Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 24 grudnia 2012

"Ja, grubas"

Już po Wigilii, pysznych pierogach u ciotki, drożdżowym makowcu zrobionym specjalnie dla mnie przez Nią, cudownym półrocznym Filipem mojej kuzynki i życzeniach mojego taty "Żebyś w końcu miała męża"...

W sobotę kupiłam "Gazetę Wyborczą" z "Wysokimi Obcasami" w niej i dwa artykuły, które zwróciły moją uwagę - pierwszy Hanny Samson "Przeciw tolerancji" - o traktowaniu grubych oraz drugi o Stanisławie Celińskiej, która całe życie walczy z nałogami, w tym teraz z jedzeniem.
Najpierw o tym "Przeciw toleracji" - pozwolę zacytować autorkę - Grubi nie dość, "że muszą się codziennie mierzyć ze swoją nieprzystawalnością do wszechobecnych standardów, to jeszcze w każdej chwili mogą spotkać się ze społeczną dezaprobatą dla tego, jak wyglądają i kim są. Bo kim są? Grubasami. To często wystarcza nam, szczupłym, do opisu człowieka. Obleśny grubas - to opis nieco dokładniejszy. Hipopotam, tłuścioch, pasztet - może to brzmi nieco obraźliwie, ale przecież WOBEC GRUBYCH na taki tekst można sobie pozwolić.(...)Jesteśmy lepsi, bo jesteśmy szczupli, a wy jesteście gorsi i nie będziemy udawać, że jest inaczej. Grubasy o tym wiedzą. Znają swoje miejsce, nie próbują zaprzeczać, że są grubasami". Tyle z artykułu. Ja czuję to samo - ludzie szczupli uzurpują sobie prawo do bycia lepszym, ja sama po schudnięciu nabrałam o wiele większej pewności siebie. Dawno temu, gdy robiłam studia podyplomowe, były tam zajęcia z prezentacji publicznych - każdy miał wyjść na środek i przeczytać fragment prozy, a zawodowy aktor oceniał ten występ przez pryzmat nawiązywania kontaktu z publicznością. Mi powiedział - taka duża kobieta, a tak bardzo chciałaby zniknąć...I taka była prawda - "smalec" miał schować całą mnie, nie robił tego, a działał wręcz przeciwnie - jeszcze bardziej mnie uwydatniał...

Drugi felieton - dość długi, ale dobrze napisany - jest wywiadem ze Stanisławą Celińską, która za motto podaje "Ludzie już się przywyczaili do grubej, starej Stachy, to trzeba im zrobić psikusa!". Postanowiła się ona teraz odchudzać, mówi o swoim problemie z jedzeniem, o zajadaniu emocji, kłopotów i problemów. Wiecie, ile mi zeszło dojście do takich wniosków? Dlaczego to robiłam?
W zeszłym tygodniu rozmawiałam na ten temat z moją "mądrą" koleżanką - i jak zdarta płyta powtórzyłam, że 30 lat żarłam, ale nie wiedziałam dlaczego i chyba odkrycie powodów spowodowało taką rewolucję w moim życiu...
Wszystkim uzależnionym życzę siły w zmaganiu się z nałogiem na co dzień i Wesołych Świąt! - po nich już nigdy nic nie będzie tak samo...

2 komentarze:

  1. Dziękuję - juz prawie po nich i koniec jedzenia - chociaż trochę ciasta zostało jeszcze...

    OdpowiedzUsuń