Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 23 stycznia 2014

gula mi w gardle stoi...

...i to od dobrych kilku dni, i mam już jej tak dość, że może sobie ulżę w moim psychologicznym blogu...
Ja nie wiem, czy potrafię tak żyć, pewnie potrafię, ale nie chcę, tylko że nie mam wyjścia (już tonę w łzach).
Byłam dzisiaj na warsztatach dla nauczycieli, rozmawiałam z kilkoma koleżankami, pytały, jak moja Kruszynka, i ogólnie rozmowa zeszła na temat dzieci - jak to wśród matek. Z jedną z nich żyję blisko, jej powiedziałam bardzo dużo, chociaż było ciężko (zresztą ona jest w temacie od samego początku i jej ufam). Gdy tak sobie z nimi rozmawiałam, czułam się w środku bardzo źle - znowu gorsza...Czy ja kiedyś będę miała normalność? Czy zawsze będę czuć się gorsza? Kiedyś - bo byłam gruba, teraz - bo z nieślubnym dzieckiem? A gdzie jest do cholery jasnej MOJA normalność i moje szczęście?

Po południu poszłam do mojej koleżanki i jak wróciłam, to poszłam po prostu się wypłakać. Dlaczego? Bo znowu zobaczyłam NORMALNOŚĆ, której mi tak brakuje. Mieszka sobie z mężem, mają dwoje dzieci, widać uczucie między nimi, dzieci się lubią, zaśpiewały dla mnie kolędę, wygłaskały moją Kruszynkę, są niezależni, samowystarczalni, do rodziców raz na tydzień - tak powinno być. Ja mam dzisiaj na prawdę okropny dzień...

Boże, dodaj mi siły, bo mi już niedługo łez braknie...
PS. To taka chwila słabości, jutro będzie lepiej...

niedziela, 19 stycznia 2014

pod mocnym aniołem...nałogu...

Dzisiaj z koleżanką poszłam do kina na film umieszczony w tytule tego posta - poszłam, ponieważ jest o nałogu, innym niż moim, ale jednak nałogu. Film miejscami obrzydliwy, dla ludzi o mocnych nerwach, aby go zrozumieć, chyba trzeba samemu sięgnąć trochę dna, dlatego też bardzo zdziwiła mnie reakcja części publiczności, która w niektórych momentach się śmiała - kim trzeba być, by śmiać się, gdy główny bohater leży w wymiocinach? Nie wiem, i chyba wolę nie wiedzieć. Z punktu widzenia psychologicznego raczej słaby, oczekiwałam bardziej studium przypadku, pokazania czynników, które doprowadziły do zapijania życia lub jak udało się go pokonać - główny bohater ciągle pije, jak sam mówi - nie ważne, czy ze smutku czy z radości - zawsze jest powód - jak i kiedyś u mnie - do obżerania się...Piją i inni współtowarzysze odwyku - do mnie przemówiła jeszcze jedna bohaterka, która piła po jednym kieliszku likieru ze swoim mężem codziennie, aż po kilku latach odkryła, że jest uzależniona - tak też można wpaść w nałóg...Film trudny, ciężki, momentami drastyczny, ale na pewno wart obejrzenia - i nie kończy się dobrze.

U mnie już na szczęście ferie. Ten tydzień był bardzo nerwowy, jaki będzie ten? Tyle się dzieje złego w moim życiu, ale może dobrze się to skończy? Nie wiem, ale wiem, że czasami takie rewolucje muszą się dziać, by coś poszło do przodu. Po raz n-ty zakończyłam swój TZ, ale czy to ma jakiś sens? Sensu nie ma TZ, ale zrywanie wszystkiego też sensu nie ma, bo jest Kruszynka - jakbym nie zrobiła, będzie źle, ale coś zrobić muszę, bo się uduszę! - nawet mi się zrymowało niechcący. Moja mądra koleżanka mawiała "Nic się nie zmienia od na d...e siedzenia" - więc wprowadzam plan w życie, na pewno z marnym skutkiem, ale z większą łatwością niż kiedyś...

Wczoraj kupiłam "Twój styl", bo zawierał dodatek z opowiadaniami o miłości - niestety nie "zmękoliłam" ani jednego - nie mój sposób myślenia, ale były dwa inne tematy, które do mnie dotarły - jeden na temat "białych" małżeństw, drugi na temat czekania na upragnioną miłość - wypowiadały się kobiety, które zaliczyły kilka związków i w końcu się doczekały. Jedna z nich - to zapamiętałam - całe życie się odchudzała i ciągle była głodna, gdy nie jadła, miała rozmiar 36. Potem znalazła kogoś, kto ją pokochał, doszła do rozmiaru 40, zaczęła zjadać normalne posiłki i mania odchudzania jej przeszła. Podejrzewam, że być może u mnie byłoby podobnie - gdyby mnie ktoś pokochał, może i ja pokochałabym siebie - ale to powinno być podobno w odwrotnej kolejności, by miało to sens...

Waga:77,6 kg
Cel na ferie: poodwiedzać dużo koleżanek, załatwić dwie pilne sprawy urzędowe, kupić jakieś ubrania sobie i Kruszynce, wytrwać w postanowieniu w związku z TZ, pospać długo rano i oby do przodu!

sobota, 4 stycznia 2014

ale się zmieniłaś!

Te słowa usłyszałam niedawno od mojej koleżanki i jest to prawda - zmieniły mi się priorytety w życiu, inne rzeczy stały się ważne, dużo straciło na wartości, a wszystko dzięki mojej Kruszynce...
Ma teraz etap mówienia "da da da..." ciągle, tyle w niej radości, chęci życia, że pewnie i mnie się to bardzo udziela...i nie tylko mi...

Czasami przychodzi mi do głowy myśl, by zlikwidować tego bloga, ale przecież to prawie 3 lata mojego życia - dzisiaj przeczytałam go właściwie od początku - podejrzewam, że znalazła go jedna z moich koleżanek i się śmiertelnie na mnie obraziła - tyle, że nie znalazłam nic jej uwłaczającego, chyba że dotknął ją opis jej rodziny...Ale czy moja jest (była) normalna? Tyle razy o tym pisałam...
Niestety, nawet gdybym go usunęła, niesmak by i tak pozostał, szkoda mi tej znajomości, bo dużo dla mnie znaczyła. Drugi powód jest bardziej prozaiczny - mój "telefoniczny związek" zabrał mi ogromne poczucie samotności - mam się komu wygadać, a że TZ umie słuchać z zainteresowaniem, to to ciągle wykorzystuję - co nie znaczy, że jest "różowo" - wkurzam się, płaczę, ale tkwię - zresztą na odległość łatwiej...

W domu w miarę normalnie (dużo też problemów), w szkole - w pierwszy dzień myślałam, że ucieknę, ale jakoś dałam radę, teraz to już łatwiej, chociaż pewnie jeszcze nie raz zapłaczę...
Waga:78.8
Cel: nie dać się kłopotom, walczyć i...