Łączna liczba wyświetleń

sobota, 24 sierpnia 2013

wizyta po roku

W tym tygodniu, znowu pod wpływem mojej koleżanki Kingi, odwiedziłyśmy wróżkę  wierzyć, nie wierzyć, mam dość mojej obecnej sytuacji, chciałam pocieszenia i podpowiedzi, co robić dalej...
Po około 45 minutach dowiedziałam się, że mam w moim życiu dwie drogi do wyboru - albo żyć z ojcem mojej Kruszynki i byłoby jak teraz (do niczego nota bene), ale mieć drugie dziecko (na które mam ostatnio straszne parcie - odezwały się ukryte pragnienia?), albo skończyć to na dobre (o ile samo już się nie skończyło) i czekać na tego, który jest mi pisany, ale już bez drugiego dziecka. Poza tym szczegółowo opisała moją sytuację w moim obecnym "związku telefonicznym", co jednak nie nadaje się na pisanie na blogu...Z tym drugim przynajmniej czekałby mnie jakiś formalny związek, co zdecydowanie wolę, bo obecnej sytuacji mam już serdecznie dość psychicznie...teraz chciałabym powrotu moich "urojonych" problemów z okresu samotności, bo tych obecnych i jak najbardziej realnych - już nie chcę...

Ale coś optymistycznego teraz - jutro robię połączone moje urodziny, imieniny i urodziny mojej Kruszynki, która 28 sierpnia skończy 4 miesiące i która nadała sens mojemu życiu - jejku, jak ona cudownie pachnie i jak dobrze ją mieć! Upiekłam tort, sernik i zrobię jeszcze sałatkę - będzie miło:)

Przeczytałam swój wpis z ubiegłego roku, gdy byłam u tej samej wróżki - w sumie spełniło się coś tam z tego, co wtedy powiedziała - dziecko na pewno się jej spełniło, ślub nie, ale co do faceta - też jak najbardziej...Co spełni się z tego, co powiedziała teraz? Kilka dni temu obejrzałam też program o wróżeniu - wg prowadzącego faktem jest to, że po wysłuchaniu takich czy innych "przepowiedni" nasz mózg się na nie programuje podświadomie i nasze działania (już świadome) idą również w tym wyznaczonym kierunku...
A Kinga? Przynajmniej dowiedziała się pozytywnych rzeczy, właściwie samych pozytywnych, a ja? - sama jestem sobie winna...
Czy na pewno?
Muszę coś zrobić z moim życiem, bo inaczej popadnę w jakąś nerwicę - dzisiaj pół nocy nie spałam...

sobota, 17 sierpnia 2013

Happy Birthday!

Dzisiaj kończę 37 lat - miał być refleksyjny post, ale mam za dobry nastrój dzisiaj, by taki był....
Jestem sama (a może nie? - sama nie wiem), ale nie samotna...
Moja kochana Kruszynka dała mi powód, by żyć - więc żyję, i to jak żyję!
Dziękuję...

czwartek, 15 sierpnia 2013

7.07.1994

Wtedy zrobiłam pierwszy wpis w pamiętniku, który od czasu do czasu uzupełniam już od 19 lat...Przeczytajcie, jakie miałam myślenie w wieku 18 lat.
Obiad: noga z kury smażona, 6 łyżek ziemniaków tłuczonych, buraki
za chwilę:zjedzone po bracie 5 łyżek ziemniaków i noga z kury, kawałek placka
potem: znów kawałek kury, buraki, talerzyk sałaty jarzynowej, 2 kromki chleba z masłem i z kiełbasą, 3 kawałki placka, kubek lodów, 3 szklanki wody z sokiem, 2 jaja na twardo

Czuję się okropnie, zaczynam odczuwać swoją tuszę. Widzę te wszystkie szczupłe dziewczyny i też chciałabym wyglądać jak one. Nie ruszam się wcale, nie chce mi się iść do krawcowej ani do Gośki zrobić sobie włosy, chociaż wybieram się do niej od dwóch tygodni. Jeżeli Agnieszka w najbliższym czasie wyjdzie za mąż, to nie wiem, czy pójdę na to wesele, bo i po co. Za pół roku studniówka, nie mam chłopaka, ważę ponad 120 kg chyba, lepiej się nie ważyć i nie wiedzieć. Mam tylko nadzieję, że zmieszczę się w ławce w sali biologicznej. Miałam iść dzisiaj do Anki, ale jak zwykle mi się nie chciało. Jej to dobrze, jest szczupła, ładna, luzacka, ma chłopaka, świetną mamę i figurę.
Zastanawiam się, jak to jest z tym moim jedzeniem, nie jestem głodna, ale to robię, dlaczego?
Oto powody:
- nie mam prawdziwej przyjaciółki, której mogłabym się zwierzyć;
- nikt się mną nie interesuje;
- w domu robię jak służąca i tak mnie traktują;
- mama, a tym bardziej tato, nigdy nie powiedzieli, że mnie kochają, bratu też tego nie mówią, ale okazują mu to jakoś;
- moje życie codziennie jest takie same, nudne i nie interesujące;
- nie nawidzę siebie, bo mam bardzo słabą wolę;
(...)Moja otyłość to zamknięty krąg. Jeszcze jedną z jej przyczyn jest ciągłe przebywanie w kuchni. Zaczęłam się odchudzać przez jakiś tydzień, może trochę ponad. Starałam się jeść tylko obiad, tzn. ziemniaki krojone z mizerią, jednego ranka wkurzyłam się i zjadłam dwie bułki, potem miałam wyrzuty sumienia, że to zrobiłam. Oprócz tego piłam zioła. Ale gdy mama miała dwa tygodnie urlopu, wszystko wróciło do tzw. normy.

Dla porównania jedzenie dzisiaj:
Rano - 3 steropiany kanapki plus 3 ogórki korniszony, na II śniadanie 4 sucharki bez cukru plus serek Danio light, na obiad 2 ziemniaki plus ogórek świeży plus udko w jarzynach, jabłko i na kolację zjem musli z mlekiem 0,5% - nie mówię, że to zdrowe, ale popatrzcie na kaloryczność...Wtedy to żarłam...

Za dwa dni kończę 37 lat - będzie wpis...