Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 24 lutego 2013

gruba koleżanka w ciąży

Wczoraj odwiedziłam moją koleżankę, z którą znam się od pierwszego roku studiów i z którą utrzymuję dość dobry kontakt z mojej strony. A. w grudniu urodziła drugie dziecko i wczoraj nasze spotkanie skupiło się właściwie na wysłuchaniu jej przejść ciążowych.

A. jeszcze na studiach ważyła około 70 kg, z tym że zawsze miała tendencję do tycia i się musiała pilnować. Jakieś 4 lata temu wyszła za mąż za fajnego faceta - przynajmniej ja go lubię, jest wg mnie bardzo dobrym ojcem i dobrym mężem. A. nigdy nie zapomnę tego, że zaprosiła mnie na swój wieczór panieński, ślub i potem - nie tak jak większość koleżanek - potrzymywała ciągle naszą znajomość pomimo zmian zachodzących w jej życiu. A tego się nigdy nie zapomina.
A. po urodzeniu dziecka waży teraz na oko pewnie ok 100 kg, może i trochę mniej, ale jest "nabita". Ostatnio zobaczyła w supermarkecie naszego byłego kolegę ze studiów i go najzwyczajniej w świecie uniknęła - było jej wstyd za to, jak wygląda. Sama to powiedziała. Tym bardziej, że kolega jest na prawdę bardzo przystojny i ma filigranową żonę.

A. miała robione badania prenatalne w jednym z rzeszowskich, prywatnych szpitali specjalizujacych się w porodach. Została przez lekarza, który wykonywał USG 3D potraktowana wg mnie chamsko - powiedział jej, że to badanie za bardzo nie ma sensu, bo jest stanowczo za gruba. W końcu je zrobił, ale ile się musiała nasłuchać, ile to ma tluszczu na brzuchu, jak macica jest zasłonięta przez pokłady "smalcu"...Powiedziała, że to było jedno z gorszych upokorzeń w jej życiu. Wierzę.
Synka, którego urodziła, ma kochanego - ważył 4800 g. Był tak dużym dzieckiem, że - jak sama powiedziała - pół oddziału położniczego się zleciało Go obejrzeć. Znowu nie było jej z tym fajnie...
Sądzę, że A. ma ten sam problem, co większość ludzi otyłych włączając mnie - zażera stresy. Jedzenie - najlepszym pocieszycielem, niestety bardzo widocznym.
A. myśli o powrocie do szkoły od września, ale sama myśl powrotu do dawnej pracy ją "nieco" przeraża ze względu na wygląd. Ktoś powie - niech schudnie! Jak to łatwo powiedzieć w przypadku osób nieuzależnionych...Ale nie w jej.

Podsumowując, A. ma wszystko to, czego ja bardzo chciałam - ona o tym wie, bo rozmawiałam z Nią na ten temat nie raz, może dlatego ta znajmość przetrwała tyle lat, bo nie ma w niej zazdrości ani zawiści, a raczej zrozumienie. Znam jej rodziców, rodzeństwo - dwa tygodnie temu u jej taty wykryto nowotwór krwi, na razie w początkowym stadium, ale już jest po pierwszej chemii - jest rok starszy od mojej mamy...
A wczoraj zmarła na raka, po zaledwie kilku miesiącach walki, 50-cio letnia mama dziewczyny mojego brata...Na pewne rzeczy nie mamy żadnego wpywu, możemy tylko okazać wsparcie.

8 komentarzy:

  1. Niestety,życie oprócz tego,że jest piękne bywa też bolesne i trudne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. takie jest życie i na niektóre wydarzenia nie mamy żadnego wpływu...

      Usuń
    2. Ale niech sentencją na dziś jest ta piękna pogoda za oknem i przypomnienie, że już za 3 tygodnie wiosna :))

      Pozdrawiam Michał

      Usuń
  2. Czytam twoje posty. Są na prawdę przyjemne.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję za komplement - teraz ten blog zawiera teksty raczej filozoficzne i z życia wzięte, to nie jest blog o odchudzaniu, chociaż walka z nadwagą zostanie zawsze moją zmorą...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja skupiam się na tym, co mogę zmienić :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Lubię Twojego bloga, trzymam kciuki za powodzenie diety. Może lekarz twojej koleżanki mógł być milszy, faktem jest, że u otyłych kobiet niewiele widać na USG. No tłuszcz zasłania i już. Nie wiem jak to powiedzieć, żeby kobieta nie poczuła się urażona. Jednym z najgorszych momentów z moich "grubych" czasów było, kiedy sprzedawca w sklepie mi powiedział: no ale na panią to tu nic nie będzie pasować...Było mi przykro, no ale przecież miał rację. Jasne, mógł siedzieć cicho, sama bym się kapnęła, że mojego rozmiaru nie ma. Ale może się bał, że będę się próbowała wcisnąć w jakąś s-kę i ją zniszczę ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziękuję, że lubisz mojego bloga:) i wiem, że pewnie miał rację, tylko że ja zawsze patrzę przez pryzmat, jak się ktoś czuje, słysząc takie słowa. Przecież dobrze wiesz, ile razy ja usłyszałam podobne rzeczy - nawet dzisiaj usłyszałam od ważnej dla mnie osoby, że jestem przy kości - jak to traktować? ale taka jest prawda - ani chuda, ani gruba, ale przy kości...

    OdpowiedzUsuń