Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 9 września 2012

piosenka mojego życia

Znacie tę piosenkę? Na pewno...
To Joe Dassin śpiewa po francusku o miłości - jej tytuł to "Er si tu n'existais pas" - o ile dobrze napisałam, więc wybaczcie, jeśli źle - francuskiego nie znam...
Ta piosenka jest dla mnie bardzo ważna, bo zaśpiewał ją kiedyś pewien francuski aktor. Gdy prężnie działałam w programie Socrates Comenius i byłam tam liderką, byłam z wizytą na Łotwie - i podczas zwiedzania pięknego zamku, w którym kręcony był film o czasach wojny, Oliver zagadnął do jednego z aktorów po angielsku, ten się odezwał i okazało się, że był też Francuzem. Poszliśmy potem wszyscy na jakiegoś drinka i gdy sobie tak oni rozmawiali po francusku, w pewnym momencie Francuz - aktor zaśpiewał tę piosenkę i to głosem takim, że do tej pory pamiętam...Nie odbiegał on niczym od zamieszczonej tu przeze mnie wersji...Nie omieszkam dodać, że aktor był bardzo przystojny, chociaż nie w moim typie - ale ja miałam zawsze słabość do niskich, męskich głosów i takich pisoenkarzy też lubię - Leonard'a Cohen'a pewnie najbardziej, a za teksty - George'a Micheal'a - tyle jego piosenek ciągle umiem na pamięć...

Tyle fajnych rzeczy się w moim życiu działo....może jeszcze coś równie fajnego mnie czeka? Jeśli coś też zrobię w tym kierunku...Już dwa razy próbowałam reaktywować te podróże "za darmo" (ostatni raz w tym roku) i ciągle się nie udaje - a przecież pomimo ogromnej ilości pracy było też tyle nowych znajomości, wrażeń i wspomnień...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz