Łączna liczba wyświetleń

sobota, 8 września 2012

nie smutno i nie na temat:)

A dzisiaj nie będzie o jedzeniu - dzisiaj będzie o tym, że czasami jest fajnie...

Byłam dzisiaj w moim mieście na zakupach - nie chciało mi się strasznie jechać, bo rano wstałam i brakowało mi trochę energii, ale aby jej trochę dostać, muszę też się ruszyć...pojechałam moim ukochanym samochodem, bez którego nie wyobrażam już sobie życia - nie jestem doskonałym kierowcą, ale radzę sobie jak umiem i faktem jest, że od początku czerwca nigdy nie skorzystałam już z komunikacji powszechnie dostępnej:) Dla mnie, która miała tyle problemów ze zdaniem egzaminu, zresztą chyba słusznie, uniezależnienie się od pomocy innych w tej kwestii jest osiągnięciem porównywalnym ze schudnięciem i utrzymaniem wagi...

Na moście, jak zwykle niemiłosierny korek, jazda i ruszanie pod górkę, na rondzie ja puściłam jakąś miłą panią, za chwilę to ona mnie puściła. Zaparkowałam obok obleganego rynku, kupiłam dużo warzyw i owoców - w końcu czymś muszę się zapychać - potem odwiedziłam księgarnię, tym razem językową i coś tutaj też kupiłam. I najfajniejsze nastąpiło przy wyjeździe. Na ulicy korek, z mojej prawej strony stał długi samochód, w nim - jakiś facet około pięćdziesiątki. Jakoś bym wyjechała, bo przecież przez szyby jego samochodu i tak w miarę dobrze wszystko było widać - pan wysiadł z samochodu i mi pomógł - pokazał mi, w którym momencie wyjechać! Szybko to zrobiłam, posłałam mu uśmiech, pokazałam "tak trzymać:)" i on też się usmiechnął. Są jeszcze fajni ludzie, którzy pomagają bezinteresownie...Zresztą ja też tak lubię - bo "mała rzecz, a cieszy".


4 komentarze:

  1. Mała rzecz czasem bardziej cieszy niż duża :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam takich ludzi. Szkoda, że jest ich tak mało

    OdpowiedzUsuń
  3. ale się zdarzają - pamiętacie, jak kiedyś pisałam jak pomogłam kobiecie na dworcu w Krakowie? To miłe i sama tak robię - i potem to wraca...

    OdpowiedzUsuń