Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 11 lutego 2013

moja chrześnica

Dwa dni temu brat mojej mamy miał zawał. Jest tym bardziej tragiczne, że od około 20 lat opiekuje się swoją sparaliżowaną od szyi w dół żoną, która jest od niego całkowicie zależna. Wujek to przykład człowieka, który pójdzie z 'butami" do nieba - zawsze cierpliwy, dobry, opiekuńczy, wzór ojca. Tym bardziej mojej mamie jest trudno, a i ja dzisiaj uroniłam łezkę. Ciotka, sama z charakteru bardzo ciężka w pożyciu, całe swe sparaliżowane życie modli się tylko o jedno - by umarła przed nim, co jest całkowicie zrozumiałe...



Ale teraz trochę na inny temat - mojej chrześnicy, a wnuczki wujka. Ma około 10 lat i niestety, oprócz bycia bardzo słaba uczennicą, jest wysoka, z nadwagą i nie wygląda jak dziecko z czwartej klasy. I serce mi się kraje, jak sobie pomyślę, jakie życie ją czeka. Bardzo boi się szkoły, w szczególności jednej nauczycielki - podobno przychodzi z płaczem i bardzo wszystko przeżywa. Tlumaczyłam mamie, jak to jest - słabe dzieci boją się szkoły, nauczycieli i to jest wpisane w specyfikę szkoły, zresztą sama niedawno pisałam na blogu, jakie ja teraz uczucia wywołuję w swoich uczniach (nie jest fajne czuć, że klasa się boi - nienawidziłam kiedyś takich nauczycieli, a teraz sama niestety jestem do nich podobna...). Wracając do mojej chrześnicy - wg mnie to nie szkoła jest tutaj głównym problemem, a ojciec, po zawodówce, na dodatek głupi (przepraszam!) i dający jej na każdym kroku odczuć, jaką jest niedorajdą i glupim, grubym dzieckiem - ona się go boi...Nie byłam
tam ponad dwa lata, ale myślę, że w dobrą stronę jego zachowanie nie poszło...



Szkoda mi jej bardzo - miałam kiedyś to samo...Tyle że nie byłam głupia, wszyscy ode mnie zrzynali, ale nie potrafili powiedzieć inaczej jak "gruba, daj odpisać..." Więc Gruba dawała odpisywać...Odtrącona na każdym polu, towarzyskim najbardziej, przez nauczycieli traktowana ...sama nie wiem jak, pomijana przy rolach, bo gruba, ale chyba normalnie, bo się uczyłam, a takich uczniów się lubi...A moja chrześnica? Nie dość że słabiutka, to jeszcze otyła, chociaż o gołębim sercu, ale czym może ona imponować na forum klasy? Ani wiedzy, ani wygladu, ani nadmiaru pieniędzy w domu...Czemu to życie jest takie niesprawiedliwe i ciężkie?
Pisząc ten wpis, jeszcze raz powinnam być wdzięczna za wszystko, co jest teraz w moim życiu...gdybym nie schudła, nigdy nie poczułabym jak to jest być normalną i normalnie traktowaną...
Gdy wracałam dzisiaj z kościoła, pomyślałam sobie, jakim marzeniem do nieosiągniecia kiedyś było chodzenie w spodniach, a o kupieniu kozaków do kolan nawet nigdy w życiu nie marzyłam - a teraz to wszystko jest, takie normalne i na wyciągnięcie ręki...A nadmiar butów to moja plaga...ale czy można się temu dziwić, biorąc pod uwagę jakie grube te nogi były i kupienie półbutów graniczyło z cudem, bo nic na podbiciu nie puszczało? A o napaskach to już mowy nie było, żadnych nie zapięłam...Ale to już przeszłość, ale kto był naprawdę gruby, doskonale wie, o czym piszę...
Kto by przypuszczał, że schudnięcie powróci moje życie na tory normalności? Dlatego warto warto warto....jeść steropian od 6 lat na śniadanie:)

6 komentarzy:

  1. Smutna ta historia z Twoją chrześnicą :( Ja w podstawówce też słabo się uczyłam, po prostu nie rozumiałam co się do mnie mówi i miałam słabe oceny. Do tej pory pamiętam jak matka z siostrą postawiły mi krzyżyk na drogę wróżąc, że trafię do zawodówki. Ostatecznie skończyłam studia i mam wymarzoną pracę, więc to chyba kwestia podejścia do dziecka, a nie od razu jego inteligencji.

