Łączna liczba wyświetleń

piątek, 28 lutego 2014

10 miesięcy

Dziękuję Ci za noce nieprzespane
i za wyrwany z głowy włos,
za te przekleństwa w myślach skryte,
za ochrypnięty od krzyku głos.

Dziękuję Ci za dotyk dłoni,
dziękuję Ci za Twój pierwszy ząb;
za pierwsze słowo i cukierek,
który przyniesiesz mi do rąk.

Dziękuję za każdy Twój uśmiech
i ten prawdziwy w sercu ból
Dziękuję Ci za każdy oddech,
każdego bólu ukojenie,
za pocałunek na dobranoc,
za każde serca uderzenie.

DZIĘKUJĘ!
ps. Dziękuję, że nadałaś mojemu życiu sens...

niedziela, 23 lutego 2014

gdy stary świat się rozpadł, a nowy nie istnieje...

Dzisiaj przeglądałam internet i napotkałam na ten artykuł, który bardzo dobrze ilustruje moje życie teraz: (co się mnie dotyczy, pozwolę sobie zacytować):

Gdy związek się rozpadnie trzeba przeżyć żałobę jak po śmierci kogoś bliskiego - zaznaczają psycholodzy. Wiąże się ona z różnorodnymi, emocjami - często bardzo intensywnymi: smutkiem, poczuciem winy, pustki, złością. Wszystko to jest częścią naturalnego, adekwatnego do sytuacji procesu, u krańca którego czeka nowe. Jak on przebiega i jak przez niego przejść?


Żałoba po rozstaniu jak żałoba po śmierci bliskiego...
        W naszym życiu może zatem pojawić się pewna dezorganizacja szok i niedowierzanie. Osoby po rozstaniu zaczynają analizować to, co było, dociekają przyczyn konfliktów, nieporozumień, szukają winnego - myśli koncentrują się na tym, co było. Zdarza się, że pojawiają się myśli: "on/ona jeszcze wróci, to jakieś nieporozumienie, wystarczy, że do niego zadzwonię i przeproszę"

W kolejnych etapach żałoby może pojawić się złość: na siebie za to, że tyle lat tkwiło się w takim, a nie innym związku lub na partnera, że rozstał się z nami, wykorzystał. Może towarzyszyć temu bunt i rozgoryczenie np. na widok innych szczęśliwych par. Gdy fala gniewu nieco zelżeje w nowej rzeczywistości, w której jesteś od jakiego czasu, pojawić się może poczcie zranienia, odrzucenia, smutek, osamotnienie, żal, rozczarowanie, uczucie pustki, braku wpływu na to, co się dzieje. Łatwiej wtedy myśleć o sobie w kategoriach kogoś gorszego, niezasługującego na dobre życie i szczęście. Człowiek może stać się apatyczny, zaniedbywać swoje obowiązki.

To nie stan, a proces
Rozstanie to szczególny rodzaj straty. Gdy związek się rozpada, niezależnie co jest tego przyczyną: odejście, zdrada, zmiana warunków życiowych następuje okres żałoby podobny do tego, który przeżywamy po śmierci kogoś bliskiego. W końcu żałoba pojawia się wtedy, gdy zerwaniu ulega więź z drugą osobą. Jest naturalną reakcją naszej psychiki na stratę, która nas dotknęła, jednocześnie wielowymiarowym i rozłożonym w czasie procesem. Początek tego procesu prawdopodobnie miał miejsce dużo wcześniej zanim powiedzieliście sobie "to koniec", a rzeczywisty koniec nastąpi znacznie później niż z momentem zamknięcia za sobą drzwi.Początkowo możemy czuć się trochę jakby z innego świata, bo do starego świata w związku już nie należymy, a nowy jeszcze nie zaistniał. Następuje zderzenie z nową rzeczywistością, z którą niezbyt chętnie chcemy się konfrontować. Żyjąc w związku, żyliśmy według pewnych reguł, schematu. Teraz te reguły już nie obowiązują, a nowych

jeszcze nie wypracowaliśmy.
Pamiętaj, że żałoba nie jest stanem ciągłym i niezmiennym. Z czasem okresy cierpienia stopniowo będą przeplatane falami ulgi, będą się skracały i zmniejszały swoją intensywność.
 Daj sobie czas

Bycie w związku oznacza wytworzenie emocjonalnej więzi, intymności, zaangażowania, które wymagało czasu i wysiłku. Im bardziej byliśmy zaangażowani w budowanie związku, tym bardziej uznawaliśmy go za ważny - w przeciwnym razie nie inwestowalibyśmy w niego tak wiele. Im dłużej trwał związek, w który się angażowaliśmy, tym więcej czasu potrzebujemy na to, by sobie poradzić z jego zakończeniem. To trochę jak z gojeniem się rozbitego kolana w dzieciństwie. Najpierw była rana, szczypało, bolało. Potem robił się strup, swędziało i ciągnęło. Ostatecznie strup odpadł i pojawiała się blizna lub świeży naskórek i zapominaliśmy o upadku na rowerze w letnie wakacje u babci - ale potrzebny był czas.
a teraz sobie jeszcze pomyślałam - czy moje życie to nie ironia? chciałabym całkiem zerwać z jedzeniem i nie mogę, chciałabym całkiem zerwać z TZ i to też do końca niemożliwe...
 
Ręce opadają...
ps. Moja Kruszynka kończy za tydzień 10 miesięcy i dostarcza coraz więcej radości i miłości - tej za nic...