Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 16 grudnia 2012

gruby dom

Dzisiejszy dzien spędziłam najpierw na izbie przyjęć w szpitalu, potem na pogotowiu. Mojej mamie usztywniło kolano, próbowałyśmy znaleźć jakąś pomoc, na pogotowiu ordynarny lekarz przynajmniej zrobił prześwietlenie, w szpitalu na ostrym dyżurze jeszcze pielegniarka zebrała burę za chęć pomocy. Wyszło zwyrodnienie stawów kolanowych, mama nie może zgiąć wogóle kolana - to problem przyziemny, jutro ma zamówioną wizytę prywatnie u ortopedy, bo na fundusz by z pięć razy "umarła"...

Ale nie o tym chciałam - gdzie grubi ludzie, tam zaburzenie relacji rodzinnych w jakimś stopniu, tak uważam. Mama dobrze sobie zdaje sprawę, że na nic operacje i zabiegi, jeśli nie schudnie. Trochę popłakała, że ona by chciała, ale ja nie sądzę, by było to możliwe - bo zarówno ona jak i ja mamy to samo - jedzenie to nałóg, sposób rozładowania emocji, poprawienia sobie humoru, przetrwania dnia itd. Ja mam za sobą długą drogę, ciągle muszę się kontrolować i pilnować, stąd pewnie obsesja ważenia się codziennie. Ona mi dzisiaj powiedziała, że przecież mi się jakoś udaje, czyli można...
Mi się udaje, ale mój mózg jest ciągle głodny, to znaczy prawie zawsze. Ale go zatykam "atrapami" - jabłkami, pomarańczami, piciem. Wiadomo, mam wpadki, ale teraz one psychicznie wywołują wręcz odwrotny efekt niż kiedyś, więc może i one kiedyś znikną - ale tego nie wiem. Na przykład wczoraj upiekłam szarlotkę, zjadłam jeden kawałek wczoraj, ale dzisiaj już nawet mi to do głowy nie przyszło. Tak to ze mną jest - lata praktyki - wiem, jakie by były konsekwencje tego - 5 minut przyjemności, kilka godzin wyrzutów sumienia.

Ale wracając do mamy - bardzo mi jej szkoda, ten dzisiejszy dzień bardzo mi  uświadomił, że robi się coraz starsza i że teraz role odwracają się - to ona potrzebuje mojej pomocy, moich załatwień - zresztą po to są dzieci. Doskonale zdaje sobie sprawę, że gdyby była z 20 kg lżejsza, byłoby jej łatwiej chodzić i może stawy kolanowe nie byłyby tak zniszczone. Mama ma inny typ otyłości niż ja, ona przytyła bardzo dużo po moim urodzeniu i tak jej zostało na całe życie, ma duży brzuch, ale szczupłe nogi bez jednego żylaka i szczupłe ręcę, ale swoje waży. Dla mnie ona nie tyła w ciągu życia jak ja, raczej to były kilkukilogramowe wahania. Jak ona musi lub musiała się czuć, bo widziałam jej zdjęcia sprzed ślubu i ślubne - wysoka, dlugie włosy, szczupła, ważyła góra 60 kg, a może i mniej. Ja mam do niej swoje "żale", ale ona nigdy przenigdy nie powiedziała mi, że to moje narodziny są powodem takiego jej wyglądu - miłość matki do córki?
Zrobię, co w mojej mocy, by jej pomóc...

2 komentarze:

  1. Życze Tobie i mamie powodzenia i sukcesu!

    OdpowiedzUsuń
  2. teraz ona musi sie trzymać, dużo się zmieni:)

    OdpowiedzUsuń