Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 3 lutego 2013

cisza w eterze

Długo mnie tutaj nie było, a wszystko z dwóch powodów. Po pierwsze - bardzo dużo w moim życiu teraz się dzieje, po drugie internet chodzi tak słabo, że może warto byłoby go zmienić?
Bardzo dużo zaszło zmian w mojej psychice - kiedyś obsesja na punkcie odchudzania, teraz raczej rozsądne podejście do tematu, co nie znaczy, że odpuściłam ważenie co rano - nie da rady...Ważę sobie jak zwykle w okolicach 90 kg, taka już chyba ustalona waga mojego organizmu, chociaż i do takiej trzeba się pilnować, i przypuszczam, że tak będzie już do końca mojego życia.

Jak to podejście do życia zmienia się w zależności od sytuacji...Odeszły wszystkie depresyjne myśli, bardzo zachciało się żyć, wszystko ma sens, chociaż czasami bywało bardzo ciężko i wiele wylanych łez i nieprzespanych nocy - jeszcze dużo ciężkich chwil przede mną, ale przynajmniej coś się dzieje...
Nie wiem, ile to pozytywne nastawienie będzie trwało, ale moja mądra koleżanka ciagle powtarza, że należy cieszyć się z tego, co tu i teraz...Więc się cieszę:)
Wczoraj byłam w kinie na "Niemożliwe" - bardzo dobry film, szkoda tylko, że tyle tam drastycznych scen i momentami przypomina horror...Jakkolwiek film warty polecenia i na pewno wart wylanych łez...

W tym tygodniu tyle też się działo...wpadłam w swój pierwszy na zakręcie poślizg - dobrze, że nic nie jechało z naprzeciwka, inaczej byłby wypadek na sto procent, pierwsza kontrola policyjna przez bardzo miłe policjantki - kontrola rutynowa, nie za żadne przewinienie, bo jeżdżę ostrożnie. I pomyśleć, że ja, największa "ofiara" drogowa, mam już prawo jazdy prawie rok i nie wyobrażam sobie życia bez samochodu....Duży problem w szkole, zakończony polubownie i bez żadnych konsekwencji, ale też mojej winy nie było, ale takie czasy, że uczeń rządzi i  rodzic - nie do pomyślenia, gdy ja sama byłam uczennicą....
Wysłuchanie historii znajomej pani notariusz, która w wieku 36 lat urodziła syna, całą ciążę musiała leżeć, ten syn skończył lingwistykę stosowaną i właśnie w tym tygodniu dostał pracę w Lufthansie jako...księgowy. Pani notariusz nigdy nie omieszka mnie ponformować o sukcesach jedynaka, skoro pracujemy w tej samej branży - tzn. językowcy:) I pewnie dlatego mnie pamięta.
Wizyta mamy u ortopedy, który od razu jej powiedział, że jak nie schudnie conajmniej 10 kg, to niech zapomni o operacji - i po tylu latach ja potrafię z nią rozmawiać na temat odchudzania, gdy ona całe życie udawała, że tematu nie ma...Ile musiałam ja sama zrozumieć i przejść, by wogóle do takiej rozmowy doszło? Już się nie da zamieść pod dywan, bo ja nie pozwolę na to...

Telefon od Geoff'a, na który tak długo czekałam, to w końcu mój przyjaciel. Źle z nim i u niego, czy dane mi będzie jeszcze go zobaczyć przed śmiercią? Bardzo bym chciała, bo tyle dla mnie znaczy w moim życiu...
Dziękuję wszystkim, którzy do mnie zaglądają - kiedyś wyjaśnię, co się dzieje...

5 komentarzy:

  1. Hej! Cieszę się, że zmieniłaś myślenie co do diety. To ważne, żeby patrzyć na to z pewnego dystansu. A co go Geoff'a to...współczuję :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak to jest, gdy przyjaciel ma ponad 60 lat, choruje od lat na cukrzycę i ciągle wcina slodkie...

      Usuń
  2. Właśnie zastanawiałam się czy warto iść na to do kina :)Oj...ja dobrze pamiętam swój pierwszy poślizg jak wylądowałam z drugiej strony ulicy na chodniku :/ Też nic nie jechało i całe szczęście

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam pytanie - jeśli możesz odpowiedzieć byłaby wdzięczna - czy zmiana w myśleniu spowodowana jest czyms konkretnym? nie wiem np. poszłaś na terapię jakąś?pytam bo myśle co mogłoby pomóc mnie... Ruda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to zmiana spowodowana wywróceniem mojego życia do góry nogami - jak wszystko wróci do "normy" za kilka miesięcy, wracam do odchudzania się! ale na razie to nieistotne...

      Usuń