Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 21 sierpnia 2012

tęsknota za sytością

"O czym świadczy zachłanność na jedzenie lub na odwrót - przesadny do niego wstręt? Przy nadwadze czy niedowadze tak naprawdę nie chodzi o pokarm. To wołanie duszy, głód miłości. Dlatego zamiast szukać kolejnej diety cud, lepiej jest dotrzeć do przyczyn problemu".
to ten numer
Ten fragment tekstu przepisałam z magazynu "Sens" - kupiłam wczoraj w Empik-u dwa archiwalne numery z dołączoną książką - zgadnijcie na jaki temat? "Porozmawiajmy o seksie". :) (za 15 zł wszystko).
Ale wracając do tematu - jeden z numerów jest na temat mądrego jedzenia i jest w nim kilka artykułów na ten temat, ja skupię się na tym poświęconym właśnie sytości. "Kompulsje to nic innego jak stale podywższone pogotowie stresowe bedące skutkiem nieprzeżytych emocji" - tak, to prawda w moim przypadku, dlatego tak często piszę o roli emocji w mojej walce z nadwagą. Przez 30 lat, żyjąc jako odrzucone najpierw przez inne dzieci dziecko, potem kompletnie ignorowana przez równolatków, komu ja miałam powiedzieć o cierpieniach wewnętrznych? Na pewno nie w domu - tu zamiatanie pod dywan było na porzadku dziennym, teraz, gdy ja się zmieniłam, już nie mam zamiaru rozgrzebywać "gówna" - przepraszam, to nie w moim stylu takie słownictwo, ale tak kiedyś ktoś powiedział... I już mam takich, co słuchają mnie i moich problemów, więc ani mi przez myśl nie przejdzie, bo to robić w domu - za dużo uraz i żalu, jednak wybaczonego i przegadanego... I wierzcie mi, gdyby nie to wygadywanie się...Mam koleżankę już od ponad 10 lat mieszkającą w Krakowie, kilka lat temu, gdy nauczyłam się już o TYM mówić i opowiedziałam jej o tym, co czuję, ona była bardzo zszokowana, jak samotnie czułam się w środku i że nie było NIKOGO, kto by mnie zrozumiał...
żartobliwie...
"Choć organizm wysyła komunikat: "Mam rezerwy", mózg woła "Jeść!". Dodatkowym stresorem mogą być te diety, które dla organizmu są sygnałem: "Uwaga! Będzie głodówka! Nic dziwnego, że kiedy kończymy dietę, ciało domaga się nadrobienia zaległości i zmagazynowania rezerw" - znowu prawda - mój mózg jest ciągle głodny, tego nie zrozumie ktoś od czegoś nieuzależniony, ale kto jest, powie - też tak mam...Jest to niezrozumiałe z biologicznego punktu widzenia, przecież zjadłam i co? Już jestem głodny? Może niekoniecznie 10 minut po, ale nawet jak nie jesteś, to myślisz - co ja jeszcze dzisiaj zjem? Teraz, gdy jestem już taka MĄDRA, i ciagle pilnuję tego jedzenia, to raczej myślenie, czego nie zjem...Ale tak na serio, po 6 latach w świecie normalnych, gdy doznałam innych, fajnych rzeczy w życiu, i to życie nie kręci się już TYLKO wokół jedzenia, mózg też się trochę przestawił...ale na pewno nie do końca...

"Otyłość to skutek zaburzonej równowagi pomiędzy homeostazą energii w mózgu a homeostazą emocjonalną. Jeśli potrafisz ją w naturalny sposób przywrócić, czyli: czuć to, co naprawdę czujesz, i rozładować stres (najpierw z ciała, a dopiero potem poprzez intelekt), szczupła sylwetka będzie tu niejako ubocznym efektem" - właśnie, mowa o tej homeostazie - czy ja już ją osiągnęłam? Nie, na pewno nie, ale skoro już dałam sobie prawo do czucia - wyrażania złości, nerwów, fochów, walczenia o swoje prawo, gdy dałam sobie prawo do nieczucia się GORSZĄ, to gdzieś jestem na jakiejś połowicznej homeostazie...Kiedyś wszystko zażerałam i nawet nie wiedziałam za bardzo, dlaczego...Teraz - wiem i staram się tego nie robić...


Ze spraw przyziemnych - byłam wczoraj na jodze, bez wielkiego "wow", ale jakie wyciszenie i uspokojenie...Napiszę kiedyś więcej, bo za długich postów i tak nikt nie czyta...A potem zumba - jak zwykle - rewelacja! I mokra koszulka i getry! I o to chodzi...

5 komentarzy:

  1. Ja jak schudłam kilka lat temu 30 kg. to stałam się nieznośna dla mojego ówczesnego chłopaka, bo nagle byłam zgryźliwa, złośliwa i potrafiłam się obrazić, a jak byłam grubsza to wg. niego byłam weselsza. Nie chodzi moim zdaniem o wesołość, tylko o mówienie na głos co się czuje, a jeżeli nie mogłam tego zajadać to musiałam wyrazić, co jest normalne i zdrowe. Nie bójmy się uczuć.

    OdpowiedzUsuń
  2. tak, masz rację - pamiętam tez lata temu taką sytuację, gdy się intensywnie odchudzałam i przy okazji chciałam zabić "cały świat" - mama przyszła na górę i powiedziała, żebym wreszcie zaczęła jeść, bo już nie można ze mną wytrzymać...i tak nie zaczęłam:(

    OdpowiedzUsuń
  3. to bardzo ciekawy temat. Czasem naszemu otoczeniu jest na rękę jak 'chorujemy' i zajadamy. Bo zamiast wyrażać, stawiac granicę - chowamy się w sobie.

    Ale inne sprawa jest też taka, że jak się próbuje walczyć z nałogiem, czy to jedzeniowym, czy innym, to na początku jest to bardzo trudne i otoczenie tez obrywa. Dopiero z czasem jest łatwiej.

    Trudno odmierzyć tę granicę.
    Moja rodzina często mi wyrzucała, co ty taka jesteś drażliwa, kiedy zdrowiałam - a moje podrażenienie było adekwatne, bo ktoś na przykład wzbudził we mnie złość i to było i zdrowe i normalne. Tyle że oni byli przyzwyczajeni, że ja złości nie wyrażam, więc kiedy zaczełam ją wyrażać, to trochę mnie tak szantażowali emocjonalnie, że to na pewno moja choroba przeze mnie przemawia:)
    Zawikłane ale z czasem nabiera się juz pewności siebie i umiejętności rozpoznawania i uczuć i tego skąd pochodzą. Mar

    PS Widzę, że polecasz mój blog u siebie. Bardzo mi miło. Tyle, że mój blog nie jest o odchudzaniu!

    OdpowiedzUsuń
  4. ale czy mój jest tak do końca o odchudzaniu? To swoją drogą, ale w pierwotnym zamyśle miał mi pomóc wyrzucać to, co chciałam powiedzieć...A że mam probolem z jedzeniem, jak Ty, to Cię dołączyłam...Nawet nie wiesz, ile wspólnego mamy...Tak, mamy w końcu prawo do wyrażania złości...

    OdpowiedzUsuń