Łączna liczba wyświetleń

środa, 11 czerwca 2014

po co pisać?

Długo mnie nie było-powinnam wrócić do bardziej regularnego pisania, w końcu kiedyś ten blog dużo mi dawał, teraz nie czuję potrzeby 'wywnętrzania się', bo wszyscy chcą mnie oceniać i tego nie chcę. Moje życie płynie codziennością, ciągłymi wahaniami nastroju, bardzo dużą ilością łez, może depresją (ale na zewnątrz się trzymam), momentami radości (gdy Niuńka mało nóżek nie połamie, pędząc w moją stronę gdy wracam do domu). Ona coraz większa, dzisiaj kupiłam jej mały basenik i parasolkę, w końcu już niedługo wakacje!!!

Ten blog powinien teraz zmienić tytuł na coś z samotną matką, bo teraz to mój problem numer 1. Waga 77,1, czyli trzymam normę, nogi nadal grube, brzuch obwisły, ręce też. Ale czy to takie istotne? Nie, bo sto razy ważniejsze jest to, że moja Niuńka nie ma ojca. I nic nie mogę na to poradzić. Dzisiaj moja koleżanka, matka trójki dzieci, powiedziała mi, że może nie powinna mieć dzieci, bo dzięki ciągłym kłótniom z mężem mają "super" wzór do naśladowania - nie takiego dzieciństwa dla nich pragnęła.
Przeżyłam szkolny festyn. Nie wiem, czy ludzie gadali czy nie (myślę, że tak, bo to wieś), ale nic na to nie poradzę. I tak musiałam to zrobić, bo co mi to da, że będę siedzieć w domu i się ukrywać? A najgorsze jest to, że najwięcej tego wszystkiego,  nawet nie wiem, jak to nazwać, siedzi w mojej głowie i to ja mam największy problem. Czasami myślę, że powinnam kupić bilet, wyjechać i nigdy nie wracać tutaj - może mi by było łatwiej? Nikt mi nic złego nie powiedział, ale ja sama nie mogę takiego życia...Już cała we łzach...

Co jeszcze napisać? Ten wpis jest tak nieskładny jak moja psychika teraz-w stanie rozpadu...
Nawet dzisiejszy podryw w samochodzie obok na światłach nie poprawił mi humoru - może dlatego, że zdarza się to teraz od czasu do czasu, już nie budzi taki emocji? Dzisiaj na mojej wydekoltowanej bluzce kilka razy łapnęłam wzrok facetów - i znowu zero emocji - przecież kiedyś tego w ogóle nie doświadczałam, dałabym się wtedy za to pokroić, i co? I nic.
Zobojętnienie jest też tragiczne - gdy na niczym nie zależy.
Wieczorami nachodzi refleksja - po co to wszystko? Dlaczego? Nie wiem, nie rozumiem i nie umiem wytłumaczyć.
Przepraszam.