Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 5 sierpnia 2012

moje grube i chude ciało

Coś mnie naszło dzisiaj, by to zrobić...Czy dobrze czy źle - nie wiem, ale moje grono blogowych znajomych się rozszerza i chyba będzie łatwiej...A może przyszedł czas, by to wreszcie zrobić?
Moje grube ciało - ważyłam bardzo, ale to bardzo dużo...Jakieś 6 lat temu - zanim zaczęłam się odchudzać...
Moje normalne ciało - marzec tego roku - tak z 60 kg mniej...
Teraz sama to widzę...Boże...nawet nie chce mi się komentować siebie...Jedno jest pewne - gdybym nie przeszła całej tej drogi do zrozumienia siebie, gdybym nie spotkała na swoje drodze tych kilku osób, które może niewiele zrobiły, ale dużo powiedziały, gdybym nie zaczęła uzewnętrzniać swoich emocji schowanych pod tym smalcem - sama go tak nazywam...Czy byłabym tu i teraz taka? Nie sądzę...A skoro już od 3 lat się trzymam, to mam nadzieję nigdy nie będzie już tak źle...I teraz mam na to wpływ...Ale za jaką cenę? Za cenę steropianu (tak nazywam pieczywo chrupkie) i lodów na mleku 0,5%...Ale chyba jednak warto - teraz wiem, jak wygląda życie...Kiedyś tylko udawałam, że żyję...Ale i tak tego nawet nie wiedziałam..
A tyle mnie to wszystko kosztuje walki z samą sobą i walki, by żyć...A jednak się jakoś udaje - schudłam, utrzymuję wagę, mam upragnione prawo jazdy - uwielbiam jeździć - jeszcze tylko się wyprowadzić...Czyli wszystko, na co miałam lub mam wpływ spełnia się...Ale są rzeczy, na które nie mam żadnego wpływu...
Dziękuję wszystkim, którzy zaglądają do mojego niszowego blogu i wiem, że kto kiedyś był gruby, ten czuje to samo, bo mi o tym mówicie i piszecie...I należy o tym mówić - jak nie mówiłam, żarłam, teraz nauczyłam się to robić - i też jem - steropian, masę ogórków, jabłek, arbuzów, brzoskwiń, mleka 0,5%, płatków owsianych z ziarnami zamiast wszystkich reklamowanych niby fit, nadal moją zmorą są słodycze i lody, ale z tymi słodyczami jak z alkoholem - ja ich sama nie kupuję, w domu nie ma raczej nic, ale jak mnie ktoś częstuje, to wpadam ...I piekę placka, ale kiedyś bym pożarła blachę, teraz kończy się na kawałku...Bo rano waga...
Ale przeszłam na stronę życia...
Smutne, ale prawdziwe!


15 komentarzy:

  1. Cieszę się, że dokonałaś wspaniałej rzeczy, schudnąć 60 Kg!!!! To za.jebisty wyczyn, naprawdę serdecznie Ci Gratuluję i wielki szacun. Wyglądasz bardzo dobrze, jak normalna kobieta wyglądać winna. Niestety, ja także swego szczęścia upatruję w byciu szkieletorem, chociaż byłam nim ok. 3 lata temu, byłam nawet mniej zadowolona z życia niż teraz będąc 8 kg grubszą. To wymysł kolorowych czasopism, świata mody, reklamy i przede wszystkim pieniędzy - że szczęśliwy ten kto wyglada jak suchotnim. Wspierajmy się jednak i walczmy z naszym nałogiem, ponieważ tak naprawdę dobre jedzenie to jedynie namiastka szczęścia. Choć nam, uzależnionym, trudno to przyjąć....

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale masz rację - nic tak nie podnosi poziomu serotoniny jak jedzonko - i ma to każdy...Ale jedzieniholicy w szczególności. A wiesz, że jak byłam taka gruba to byłam o niebo szczęśliwsza - tak mi się przynajmniej wydaje z perspektywy czasu...Bo teraz to jestem raczej wiecznie nieszczęśliwa - bo się najeść nie mogę już...i jedzenie już takiej przyjemności nie sprawia, a kiedyś...Było jak narkotyk...

