Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 10 marca 2013

bułka i lincz

Sama jestem sobie winna - do takich wniosków doszłam kilka dni temu - dlaczego? Bo w przypływie rozsądku (?), zamiast jedzenia w szkole jak zwykle serka i sucharów, zrobiłam sobie rano bułkę z pastą z tuńczyka, chudą wędliną, ogórkiem, pomidorem i rzodkiewką. Taką wiosenną. Gdy zobaczyli to moja koleżanka i kolega, mało nie zostałam zlinczowana! Koleżanka - zaczynasz jeść? Kolega - co się stało, że tak sobie dogadzasz? Oboje się śmiali przy tym, ja nie odebrałam tego jako atak, ale ta sytuacja tylko uwidacznia, do czego przyzwyczajone jest moje otoczenie - mam nie jeść! A gdyby przeanalizować kaloryczność, to  - z tego, co pamiętam - serek Danio ma ok. 170 kcal, a sucharki - 300. Czy bułka miała więcej? Nie sądzę, bo bułka może i sama w sobie była, ale jej zawartość już raczej nie. Wiem, jakim dla mnie kiedyś wyzwaniem było zaczęcie jeść przy ludziach, a teraz, po tylu latach znowu taka sytuacja..
. 
moja miała jeden plasterek i była bez sera...

Dzisiaj stało się też coś, co podniosło moją samoocenę, ale też i śmiech...Szłam sobie z Tesco do samochodu, gdy zostałam poderwana na ulicy przez faceta, lat około 40, wygląd może być. Zaraz się przedstawił, powiedział, że mu się podobam i czy mógłby mnie zaprosić na kawę. Chciał mi dać swój numer telefonu, ja mu swojego nie zamierzałam - powiedziałam mu, że niestety dla niego już jestem zajęta. Dlaczego mnie ta sytuacja też rozśmieszyła? Bo facet był wg mnie...żulem! To znaczy wtedy był trzeźwy, ale twarz przepita. Ja zawsze miałam i mam dobre układy z "takimi" osobami, w mojej wsi każdy z nich jest dla mnie przekulturalny, gada ze mną, zawsze powie cześć lub dzień dobry, w zależności od wieku. Dlaczego tak się dzieje? Bo takie osoby to też osoby uzależnione - może dlatego inaczej na nich patrzę i ich rozumiem? Dla mnie alkoholizm, palenie, jedzenie to tylko inne formy nałogu - bo poprawiają nastrój w danej chwili, pozwalają przeżyć trudne chwile, odrzucenie, itd. Szkoda, że już u mnie to tak nie działa - jedzenie to ciągły wyrzut sumienia, że nie powinnam..Żartuję z tym "szkoda"...
  
jedzenie też...
Chyba tyle na dzisiaj...A moja bezsenność ciągle się utrzymuje, ale już niedługo może będzie lepiej...

2 komentarze:

  1. Trzeba było się ich spytać, czy oni nie jadają i powiedzieć, że zawsze jadłaś i jeść będziesz...Wrrr...

    OdpowiedzUsuń
  2. w sumie ja miałam, a może i dalej mam opory przed publicznym jedzeniem. Czy to u rodziny, czy dalszych znajomych miałam zawsze ten sam dylemat: "Jak ładnie podziękować i przeprosić, że nic nie jem". Konsekwencją było burczenie w brzuchu i co jak co subtelne komentarze: "Jak częstują to jedz". Dało mi to do myślenia... teraz częściej jem przy znajomych, nie wstydzę się, ale czasem mam wrażenie, że myślą o mnie: "OBŻARCIUCH". Będąc teraz na praktykach w szkole, nie było szansy, abym odmówiła jakiemuś dziecku, które częstowało mnie jabłkiem, czy cukierkiem urodzinowym! Przecież powinnam dawać przykład, więc brałam, dziękowałam i zjadałam razem z uczniem, żeby widział, że nie gardzę jego uprzejmością. Ale dużo wody upłynęło w rzekach zanim zmieniłam swoje nastawienie;)

    OdpowiedzUsuń