Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 2 grudnia 2012

porażka u blogowych znajomych

Czytam moje wszystkie "lewostronne" zaprzyjaźnione blogowiczki i co widzę? Wszędzie dzieje się źle, bo albo zastoje wagowe, albo tycie. U mnie to drugie niestety. I nie wiem, na co mi to gorzej działa - na wygląd (bo widać) i zaraz znowu będą wszyscy gadać wprost lub za plecami, czy na psychikę - oj, jak ja się wtedy nienawidzę....Co oczywiście powoduje błędne koło - agresja wobec siebie powoduje wzrost "zapotrzebowania" mózgu na słodycze, które w moim przypadku działają kojąco i łagodząco, ale po sekundzie pocieszenia się - powodują znowu powrót rozsądku i stukanie się w głowę i tak na okrągło...Myślę, że macie tak samo, bo Was czytam i też o tym piszecie....
Muszę coś z tym zrobić, a będzie bardzo trudno, bo idą święta i to, co uwielbiam najbardziej - pieczenie i wymyślanie ciast, niekoniecznie ich jedzenie - wystarczy, że popróbuję składników czy też mas...

I w moim przypadku to całe tycie to nie przez jedzenie, ale przez slodkie rzeczy. Nie jem chleba, ziemniaków, zup, niczego tłustego, ale nie odmówię lodom czy jakiemuś batonikowi - typowy nałóg...Zamiast w szkole kanapkę, sucharki i serek - bo słodki...Żałosne to, ale jakże prawdziwe...
Sprawy żołądkowe właściwie bardzo się uspokoiły, tabletki ciągle biorę, nie wiem jeszcze, jak długo, czasami zdaża mi się zapomnieć - wtedy jeszcze mnie mdli, ale brzuch nie boli.

To już ponad 6 lat walczenia z nałogiem, na razie przegrywam, ale czy tak ma wyglądać reszta mojego życia? Przerażające... Czemu nie mogę być jak alkoholik, który rzuci nałóg raz a dobrze i nie musi codziennie wypić kieliszka wódki, by przeżyć? I zaraz do głowy przychodzi mi moja kuzynka, która je po dwa obiady, drożdżówki, kanapki, ciasta i waży z 45 kg? I wiem, że tak jest, bo jej mama to potwierdza...Ale ona ma taką przemianę materii, że hej... - do ubikacji kilka razy dziennie, ja - raz na kilka dni, i to po ziołach lub tabletkach...
A przecież nie mogę tyć - grube życie to nie jest życie - wiem, o czym mówię...Nie wiem, czyja pogarda byłaby większa - samej do siebie czy ludzi do mnie? Gdybym miała inny nałóg, nie byłoby go widać na codzień. Zawsze się chciałam nauczyć palić, nigdy mi się to nie udało - bo zaraz się dusiłam...

Koniec użalania się...ulżyło...

5 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiesz, ja również uwielbiam słodycze, szczególnie lody. Czasem robię sobie taką kolację - lody zrobione w całości ze Slim Fast. To nie wpływa źle na sylwetkę, a jednocześnie jest odżywcze i smaczne. Spróbuj tego sposobu kochana. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja ograniczyłam węglowodany do tych z warzyw i zwiększyłam zdrowe tłuszcze i w ogóle mnie nie ciągnie do słodyczy, co jest bardzo zaskakujące. Waga powoli spada na dodatek.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dodałam twoj blog do obeserwowanych jakiś czas temu- zainteresowałaś mnie "od pierwszego zajrzenia".

    Każdy nałog jest okropny... Ja równiez jako przekąskę wybierałam np. baton ale udało mi się to pokonać i bardzo mocno się ograniczyłam do wyjątkowych sytuacji. Cięzko było, ale się chyba udało.
    Co do twoich przemyśleń- nie ma co nad sobą tak rozpaczac- ja mam wiele wad (oj uwierz- krzywe zęby, nos, zez, krzywe kolana, wysypki.... nie koloryzuje- tak po prostu jest) a jednak jakos staram się z tym wygrać. Mobilizacje musisz znalezc w sobie- nic narzucone ci nie pomoze na stałe :)

    A święta? To czas uczty :D

    OdpowiedzUsuń
  5. taki już mój blog - do użalania się nad sobą, ale wierz mi, w rzeczywistości taka nie jestem - moja koleżanka (jedyna, która wie o blogu) mówi, że ja z bloga i ja z rzeczywistości to dwie różne osoby - i coś w tym jest...tu jest zwykle co najgorsze i co najbardziej boli, a w rzeczywistości nigdy nie mogę sobie pozwolić na okazywanie słabości, dlatego każdy uważa mnie za silną osobowość itd. w końcu jestem zodiakalną Lwicą...tylko nieszczęśliwą...dziękuję, że mnie czytasz:)

    OdpowiedzUsuń