    OdpowiedzUsuń
  3. Kolosalna różnica! Wiesz, wydaję mi się, że jedzeniem każdy grubas tłumi uczucia, a jak przestaje tyle jeść, to uczucia same wypływają i wtedy nie wiadomo co z nimi zrobić. Jestem z Ciebie ogromnie dumna, że mimo to nie poddałaś się i nie wróciłaś na drogę grubasa. Myślałaś może o psychologu? Szkoda, żeby taka śliczna dziewczyna chodziła cały czas smutna i uzależniała swoje szczęście od drugiej osoby (faceta)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo własna rodzina (czytaj własne życie) to jedyna rzecz, której potrzebuję do szczęścia, do życia...czy nie każda kobieta tak ma? Przecież Ty też tego chcesz!

      Usuń
  4. O matko, ale różnica! Niesamowite, niesamowite, NIESAMOWITE! Teraz wyglądasz cudnie i zdaje się, że nie masz chyba problemów ze zbyt dużym nadmiarem skóry. Cudnie! Właśnie takie zdjęcia są MOTYWACJĄ do walki z kilogramami. GRATULUJĘ! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Limonko, ja Cię jeszcze bardziej podziwiam! A skóra jest, najgorsze ręce, potem nogi, potem brzuch...Tak jak całe życie chciałam jeans'y, tak teraz chcę podkoszulek lub bluzkę bez rękawów - jakie przyziemne marzenia nie zrozumiałe dla wielu...Ale działam w tym kierunku, jak zwykle - czas pokaże...

    OdpowiedzUsuń
  6. A psycholog pomoże znaleść faceta?

    OdpowiedzUsuń
  7. nie, nie i jeszcze raz nie! Psycholog to lekarz duszy, a nie cudotwórca!

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie powiedziałam: idź do psychologa żeby znaleźć faceta. Rozumiem ból i zwątpienie, sama je przecież przeżywam. Chodziło mi o pomoc w znalezieniu szczęścia w sobie, a nie wmawianie sobie, że do szczęścia koniecznie potrzebujesz męża i dzieci. Przepraszam za - być może - gorzkie słowa, ale 4 lata jestem sama i nauczyłam się z tym żyć, chociaż kilka miesięcy płakałam z myślą, że nigdy więcej się nie uśmiechnę. Jeżeli mi - dotąd, uzależnionej od obecności faceta - udało się pokonać ten lęk, to każdemu się uda. Poza tym faceci wyczuwają desperację kobiety, widzą w jej oczach, że szuka męża, że chce mieć dzieci, a to na prawdę odstrasza.

    OdpowiedzUsuń
  9. Problem w tym, że ja nie chcę tych, co mnie chcą, więc niestety nie rzucam się na każdego pierwszego lepszego..Samej też trzeba umieć być, jestem sama 36 lat z małymi przerwami, raz jest lepiej, raz gorzej, ale jakoś jest..Widzisz, piszesz że byłaś uzależniona od obecności faceta - ja - tak naprawdę, nie wiem do końca, jak to jest...

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja właściwie całe swoje 42 letnie życie jestem sama, z przerwami. Nie umiem zaakceptować samotności i być szczęśliwą w pojedynkę... Chodzę od ponad roku do psychologa i wcale mi nie jest lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  11. bo psycholog na pewno pomoże się wygadać, ale życia nigdy nie zmieni, natomiast może ukierunkować działania, by przynosiły pewne efekty - jak same coś nie zrobimy, to i psycholog nie pomoże...I czuję dokładnie to samo, co Ty...jeszcze troszkę wierzę - chociaż czasami wcale...Nawet nie wiesz, na jaki pomysł moja mama ostatnio wpadła...

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo pozytywna zmiana, wiem z czym się zmagasz bo we mnie ciągle tkwi mentalny grubas mimo zrzuconej wagi.Też jestem jedzenioholiczką...

    OdpowiedzUsuń