Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 16 grudnia 2013

"peany" na temat mojego wygladu

Wczoraj i dzisiaj osłuchałam się tyle komplementów na temat swojego wyglądu, że postanowiłam o tym napisać, chociaż daleko mi do "samozachwytu", bo jakoś wewnętrznie nie jest mi wcale dobrze, a to, jak wyglądam, zeszło gdzieś na drugi plan, no ale...
Wczoraj weszłam do sklepu, gdzie pani sprzedawczyni wraz ze swoja klientką (kiedyś moją bardzo dobrą koleżanką) stwierdziła, że gdyby mnie zobaczyła na ulicy, nie poznałaby mnie na pewno, bo tak super wyglądam. Dzisiaj w moim miejscu pracy, ledwo weszłam do pokoju, już koleżanki skomentowały "super" wcięcie w talii i ładny biust, jedna z nich stwierdziła, że ważę tyle, co ona, a kolega - że jak mnie dzisiaj zobaczył od "tyłu", nie wiedział, że to ja, bo "pół Cię ubyło!". Miłe to wszystko, nie powiem, ale w ogromie moich problemów gdzieś to ginie...

Bo jaka jest tego cena? Ostra anemia - wg lekarza medycyny pracy - chociaż poszczególne wyniki są "prawie" na granicy normy - tylko ciut niższe od norm, ale wg niego - "jeszcze się Pani doigra!"
Wczoraj koleżanka, którą odwiedziłam z moją "Kruszynką" - zrobiła pyszny chleb czosnkowy w Thermomixie, do zakupu którego usilnie mnie namawia (na razie się nie daję, bo za dużo bym piekła i jadła) - też podkreśliła, jaka "chuda" jestem i że ona też musi się wziąć za siebie...
Jak się teraz czuję? Niby dobrze, zresztą uważam, że mogłabym ostatecznie ważyć 70 kg i wtedy byłby już koniec walki z nadwagą, ale uważam też, że gdyby "wycieli" zwisy z rąk, brzucha i nóg, to te 8 kg (teraz ważę 78 kg) by z tą operacją poszło.
Czy czuję się jak kobieta? Tak - ile "podrywów" zdarzyło mi się w ostatnim tygodniu - też było miło usłyszeć - "Nic nie szkodzi, że Pani na mnie wpadła - nie mam nic przeciwko" lub "Och, gdyby się tak do takiej kobiety przytulić, na pewno nie byłoby mi takie zimno". Moja mądra koleżanka mówiła, że mam prawo do takich odczuć, mam się cieszyć takimi wyrazami uznania, takimi zaczepkami, bo są naturalne i normalne (skoro przez 30 lat nie były i ich nigdy przenigdy nie słyszałam).
Ale czy moje życie to tylko wygląd? Nie, chociaż on wpływa na poczucie własnej wartości, poczucie kobiecości...

W dzisiejszej "Angorze" ukazał się zapis ubiegłotygodniowego wywiadu z Olafem Lubaszenko z programu Tomasza Lisa - bardzo mi się spodobał, bo ciężko było panu L. mówić o tym, jak traktuje się w Polsce ludzi grubych - mogę się podpisać w 100% pod każdym powiedzianym przez niego słowem - ja tego doświadczyłam sama przecież. Mówi tam też o tolerancji na "inność" - u nas jej nie ma - jaka tolerancja? Czy ludzie ukryją swój wzrok i pogardę? Nie da rady...Kto chce, niech przeczyta...


Tak sobie teraz myślę - wolałabym już więcej po tej ziemi nie chodzić niż wrócić do bycia grubą - czytaj: bycia gorszą, pomijaną, pogardzaną, wykluczoną społecznie, towarzysko, zakupowo...
PS. Moja koleżanka, która walczyła z nowotworem i tą walkę przegrała, powiedziała - choroba to dopiero tragedia, nie otyłość...

3 komentarze:

  1. Ja swego czasu próbowałam się na siłę odchudzić i na zdrowie mi to nie wyszło. Najważniejsze jest zdrowie. Gruby, czy chudy nie ważne, .. liczy się wnętrze człowieka a nie opakowanie które i tak się kiedyś pomarszczy ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Moja droga, niech najbliższe Święta Bożego Narodzenia i Wigilijny wieczór, upłyną CI w szczęściu i radości przy kolędach i zapachu świerkowej choinki :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku, a traumę bycia grubym rozumiem i oby nigdy więcej k

    OdpowiedzUsuń