Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 16 sierpnia 2012

stretching - ćwiczenia, które bolą

Dzisiaj pod wpływem impulsu - bo skoro chodzę sobie na siłownię w celach rozrywkowych :( - poszłam na stretching...I tam umierałam, a teraz ledwo żyję...

Myslałam, że pilates był ciężki, ale on był niczym w porównaniu ze stretchingiem...Tak mnie mięsnie bolały, że aż mnie słabiło...Było bardzo dużo osób na ćwiczeniach, bardzo wygimnastykowana młodziutka instruktorka, miła, wspierająca, ale jak mi kręgosłu nacisnęła, zobaczyłam gwiazdy! Wiem, że się garbię - podobno to cecha ludzi otyłych - wiem, że nie jestem rozciągnięta nic a nic, a dzisiaj dostałam nauczkę! Mięsnie nóg mam w najgorszym stanie, teraz siedzę, piszę i tak mnie nogi bolą, jakbym ze 100 km przeszła! A co będzie jutro? Ale...atmosfera cudowna, panie patrzyły na siebie z ogromnym zrozumieniem, było kilka żartów, dogadywań, które fajnie rozładowały atmosferę, i nie tylko mnie tak bolało...wiele pań też tak się czuło, po prostu nie mogłysmy...
Potem poszłam na bieżnię, ale dzisiaj już nie czytałam "Polityki", tylko chodziłam w tempie 6,5 km i trochę biegałam - na tyle, że się po plecach cudownie lało...Ale na ABT już po tym stretchingu nie dałam rady zostać! I poobserwowałam też trochę dzisiaj panie na siłowni - i działo się raczej to, o czym napisałam w poprzednim poscie - większosć, byle się nie spocić - rowerek, gazetka i gadka z panem trenerem....Ale jak zwykle były i wyjątki - pani obok, około 50, grubsza ode mnie, długo chodziła i się lało z niej równo! Ja postanowiłam, że koniec czytania, teraz ma się lać pot...

Kupiłam dzisiaj książkę "Schudnij zdrowo" Katarzyny Zielińskiej - była na wyprzedaży w Weltbild - na pierwszy rzut oka wyglada ciekawie, na pewno poczytam w ramach rozrywki - i miała załączony zeszyt do pisania, co się je każdego dnia - ale ja to robię już tak długo - na pewno jest to sposób na uswiadomienie sobie, ile się zjada w ciągu dnia...
Jutro muszę cos zjesć konkretnego - dzisiaj za dużo razy zrobiło mi się czarno przed oczami - wiem, co oznacza...

4 komentarze:

  1. Kiedy chodziłam na siłownię rok temu to muszę przyznać, że właśnie te nieco starsze panie najbardziej przykładały się do wszelkich ćwiczeń. Ja praktycznie cały czas gadałam z koleżanką, a jedna Pani (stała bywalczyni) równo zapitalała na bieżni, a nie była najmłodsza. Myślę, że to zależy od stopnia determinacji i chęci. Pocenie to wbrew pozorom bardzo przyjemne uczucie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pewnie tak, lub też od stopnia zdawania sobie sprawy z pewnych rzeczy...Dziwne jest tylko to, że jak sobie na siłownię nie chodziłam, to waga stała, teraz chodzę i waga też stoi, nie stoi, gdy dieta maksymalna i zajęcia aerobowe...Tylko tak wczoraj sobie myslałam, że chodzi tyle pań, a po większosci efektów nie widać-jedzą czy źle ćwiczą?

    OdpowiedzUsuń
  3. Bo, Droga Jedzenioholiczko, na siłownię chodzi się po to, by się spocić i Ty to wiesz. Ale zastanawia mnie, dlaczego inni na siłownię chodzą. Jeśli im się męczyć nie chce, to może po prostu powinni zostać w domu? ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wiem, po co chodzą, pewnie mają nadzieję na schudnięcię? ale musi być też dieta i intensywne ćwiczenia, inaczej nic z tego...

    OdpowiedzUsuń