Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 23 grudnia 2013

świąteczne życzenia

Życzę wszystkim moim Czytelnikom spełnienia marzeń, walki o wyznaczone cele (lub ich podtrzymanie), nieprzytycia przez święta, chwil radości, przytulenia, ciepła i żeby za rok - w kolejne święta - każdy mógł powiedzieć - kilka moich marzeń się spełniło...


poniedziałek, 16 grudnia 2013

"peany" na temat mojego wygladu

Wczoraj i dzisiaj osłuchałam się tyle komplementów na temat swojego wyglądu, że postanowiłam o tym napisać, chociaż daleko mi do "samozachwytu", bo jakoś wewnętrznie nie jest mi wcale dobrze, a to, jak wyglądam, zeszło gdzieś na drugi plan, no ale...
Wczoraj weszłam do sklepu, gdzie pani sprzedawczyni wraz ze swoja klientką (kiedyś moją bardzo dobrą koleżanką) stwierdziła, że gdyby mnie zobaczyła na ulicy, nie poznałaby mnie na pewno, bo tak super wyglądam. Dzisiaj w moim miejscu pracy, ledwo weszłam do pokoju, już koleżanki skomentowały "super" wcięcie w talii i ładny biust, jedna z nich stwierdziła, że ważę tyle, co ona, a kolega - że jak mnie dzisiaj zobaczył od "tyłu", nie wiedział, że to ja, bo "pół Cię ubyło!". Miłe to wszystko, nie powiem, ale w ogromie moich problemów gdzieś to ginie...

Bo jaka jest tego cena? Ostra anemia - wg lekarza medycyny pracy - chociaż poszczególne wyniki są "prawie" na granicy normy - tylko ciut niższe od norm, ale wg niego - "jeszcze się Pani doigra!"
Wczoraj koleżanka, którą odwiedziłam z moją "Kruszynką" - zrobiła pyszny chleb czosnkowy w Thermomixie, do zakupu którego usilnie mnie namawia (na razie się nie daję, bo za dużo bym piekła i jadła) - też podkreśliła, jaka "chuda" jestem i że ona też musi się wziąć za siebie...
Jak się teraz czuję? Niby dobrze, zresztą uważam, że mogłabym ostatecznie ważyć 70 kg i wtedy byłby już koniec walki z nadwagą, ale uważam też, że gdyby "wycieli" zwisy z rąk, brzucha i nóg, to te 8 kg (teraz ważę 78 kg) by z tą operacją poszło.
Czy czuję się jak kobieta? Tak - ile "podrywów" zdarzyło mi się w ostatnim tygodniu - też było miło usłyszeć - "Nic nie szkodzi, że Pani na mnie wpadła - nie mam nic przeciwko" lub "Och, gdyby się tak do takiej kobiety przytulić, na pewno nie byłoby mi takie zimno". Moja mądra koleżanka mówiła, że mam prawo do takich odczuć, mam się cieszyć takimi wyrazami uznania, takimi zaczepkami, bo są naturalne i normalne (skoro przez 30 lat nie były i ich nigdy przenigdy nie słyszałam).
Ale czy moje życie to tylko wygląd? Nie, chociaż on wpływa na poczucie własnej wartości, poczucie kobiecości...

W dzisiejszej "Angorze" ukazał się zapis ubiegłotygodniowego wywiadu z Olafem Lubaszenko z programu Tomasza Lisa - bardzo mi się spodobał, bo ciężko było panu L. mówić o tym, jak traktuje się w Polsce ludzi grubych - mogę się podpisać w 100% pod każdym powiedzianym przez niego słowem - ja tego doświadczyłam sama przecież. Mówi tam też o tolerancji na "inność" - u nas jej nie ma - jaka tolerancja? Czy ludzie ukryją swój wzrok i pogardę? Nie da rady...Kto chce, niech przeczyta...


Tak sobie teraz myślę - wolałabym już więcej po tej ziemi nie chodzić niż wrócić do bycia grubą - czytaj: bycia gorszą, pomijaną, pogardzaną, wykluczoną społecznie, towarzysko, zakupowo...
PS. Moja koleżanka, która walczyła z nowotworem i tą walkę przegrała, powiedziała - choroba to dopiero tragedia, nie otyłość...

niedziela, 8 grudnia 2013

"tłuste dzieciństwo" nigdy się nie kończy...

Dzisiaj pozwolę sobie na umieszczenie fragmentów artykułu, który znalazłam kilka dni temu w necie - robię to, ponieważ byłam grubym dzieckiem i mogę się śmiało podpisać pod 99% tego, co jest w nim powiedziane - a czytałam go kilka razy...
Koledzy, nauczyciel i rodzina – wszyscy odpowiadają za to, że grube dzieci przeżywają koszmar. Ten zaś nie kończy się wraz z pozbyciem się tuszy. Grubasem jest się do końca życia. – Rodzic może się starać wychować dziecko w poczuciu własnej wartości, ale świat na to nie pozwoli – mówi Ewa Ulrich psycholog rozwojowy.

Dziecko, które tak wygląda, nie może czuć się dobrze. Jest wyśmiewane i ma niskie poczucie własnej wartości. – Świat jest tak zbudowany, że lubimy ludzi ładnych – mówi Ewa Ulrich, psycholog rozwojowy. Grube dzieci czują się gorsze, a złe samopoczucie starają się zrekompensować kolejnymi porcjami jedzenia. – Bardzo często cierpią na zaburzenia jedzenia, które mogą przerodzić się w anoreksję, bulimię lub problemy metaboliczne. Nieprawidłowe żywienie jest jedynie początkiem, który z czasem przeradza się w problemy psychologiczne – mówi ekspertka.
Trauma nie znika Grube dzieci pozostają nimi na zawsze. Nawet jak się "wyciągną", co wielu rodzicom wydaje się być jedynym sposobem na walkę z nadwagą swoich dzieci, byciem grubym za młodu na zawsze pozostanie w świadomości człowieka. – Znam sporo dorosłych ludzi którzy wyrośli, ale w głowie są dalej grubi. To zostaje z dzieciństwa, czy nam się podoba, czy nie – mówi Dorota Zawadzka.
Blogerka naTemat uważa, ze grube dzieci są traktowane jeszcze gorzej niż niepełnosprawni. – One mają potężny problem. Badania pokazały, że w grupie rówieśniczej to właśnie grube dzieci są najbardziej atakowane. "Gruby" jest zawsze wybierany jako ostatni do wspólnej zabawy. Grupa go odrzuca, w obawie że sobie nie poradzi, będzie wolno biegać lub ślamazarnie poruszać.
Jednak nie tylko rodzice odpowiadają za otyłość dzieci. Jak mówi psycholog rozwojowy Ewa Ulrich, czasami źródło otyłości leży zupełnie gdzie indziej. – Niektórzy traktują jedzenie niczym ofiarowanie miłości. Mamy często skarżą się, że babcie czy inni członkowie rodziny "przekarmiają dziecko". To efekt tego, że kiedyś dostęp do jedzenia nie był tak łatwy jak dziś i karmienie miało wyraz emocjonalny. Pokazywało, że dbam o rodzinę, kocham ją i zdobywam dla niej pożywienie.


Ewa Ulrich dostrzega starania niektórych rodziców, którzy robią naprawdę wiele, aby wychować swoje otyłe dzieci w poczuciu własnej wartości. Jej zdaniem jednak, nie da się powstrzymać społecznego ostracyzmu. – Rodzic może się starać wychować dziecko w poczuciu własnej wartości, ale świat na to nie pozwala. Brak akceptacji wśród dzieci jest bardzo wysoki, środowisko ma odmienne oczekiwania dotyczące wyglądu osoby – mówi psycholog.
Grubszy uczeń jest gorszy
Gdy zadzwoniłem dziś do Doroty Zawadzkiej, spacerowała właśnie po plaży. – Spoglądam na dzieci i większość z nich to toczące się kuleczki. Jeszcze nie otyłe, ale już z nadwagą – mówi psycholog rozwojowy. Blogerka naTemat wspomina, gdy była psychologiem na kolonii dla dzieci z otyłością. Największą przeszkodą w zrzuceniu kilogramów podopiecznych byli ich rodzice. – Najbardziej dramatyczne było to, że dowozili swoim dzieciom słodycze podczas odwiedzin. Oni wychodzą z założenia "jest głodny, to niech zje". A jak dziecko ma rozciągnięty żołądek, obowiązkiem rodzica jest powiedzenie stanowczo "NIE" – mówi Dorota Zawadzka.

Nie bez winy są również
nauczyciele, którzy powinni stać na straży równego traktowania grubych dzieci. – Niektórzy nauczyciele mówią, że grube dziecko w klasie budzi w nich pewien mechanizm. Wydaje im się, że jak dziecko jest otyłe, to również wolniej się rozwija i wolniej myśli, a przez to gorzej się uczy. Grube dzieci są podświadomie oceniane przez niektórych nauczycieli jako gorsze, a to bardzo niesprawiedliwe – mówi Dorota Zawadzka.

Dominika Wernio uważa, że nie ma złotego środka, który pozwoliłby zapomnieć dorosłemu człowiekowi i dziecięcym koszmarze spowodowanym nadwagą. Jak mówi, każdy przypadek trzeba rozpatrywać indywidualnie. – Dowiedzieć się co to dla kogoś znaczyło, że był otyły, dlaczego i co takiego tym nadmiarem pokarmu  „zajadał”? Czego mu brakowało, jakie trudne czy nawet traumatyczne przeżycia zapisały się w jego psychice w związku z tym problemem. Wreszcie połączyć to wszystko ze sferą emocjonalną i motywacyjną i zobaczyć jaki tam pozostał ślad – mówi naTemat psychoterapeuta.

co u mnie? waga 78.3, jutro - po 7 miesiącach - powrót do "rzeczywistości" - i moje Szczęście śpiące obok!