Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 14 października 2013

wesoło poweselnie

W tą sobotę byłam na weselu mojej koleżanki, P. Znamy się ponad 10 lat, kiedyś uczyłam ją angielskiego przed maturą, a potem - jak to często bywa - stała się  moją koleżanką. Łączą nas też pewne więzy rodzinne - taka siódma woda po kisielu -ale najważniejsze są wspólne tematy i wspólne przeżycia.

Poszłam z moim "związkiem telefonicznym" i bardzo dobrze, że z nim poszłam. Inaczej siedziałabym jak Ci, którzy przyszli sami - siedzieli, od czasu do czasu zatańczyli, jedli, pili, rozmawiali. A ja? Przeżyłam chyba najlepsze wesele w moim życiu, bo takiego Tancerza to ze świecą szukać - nie na darmo jego granie w orkiestrach przez ponad 10 lat (nota bene - ja sama zawsze chciałam śpiewać w takim zespole, ale brakło mi odwagi, by to zrobić);
Moje umiejętności taneczne nazwałabym bardzo przeciętnymi, ale że bardzo dobrze prowadził, to szybko się dopasowałam - buty na obcasie dosłownie spadły kilka razy, potem pojechałam nakarmić moją Kruszynkę, przebrałam buty i było o niebo lepiej. A dzisiaj to dopiero nogi bolą...W każdym bądź razie, gdy żegnaliśmy się z młodą parą, pan młody stwierdził, że rozkręcaliśmy całą imprezę...Czasami było tak, że na podłodze było dwie pary (w tym jedną stanowiliśmy my)...Ania, moja koleżanka anglistka stwierdziła, że W. jest fajny i świetnie tańczy i że ona by się z nim bała zatańczyć, bo tak wywija...Ja się też bałam, ale wyjścia nie miałam - przesiedzieć całe wesele? O nie, tym bardziej że ja też to lubię, ale do tej pory okazji to za wiele nie miałam...

Jak się czułam? Super - chociaż jak zwykle codzienność pozostawia bardzo wiele do życzenia, ale na weselu czułam się ładnie, atrakcyjnie, i prawie - pełnowartościowo...prawie...Kupiłam szaro-czarno-zieloną sukienkę, włosy miałam zrobione na "mokrą Włoszkę", buty na obcasie, paznokcie, makijaż - mój krakowski kolega stwierdził, że mógłby mnie zg...Cóż to za komplement:)
A po weselu nastąpiła codzienność i dzisiaj przyszło pytanie - czy miałam prawo się cieszyć? Tak, bo jak mówi(ła) moja mądra koleżanka, nie umiem tego robić, i muszę się tego uczyć - lub jak ona mówi - musisz dać sobie prawo do poczucia się szczęśliwą od czasu do czasu - i wtedy sobie dałam takie prawo:)
Prawo do chwili bezmyślności, spontaniczności i uśmiechu na twarzy - chociaż na chwilę...

2 komentarze:

  1. Normalnie jakbym o sobie czytała :) Wesele mojej przyjaciółki też tak wspominam. Było kilka zgrzytów z partnerem, ale generalnie też wywijaliśmy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się,że się dobrze bawiłas!Oby tak zawsze :)

    OdpowiedzUsuń