Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 19 stycznia 2014

pod mocnym aniołem...nałogu...

Dzisiaj z koleżanką poszłam do kina na film umieszczony w tytule tego posta - poszłam, ponieważ jest o nałogu, innym niż moim, ale jednak nałogu. Film miejscami obrzydliwy, dla ludzi o mocnych nerwach, aby go zrozumieć, chyba trzeba samemu sięgnąć trochę dna, dlatego też bardzo zdziwiła mnie reakcja części publiczności, która w niektórych momentach się śmiała - kim trzeba być, by śmiać się, gdy główny bohater leży w wymiocinach? Nie wiem, i chyba wolę nie wiedzieć. Z punktu widzenia psychologicznego raczej słaby, oczekiwałam bardziej studium przypadku, pokazania czynników, które doprowadziły do zapijania życia lub jak udało się go pokonać - główny bohater ciągle pije, jak sam mówi - nie ważne, czy ze smutku czy z radości - zawsze jest powód - jak i kiedyś u mnie - do obżerania się...Piją i inni współtowarzysze odwyku - do mnie przemówiła jeszcze jedna bohaterka, która piła po jednym kieliszku likieru ze swoim mężem codziennie, aż po kilku latach odkryła, że jest uzależniona - tak też można wpaść w nałóg...Film trudny, ciężki, momentami drastyczny, ale na pewno wart obejrzenia - i nie kończy się dobrze.

U mnie już na szczęście ferie. Ten tydzień był bardzo nerwowy, jaki będzie ten? Tyle się dzieje złego w moim życiu, ale może dobrze się to skończy? Nie wiem, ale wiem, że czasami takie rewolucje muszą się dziać, by coś poszło do przodu. Po raz n-ty zakończyłam swój TZ, ale czy to ma jakiś sens? Sensu nie ma TZ, ale zrywanie wszystkiego też sensu nie ma, bo jest Kruszynka - jakbym nie zrobiła, będzie źle, ale coś zrobić muszę, bo się uduszę! - nawet mi się zrymowało niechcący. Moja mądra koleżanka mawiała "Nic się nie zmienia od na d...e siedzenia" - więc wprowadzam plan w życie, na pewno z marnym skutkiem, ale z większą łatwością niż kiedyś...

Wczoraj kupiłam "Twój styl", bo zawierał dodatek z opowiadaniami o miłości - niestety nie "zmękoliłam" ani jednego - nie mój sposób myślenia, ale były dwa inne tematy, które do mnie dotarły - jeden na temat "białych" małżeństw, drugi na temat czekania na upragnioną miłość - wypowiadały się kobiety, które zaliczyły kilka związków i w końcu się doczekały. Jedna z nich - to zapamiętałam - całe życie się odchudzała i ciągle była głodna, gdy nie jadła, miała rozmiar 36. Potem znalazła kogoś, kto ją pokochał, doszła do rozmiaru 40, zaczęła zjadać normalne posiłki i mania odchudzania jej przeszła. Podejrzewam, że być może u mnie byłoby podobnie - gdyby mnie ktoś pokochał, może i ja pokochałabym siebie - ale to powinno być podobno w odwrotnej kolejności, by miało to sens...

Waga:77,6 kg
Cel na ferie: poodwiedzać dużo koleżanek, załatwić dwie pilne sprawy urzędowe, kupić jakieś ubrania sobie i Kruszynce, wytrwać w postanowieniu w związku z TZ, pospać długo rano i oby do przodu!

9 komentarzy:

  1. " gdyby mnie ktoś pokochał, może i ja pokochałabym siebie" - absolutnie nie!! Masz zacząć od siebie. Brutalna prawda jest taka, że nikt Cię nie pokocha dopóki sama siebie nie pokochasz, inaczej będziesz tkwiła w toksycznych relacjach jak z TZ (który notabene przypomina moją relację z M.)

    Co do nałogów. Ostatnio czytałam o tym, że z każdego nałogu najskuteczniej wyjdziesz podnosząc własną samoocenę i tego Ci z całego serca życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. tak, masz rację tylko jak to zrobić? związek toksyczny, to pewne, bo szczęścia nie daje, tylko obrzydzenie czasami, że czemu jestem taka głupia i naiwna tak długo?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama nad tym pracuję. Wydaje mi się, że trzeba być wciąż czujnym i odbijać ataki słowne w swojej głowie. Kiedy myślisz: jestem beznadziejna, musisz od razu kontratakować: nie prawda, jestem zajebista babka (aż w to uwierzysz). Nie wiem czy rozumiesz, sama staram się z tym walczyć. Na razie próbuję widzieć siebie jako świetną partię do wzięcia, a nie beznadziejną starą panną, której nikt nie chce...

      Usuń
    2. A Co zrobić z przeszłością?gdzie schować wieczną pogardę, która siedzi w człowieku jak zadra?

      Usuń
    3. Cholera nie wiem. Sama chcę zmierzyć się z demonami z przeszłości, wczoraj chciałam opowiedzieć swojej przyjaciółce o traumie z dzieciństwa i...nie dałam rady. To strasznie bolesne...

      Usuń
  3. Ja byłam w zeszłym tygodniu na komedii Wkręceni, polecam, naprawdę można się ubawić i zapomniec o szarej codzienności :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiesz, bardzo lubię Ciebie czytać. Twoje przemyślenia pozwalają w miejscu się zatrzymać. Szkoda, że jeszcze nie potrafisz powiedzieć tej kobiecie w lustrze: tak, kocham. Myślę, że taki moment wreszcie nadejdzie. Oby szybko nadszedł. Życzę Ci tego z całego serca.
    A jeśli chodzi o alkoholizm, to wiem co znaczy. Wiem jakie wokół spustoszenie sieje. Przez wiele lat byłam żoną alkoholika. Byłam, bo mój mąż nie żyje. Targnął się na swoje życie. Nie potrafił już żyć, nie chciał sobie pomóc i nie przyjmował pomocy. Jestem ostatnią osobą, która śmiałaby się na tym filmie.
    Pozdrawiam serdecznie. I spełniaj swoje postanowienia noworoczne. Tego Ci życzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi temat alkoholizmu też nie jest obcy - pił mojej mamy brat, mieszkający tuż obok - ale z 6,7 lat temu przeszedł leczenie i mu się udaje wytrwać, ale dzieciństwo spaprane, dlatego temat tego filmu przypomniał wszystko to, co chciałam zapomnieć

      Usuń
  5. Ja nie jestem fanka Smarzowskiego ale ten film kładzie na łopatki. Nie byłam chętna do pójścia do kina, ale przeczytałam recenzje na Media River i zmieniłąm zdanie. Polecam każdemu, zachęca do myslenia.

    OdpowiedzUsuń