Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 10 lipca 2014

na pielgrzymce jak w małżeństwie

Kilka dni temu przez moją miejscowość szła pielgrzymka z Przemyśla, razem z Nunką machałyśmy pielgrzymom, podszedł też do nas ksiądz słusznej postury, chwilę z nim porozmawiałam:
- Jak się księdzu idzie? Taki straszny upał...
- Dobrze, w zeszłym roku ciągle padało i było chyba gorzej. A na pielgrzymce jak w małżeństwie - raz lepiej, raz gorzej, byle do przodu...

Pobłogosławił Nunkę, dał obrazek i poszedł dalej. Jeszcze kilku pielgrzymów zamieniło kilka słów, życzyło udanego dzieciństwa i radości z córeczki. Radość jest, i to ogromna, ale smutek w środku czasami jeszcze większy. Ostatnio dużo czytam na temat wychowania dziecka jako samotna matka, co jeszcze pogłębia moją depresję wewnętrzną, na zewnątrz chyba tego - jak zwykle - nie widać.
Mam w końcu upragniony, nowy samochód - już zarejestrowany, ubezpieczony, ale jeszcze pierwszej jazdy nie odbyłam, co na pewno nastąpi w ten weekend. Jak dzisiaj poszłam do Wydziału Komunikacji, myślałam, że będę tam jedyną kobietą, ale okazało się, że to mężczyźni byli w mniejszości...Przecież to jednak męskie zajęcie. Gdy już wracałam do domu, patrzyłam na swoje życie, na tą swoją "nieszczęsną" samowystarczalność i chciałabym, żebym nie musiała tak sama wszystkiego umieć i na wszystkim się znać (dobrze, że internet istnieje i są tacy, którzy chociaż trochę mi pomogą) - co nie zmienia faktu, że mężczyzna by się przydał.

Ten wpis ma być pozytywny i dodam jeszcze, że fajnie te wakacje mijają - dużo spaceruję z Nunką, weszłam bardzo w świat dzieci, przestałam się wstydzić nieślubnego dziecka, teraz jestem na etapie godzenia się z tym, że Ona nie będzie mieć ojca. Nunka jest radosna, wesoła, pełna energii i życia, prawie chodzi, dużo mówi - ale czy życie jej nie zniszczy? Jak mnie?

waga:78,1

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz