Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 1 lipca 2014

może trochę pozytywniej

Ostatni post był może zbyt ostry, ale tak wtedy czułam. Dalej bardzo dużo płaczę, nawet nie, żebym się jakoś użalała strasznie nad sobą - czasami samo się płacze - z bezsilności, z emocji, z samotności, z bezsensu, bez powodu...Dzisiaj oglądałam jakiś film, gdy Nunka spała i też łzy pokapały, bo był o dziewczynce, której umarł ojciec.

A przecież przez ostatnie dni było NAWET fajnie. W piątek zakończył się rok szkolny, egzaminy wyszły dobrze, mogę spać spokojnie. Wieczorem poszliśmy uczcić ten "spokojny" koniec - chwilę byłam, pogadałam z moim kolegą na temat bycia rodzicem - wspominał poród żony, jak się czuł, gdy wziął swojego syna na ręce, jak go chwyta za serce, gdy on się do niego przytula, chociaż już jest w czwartej klasie podstawówki, o miłości do córki - i o dzieciach jako sensie życia.
W sobotę szukałam samochodu w miłym towarzystwie, w niedzielę odwiedziłam rodzinę, był grill i piknik na trawie. Dzisiaj wizyta u koleżanki, która ma 2-miesięcznego synka - oczywiście musiałam go ponosić, bo mój instynkt macierzyński ma fazę zwyżkową teraz, ale Nunce się to nie podobało i tak strasznie płakała, gdy widziała "konkurencję" w ramionach mamy, że ani pocieszenia koleżanek nie pomagały. Jutro odwiedziny u kolejnej koleżanki, ale jej synowie są już - niestety - trochę starsi.
I tak wakacje rozpoczęte zostały towarzysko. Nunka dużo ze mną jeździ, jest grzeczna i pewnie to lubi, bo coś się jej rusza za oknem. Życie mija.

PS. Waga 78,2. Nie mam za grosz siły psychicznej, by się odchudzać - zresztą, co to zmieni - skóra i tak będzie wisieć jak wisi. Byle nie przytyć...i nie zwariować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz