust dzieci - w sobotę syn kolegi zapytał - czemu nie ma pani męża? Boli...

Czy ja kiedyś uwolnię się od koszmarów tkwiących we mnie samej? Bo to moja psychika najbardziej mnie zamęcza - zawsze mi źle, zawsze wszystko nie tak, zawsze chciałabym inaczej. Dwa dni temu mój teraz już kolega, kiedyś były uczeń, powiedział mi, że zamieniam się w zgorzkniałą "babę" (jak siostra jego żony i jego siostra). I że taka nie jestem, i że mam coś zrobić, bo potrafię, i tyle razy już to udowodniłam. I że mam przestać jęczeć, i zacząć działać - miał rację. Ale nie wiem, czy jest sens - ja całe życie o coś walczę, zabiegam, nic za darmo i tak za nic.

Wczoraj w sklepie - o, jaka ta Pani córka podobna do mnie - powiedział pan - chyba moja:) - a ja - ja sobie nie przypominam - pan - a szkoda, bo ja chętnie bym sobie z panią przypomniał! Nawet sprzedawczyni się śmiała. Jak zwykle - pan kupował piwko i był chyba lekko wstawiony...
Waga: 78,1 kg.
I tyle.

3 komentarze:

  1. Mnie też jest ciagle źle. Znowu żrę i tyję, tyję, tyje. Zażeram głód emocjonalny i swój smutek i samotność w związku. Nie jest ok.

    OdpowiedzUsuń
  2. dlatego mnie rozumiesz - całe życie brak miłości, czułości - i szukamy tego w jedzeniu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak bardzo lubię Cię czytać. Uwielbiam Twoją miłośc do Nunki. I kocham Twoje refleksje na tak wiele tematów. Wiesz, nie wiem w jakim celu Bozia daje niektórym zbyt bogate wnętrze. I wiesz, czsem sobie myślę, że chyba nie jest to złe.

      Usuń