Łączna liczba wyświetleń

sobota, 8 grudnia 2012

nastrój a jedzenie

Czy jest związek między nastrojem a jedzeniem? Zawsze mi się wydawało, że tak, ale ostatnio sama już nie wiem...Mam gorsze i lepsze dni, dawno, dawno temu jedzenie było super pocieszaczem, ale od kilku lat niestety (lub w końcu "stety") nie spełnia już takiej roli - kiedyś wystarczyła czekolada i już nastrój szedł w górę, teraz powoduje poprawę na chwilę, a wyrzuty sumienia nie do opowiedzenia...więc nie warto już jej jeść. Moja mądra koleżanka mówi, że to wychodzenie z nałogu, ale czy ja kiedyś z niego na prawdę wyjdę? Nikt tego nie wie, nawet ja...

Każdy ma swój sposób na poprawę nastroju- jedni lubią zakupy (ja lubię - czego efektem dzisiaj są dwie pary spodni i kozaki), inni - alkohol, jeszcze inni - seks, i pewnie większość dobre jedzenie...Wszystkie te rzeczy powodują wydzielanie oksytocyny (o ile dobrze pamiętam), a mój mózg chyba w szczególności jej potrzebuje jako mózg osoby uzależnionej...Szczególnie w tym tygodniu, gdzie przeżyłam trochę kłopotów z urzednikami w zwiazku z samochodem, dwie hospitacje i jedno spotkanie po latach...Teraz wszystko wróciło do normalności i się uspokoiło, więc...Jeszcze w nadchodzącym tygodniu jedna bardzo stresująca rzecz i zobaczymy, co się będzie działo...
Wracając do tematu - mój uzależniony mózg ciągle chce czuć się na "haju", po tylu latach ja już to doskonale wiem, ale jedzenie już tego haju nie daje. Co daje? Sama nie wiem - wiem, że tego na pewno nie odkryłam, oczywiście podświadomie doskonale sobie zdaję sprawę, ale czy TO pozbawiłoby mnie chęci na słodycze? Bo uważam, że to one, nie jedzenie samo w sobie są moim problemem...

Dużo dzisiaj tych "nie wiem" - bo dzisiejszy dzień w końcu mogę zaliczyć do udanych nie tylko ze względu na zakupy, chociaż też ktoś uswiadomił mi coś przykrego dzisiaj, ale w końcu to ja podjęłam taką, a nie inną decyzję kiedyś i teraz znowu jestem w rozterce...Takie terapeutyczne lanie wody...

3 komentarze:

  1. u mnie niestety nastrój wciąż jest połączony z jedzeniem - stres = jedzenie, duży smutek = jedzenie, radość = jedzenie. Jestem w trakcie zmian, ale dopiero niedawno zauważyłam tą zależność. Może to faktycznie uzależnienie?

    OdpowiedzUsuń
  2. to uzależnienie, mi zeszło ze dwa lata, by to zrozumieć...teraz to wiem i mam jak Ty - szczęśliwa jedzenie, nieszczęśliwa jedzenie - witaj na moim blogu:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeju ile razy to ja przejadałam wszystkie złe humorki... masakra... a potem bylam zla bo jadłam...
    zakupy mi o wiele lepiej pomagają- wychodzę uśmiechnięta od ucha do ucha ze sklepu ;p

    OdpowiedzUsuń