Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 9 maja 2013

znowu mam nadwagę!

Hurra! dzisiaj rano moja waga wskazała 83,9 - co oznacza, że wkroczyłam do przedziału nadwagi - już nie I stopień otyłości! Czyli od porodu (28.04) do dzisiaj schudłam 10 kg! Boże, jak się cieszę! A moja Kruszynka przytyła 40 dkg i z tego cieszę się jeszcze bardziej (po spadku pourodzeniowym o 20 dkg bardzo ta wiadomość mnie ucieszyła.

Słucham jednej z mojej koleżanek i nie jem nic słodkiego - zgrzeszyłam tylko w pierwszy dzień po porodzie, kiedy koleżanka przyniosła mi jeden kawałek pysznej "krówki" - bo stwierdziła, że po porodzie trochę przyjemności mi się należy. A w szafce w kuchni całe opakowanie "orero" od mojego brata - ale leży to od prawie dwóch tygodni i nie tknęłam - ile wytrzymam?

Mój uzależniony mózg na razie karmi się endorfinami miłości do dziecka - ale i tak nie wierzę, że wyleczyłam się ze słodkiego, to zbyt piękne, by było prawdziwe. Jem w miarę normalnie - rano dwie kanapki razowego, potem coś na drugie śniadanie, w miarę normalny obiad, jabłko jakieś po południu, na kolację znowu jakieś razowe kanapki z biały serem plus  jakiś jogurt i przy takim jedzeniu waga leci. Brakuje mi 2 kg do mojej najmniejszej wagi w życiu - nigdy nie ważyłam mniej niż 82 kg.
Jak fajnie jest ubrać się we wszystkie "stare" ciuchy i mieć znowu płaski brzuch! Oczywiście on jest płaski na zewnątrz, bo pod ubraniem jest wiszącym flakiem - jak to po schudnięciu. Najgorsze są nogi - po wewnętrznej stronie ud skóra jak u indyka - i to cały minus mojego spadku wagi.
A "schiza" co do wagi zawsze zostanie - moja lekarka mówi, że ta schiza zostanie na zawsze w moim mózgu, bo tak mają osoby, które dużo schudły. Czyli pilnowanie siebie zostanie pewnie do końca życia.
155 kg - 84 kg = 71 kg

czwartek, 2 maja 2013

początek nowego życia

Chyba nadeszła pora, by powiedzieć wszystkim moim blogowym przyjaciołom o najważniejszej rzeczy w moim życiu - będącej ukoronowaniem 7 lat walki z otyłością...
W niedzielę, 28 kwietnia o godzinie 12.40 urodziłam córkę - spełnienie moich marzeń. Ważyła 2900 g i mierzyła 52 cm, dostała 10 pkt w skali Apgar. Od wtorku jesteśmy w domu. Ja uczę się być mamą i odkrywam to cudowne uczucie bycia kochaną.
Czy gdybym nie przeszła tej siedmioletniej walki z samą sobą, czy byłabym tu gdzie jestem? Nie. Ważąc ponad 150 kg, nie doświadczyłam normalnego życia.
Dzisiaj waga wskazała 86,9 kg. W ciąży przytyłam 9 kg, po porodzie zeszło 7 kg. Teraz jem w miarę normalnie - wszystko, ale mało. W końcu karmię piersią i z czegoś ten pokarm musi powstać.
Dziękuję wszystkim za czytanie mojego bloga - rzadko ostatnio pisałam, teraz już wiadomo, dlaczego...
A z tyłu głowy jak zwykle tkwi w podświadomości, że trzeba się odchudzać - gdy już nie jestem sama...Moje dziecko grubej matki mieć nie będzie - tego jestem pewna!
podobna do mojej Kruszynki...