    OdpowiedzUsuń
  2. obyś Ty miała rację, nie ja - czasami jest tak, że z biegiem czasu dziecko uczy się, jak się uczyć i daje sobie radę w życiu - znam bardzo dużą liczbę takich przypadków - ale na razie to dziecko bardzo cierpi i przeżywa i dlatego mi jej szkoda...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziwie się. Mi takich dzieci jest również bardzo szkoda, zwłaszcza, że niczemu nie są winne, a bardzo cierpią. Wiem, bo sama to przeżyłam.

      Usuń
  3. a nie moglaby do ciebie przychodzic na korepetycje? przy okazji na lekcje zycia

    OdpowiedzUsuń
  4. Sama piszesz o niej :

    ~Szkoda mi jej bardzo - miałam kiedyś to samo...Tyle że nie byłam głupia, wszyscy ode mnie zrzynali~

    tym samym uznajac ja za glupia, (zamiast pomoc uwierzyc w siebie) skazujesz z mety na niepowodzenie

    jednoczesnie wina obarczajac ojca ktory :

    ~ jest po zawodówce, na dodatek głupi (przepraszam!) i dający jej na każdym kroku odczuć, jaką jest niedorajdą i glupim, grubym dzieckiem ~


    Sorry, ale tym postem zrobilas dokladnie to co on pewnie robi jej na codzien.

    Krzywde. Ona nie potrzebuje litosci, ale pomocy.

    OdpowiedzUsuń
  5. Po pierwsze dziecku trzeba pomóc,a nie wmówić,że jest ''słabiutka''i lamętować,to dopiero szkoła podstawowa jeśli sobię nie radzi znaczy to tylę,że wymaga tego by ktoś z tym dzickiem przysiadł a nie zostawiał na pastwę losu.Tym powinni się zająć rodzicę widząc,że z dzieckiem trzeba się zjąć w tej kwestii, i mu pomagać na tyle ile sie da w domu,i jeszczę może być piątkową uczennicą.Skoro rodzicę nie widzą problemu to może ty mogąłbyś pomóc jako ta matka chrzestna?...Może jest tak,że ona nie jest słaba ze wszystkiego,może tylko ma trudności z jakimiś tam rzeczami,które można jeszczę i trzeba nadrobić póki nie skończyła podstawówki bo później będzie gorzej.A ojciec jak to określiłaś po zawodówcę i głupi (swoją drogą to brzmi jak byś pisała po zawodówcę zachowują sie jak głupek ale to normalne w końcu jest tylko po zawodówcę!,nie wiem niby co to ma do rzeczy,znam wielu ludzi po studiach co są głupi z zachowania i postępowania,więc to sie raczej nie łączy.Można być mądrym człowiekiem bez wyższego wykształcenia piszę to bo w taki sposób odebrałą twoją wypowiedć,że głupi i na dodatek nie ma wykształcenia...Ale wracają może na początek odwiedź chrześnice skoro dwa lata nie byłaś i zobacz co się dzieję skoro martwisz się jej losem,choć mamy teraz czerwiec to było pisane w lutym to może już byłaś u niej,mam nadzieję.Nawet jeśli mieszkasz daleko od niej i nie możesz tam bywać za często chociaż interesują się nią dzwoń np.rozmawiaj z nią,pytaj jak w szkole czego się teraz uczy czy w czymś trzeba jej pomóc.To dopiero 10-11 letnie dziecko,nie można jej zostawić samej sobię,trzeba się nią interesować,jej nauką,życiem, wszystkim .I przede wszyskim porozmawiaj z tym wujkiem skoro to wnuczka,by on też się jakoś zają tą dziewczyną,by pomógł skoro rodzicę lub sam ojciec bo napisałas tak jaby tylko on był,nie poczuwa się, a jeszcze dołuję to niech choć ten dziadek jakoś pomorze.Na pewno ta dziewczynka ma zaniżoną samoocenę więc trzeba ją motywoać i wspierać bo wkrótce wejdzie w okres dojrzewania przcież.A jeśli chodzi o wagę to wszystko można zdziałać , ale najpierw może niech jej ktoś w szkolę pomorze,i w ogóle niech się tym dzieckiem zainteresuję...

    OdpowiedzUsuń