Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

minął rok!

Dzisiaj moja Niuńcia skończyła roczek! A dopiero się urodziła! Jak to szybko minęło...Z tej okazji zakupiłam jej to:

Jeździ w nim teraz jak "królowa" - dobrze, że rowerek jest dostosowany do takich malutkich dzieci, bo krzesełko jest bardzo bezpieczne, a gdy podrośnie, można kilka rzeczy zdemontować i będzie sama nim jeździć.
Jaki był ten rok? Pełen - jak zwykle - i łez, i radości, tyle, że tych łez i smutku było 10%, a reszta to radość...Dzisiaj na przykład cały wieczór spędziłyśmy razem - ona uwielbia "wygłupiać" się ze mną, turlać po łóżku, wstawać i siadać (trzymając się mnie) po tysiąc razy, pokazywać mi, jak robi piesek, konik, tasiu-tasiu, dygu-dygu, itd. Daje tyle radości...

Dzisiaj w "Angorze" jest przedruk artykułu z "Przekroju" - "Grubi płaczą w ciszy"(chyba taki tytuł). Jest w nim mowa o tym, że pewna kobieta podała do wiadomości publicznej swój adres mail'owy i zachęciła do przysyłania do siebie wszelkich przykładów dyskryminacji osób grubych. I odezwały się do niej osoby, które zostały źle potraktowane przez lekarzy lub pielęgniarki. Ona sama postanowiła się uczynić rzecznikiem osób otyłych. Po przeczytaniu tego artykułu, zaraz zaczęłam myśleć o swoich doświadczeniach w tym temacie - pisałam o nich na blogu wielokrotnie, teraz je trochę zamazał już upływ czasu, ale ciągle na przykład pamiętam wizytę u pewnej pani endokrynolog, która - zobaczywszy, że byłam bardzo gruba - kazał rozebrać się do majtek i biustonosza i poczekać chwilę, ona w tym czasie poszła po innego lekarza i oboje zastanawiali się, jak mogłam się tak "zapuścić" i co dalej robić. Pogadali i...nie pomogli nic a nic, za to upokorzenie moje wtedy było MEGA wielkie! Tą panią doktor mogłabym wtedy zabić...potem - gdy już schudłam - ale jeszcze byłam gruba (ważyłam pewnie około 110 kg), kolejny lekarz - tym razem kardiolog - naskoczył na mnie, że ważę za dużo. Wtedy ja - o wiele już pewniejsza siebie - też sobie pozwoliłam mu odpyskować, że lekarze tylko kazali całe życie schudnąć, ale NIC A NIC nie potrafili pomóc. On mnie wtedy przeprosił i zaczął inaczej ze mną rozmawiać - gdy mu powiedziałam, ile już schudłam.

      Jeszcze jedna rzecz mi przyszła do głowy - jak bardzo moje zachowanie zmieniło się i że teraz nie zawsze - nawet mnie samej - podoba mi się ono. Wydaję się zawsze być najmądrzejsza, najpewniejsza siebie, a przez to pewnie i arogancka. Dlaczego tak jest? Bo przez 30 grubych lat zawsze w kącie, zawsze cicho, byle nikt nie zauważył (chociaż głupia wtedy też nie byłam). A teraz? Powinnam się czasami ugryźć w język, przestać być taka dumna i niedostępna (ostatnio to usłyszałam), nie być taka "ostra" (to usłyszałam dwa dni temu). Ale taka jestem. Typowa zodiakalna Lwica. Lwica - na zewnątrz harda i dumna, a wewnątrz - samotna, płaczliwa i czasami bardzo nieszczęśliwa (jak każdy?) - nie wiem...

niedziela, 27 kwietnia 2014

poweselnie

Obiecałam i słowa dotrzymuję.
Zdjęcie zrobione w mieszkaniu taty - już teraz żony - mojego brata. O weselu napiszę już niedługo, bo trochę się tego uzbierało, a jutro moja Niuńcia kończy roczek! Impreza za tydzień, dzisiaj wręczyłam jej prezent - zdjęcie też wkrótce, a jutro powrót do rzeczywistości.
Waga: 77,7 dzisiaj rano

niedziela, 20 kwietnia 2014

bieżące życie

Gdzie te doły moje się podziały? Nie ma na nie czasu, poza tym - jak powiedziała moja koleżanka - jest źle, ale jest też światełko w tunelu - ja bym dodała - bardzo silne światło.
Tyle się ostatnio dzieje, brak czasu na pisanie - dużo pracy, bo już niedługo i egzamin gimnazjalny, i matura, w tym roku idę poprawiać i jedno, i drugie - OKE mi wybaczyła ubiegły rok. Za tydzień ślub mojego brata, kreacja znaleziona, po wszystkim na pewno zamieszczę zdjęcie, bo wyglądam w niej tak chudo, że jak się zobaczyłam, sama się sobie spodobałam:) Dodam, że rozmiar 42 - szok! A kiedyś był 56, czasami nawet 58. Związek z TZ z mojej strony na pewno zakończony, więcej w tym nienawiści teraz niż czegokolwiek innego, ale on chce trzymać kontakt, ale po co? Jak moja koleżanka - cytowana już powyżej - całe życie będę mieć takie "przechlapane"...Obawiam się, że miała rację. Romansów brak, dość facetów robiących mnóstwo błędów ortograficznych, a Ci, którzy ich nie robią, są znowu nudni jak flaki z olejem...Nie dogodzi...

Ostatnie trzy dni się opracowałam bardzo - dzisiaj był obiad dla rodziny przyszłej żony mojego brata - Jej siostra jest w ciąży, jak zobaczyłam ten kochany brzuszek, ile zazdrości poczułam...Ma też dwuletnią córeczkę, kochaną dziewczynkę, na ile mogły, bawiły się z moją Kruszynką - dobrze, że chociaż jedno dziecko mam, inaczej chyba by mi serce pękło...Przywieźli K. prezent, spędziliśmy miło czas, było fajnie.
Jutro jedziemy do mojej ciotki, chociaż ona trochę chora i nie wie, czy to dobry pomysł, bo nie chce zarazić K., ale ona ma już taki katar, że tylko inhalacja ją ratuje, a nienawidzi, gdy ma to robione - ale mam problemy?

To chyba tyle w moim życiu - ciągle coś się dzieje...
waga rano:78,1 - pilnuję się jak widać...

sobota, 19 kwietnia 2014

Wesołych Świąt!

Samych radości, kolorowych jajeczek, białych owieczek, uśmiechu bez liku i bakalii w serniku. Kiełbaski tłuściutkiej i atmosfery milutkiej, życzy Jedzenioholiczka - wszystkim moim blogowym znajomym!