Łączna liczba wyświetleń

sobota, 4 sierpnia 2012

spotkanie po latach

W środę na siłowni zagadałam do swojego byłego ucznia - teraz już 25-cio letniego faceta - tego, który kiedyś mi powiedział, że "wszyscy Panią lubią, ale niech Panią ktoś pokocha". Oczywiście mnie nie poznał - nigdy nie spotkaliśmy się od pewnie dziesięciu lat...Teraz jest bardzo przystojnym facetem, zresztą w szkole był też ładnym chłopakiem i jaki był fajny z charakteru, taki został - zawsze miał super poczucie humoru...Gdy przechodził obok mnie, powiedziałam "Dzień dobry", a on - cześć i dopiero po chwili "zajarzył", z kim rozmawia...Z 5 minut mu zeszło, żeby mnie skomplementować, jak super wyglądam i w ogóle... A potem zdał mi relację ze swojego życia - skończył informatykę, pracuje w firmie informatycznej, brat jest w Gdańsku (też go uczyłam), on sam mieszka z rodzicami, poza tym powspominaliśmy jego starą klasę, co kto robi i kto się jeszcze nie ożenił lub nie wyszedł za mąż - ale jak stwierdził, to już taki wiek, że aż głupio się przyznać, że nie ma się nikogo (on nie ma). A ja? Ja nie mam czym się chwalić w takich rozmowach, bo moje życie to jedna wielka porażka...

W piątek spędziłam dzień z moją studentką psychologii i muszę zauważyć, że przeobraża się w ładną kobietę - uwolniwszy się spod wpływu toksycznej babci, uczy się żyć sama - i coraz lepiej jej to wychodzi! Uczy się pomału tego, by jednym uchem puszczać, drugim wypuszczać - skąd ja to znam...Teraz już chyba też to umiem. Pochodziła ze mną po sklepach, poopowiadała, dlaczego ludzie wybierają podświadome takie a nie inne kolory ubrań - przymierzałam fioletowy sweter - podobno mam dużo przygodnych znajomości (może i mam). Jest już na 4 roku teraz- jeszcze chwilę, skończy studia, będzie jeszcze więcej wiedzieć i spotkanie z nią może stać się ...niebezpieczne! Bo mnie rozgryzie za szybko! A - i wg niej - moim kolorem jest kolor czerwony, bo jestem energiczna, zdecydowana i konkretna - oto jak mnie postrzega, a zna mnie bardzo długo...Widocznie tak ona mnie odbiera...A dzisiaj wyruszyła ze swoją koleżanką na pielgrzymkę do Częstochowy - ma swoje intencje.

A dzisiaj rano - jak machałam pielgrzymom - porozmawiałam sobie z ojcem mojego kolegi - poopowiadał mi o wizytach u kardiologa - przestał do niego chodzić, bo ten ciągle mu się kazał odchudzać - a on ma 65 lat i lekki brzuszek, nie jest nawet gruby wg mnie. Wniosek? Wszyscy mają to samo....

3 komentarze:

  1. Podbudowały mnie jakoś Twoje komentarze, niestety nie ma dla mnie ratunku, nażarałam się lodów. :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Bo tak jest naprawdę...co do lodów - rozgrzeszam Cię naprawdę - wiesz dobrze, że sama je uwielbiam...ale by nie spożywać za dużo kalorii, kupuję te lody w proszku i robię je na mleku 0,5% - są słodkie, a nie przynoszą tyle szkody co prawdziwe...Ale lody uwielbiam-nic innego może nie istnieć

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja robiłam tak: zmiksowane jagody z jogurtem + fruktozą do zamrażalnika i też dobre :)

    OdpowiedzUsuń