Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 30 sierpnia 2012

mocne postanowienie poprawy

Chodzi mi od kilku dni myśl, by wreszcie zacząć jeść, jak Pan Bóg przykazał...w sobotę jest 1 września, dobra data, by coś rozpocząć, zresztą jak każda inna...ale okrągła:)
Wiem, że moje jedzenie woła o pomstę do nieba, ale i tak w ciągu kilku ostatnich dni nastąpiła poprawa - jem obiady! Wczoraj troszkę kaszy, kawałek kurczaka i ćwikła...W moim przypadku to i tak postęp...I jednego loda, jak zwykle...Na szczęście robi się zimno, i ta ochota na nie przechodzi proporcjonalnie do temperatury.

Wczoraj byłam jak zwykle na zumbie i muszę powiedzieć, że pani mnie zadziwia za każdym razem . Po każdych zajęciach odnoszę wrażenie, że już coś umiem...Jak idę na kolejne, ona wymyśla tyle nowych układów, że jak się powtórzy 10% tego z poprzedniego razu, jest dobrze...i pewnie w tym jej siła! Była też jej koleżanka, która kiedyś prowadziła zajęcia, i też fajnie to robiła, ale brak tej gracji, seksowności i tego czegoś...Pani od zumby miała też wczoraj liczne grono obserwatorów w drzwiach - w tym moją koleżankę, o której kiedyś tu pisałam...Wczoraj zauważyłam też na zajęciach, ile radości sprawiają te "tańce" uczestnikom - tyle uśmiechu, wzajemnego wspierania się, zachęty w spojrzeniach - nie wspomnę już o pani, która swoją energią i chęcią życia mogłaby obdarzyć pół pułku...Takich ludzi mi trzeba w moim życiu - i pan masażysta spełnia w nim podobną rolę:)

Kiedyś pisałam o tym, jak zostałam potraktowana przez panią od ATB - i wczoraj ja byłam świadkiem podobnej sytuacji...Zobaczyłam jedną panią z siłowni  - ma ten sam problem co ja - mała góra, grube nogi, pani ok. 50 lat, i bardzo smutne spojrzenie - była ze swoją koleżanką w cukierni i wybierały jakieś ciastko...Ona na prawdę ciężko ćwiczy na siłowni, chodzi na co niektóre zajęcia, leje się pot, bo widzę...i pewnie jest kolejną uzależnioną od słodyczy...jak ja! co czułam - smutek, na pewno nie pogardę...

Odwiedziłam wczoraj moją koleżankę - wyremontowała mieszkanie, jest ładne, jasne, fajnie urządzone (bardziej w stylu kogoś, kto lubi ciężkie meble z charakterem) i ...takie puste i bez życia. Co jest jej siłą? Nie rozczula się nad niczym, żyje życiem innych, wie, co kto i gdzie, nie analizuje wszystkiego pod względem uczuć, jest kompletnie inna niż ja, ale i tak ją lubię - może właśnie za to trzeźwe spojrzenie na niektóre sprawy? Za tą przyziemność? I jest maksymalnie skupiona na sobie - nie umie kompletnie słuchać, za to wymaga tego od wszystkich innych - taka osobowość...I jak zwykle nawet nie zapytała, co u mnie...to takie zwykłe pytanie, a tyle może dać...

10 komentarzy:

  1. Cieszę się, że zaczynasz poprawiać się. Pamiętaj, że masz w wcześniejszym artykule dietę rozpisaną pod Ciebie:) Ps. czekam też, aż zmieni się Twoja podświadomość, bo widzę, że płata Ci figle. Chociażby po zdjęciach jakie zamieszczasz w artykułach. Dziś lody i ciastko. Ostatnio ciasto i smalec. Podświadomie myślimy o tym czego się obawiamy lub co bardzo lubimy. Czekam wiec na zdjęcia sałatek warzywnych, zdrowych posiłków i uśmiechniętych ludzi :D pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. zycze powodzenia; ja rowniez walcze o lepsze "ja"

    OdpowiedzUsuń
  3. w końcu jestem jedzenioholiczką, czyli osobą z zaburzeniem odżywania, co widać...Dlatego na całe to odchudzanie moje należy brać ogromną poprawkę - i traktować mnie jak osobę uzależnioną, a nie tylko taką, która za dużo je/jadła...i dlatego mi jest ciężko - jedzenie to narkotyk, a nie jedzenie samo w sobie...co do zdjęć - słodkie rzeczy zawsze są upragnione przez mój mózg w celu krótkotrwałego poprawienia nastroju (chociaż zakazane i działają na chwilę), a smalcu się boję...ale wnioski wyciągasz dobre:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zamiast tych lodów bez żadnych wartości odżywczych zjadłabyś coś bardziej wartościowego. Wiem, że mają one pomagać w odchudzaniu, ale codziennie? Nie rozumiem trochę tego myślenia, że zjedzenie malutkiego obiadku to wyczyn, ale codzienna miseczka lodów to norma...

    OdpowiedzUsuń
  5. więc dziękuj Bogu, że nie masz takiego problemu,a jak nie rozumiesz, to trudno...czasami ludzie są doskonali lub szybko zapominają o swoich własnych problemach z jedzeniem...

    OdpowiedzUsuń
  6. No nic, ważne, że jest poprawa :)

    OdpowiedzUsuń
  7. nie skomentuję, bo obie wiemy, jak jest:)a, i lody w proszku nie pomagają w odchudzaniu - one są atrapą slodkiego, którego chce mój mózg - ale zaczyna się robić zimno i chęć na lody zanika - bo one są moim problemem tylko i wyłącznie latem:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja np też nie potrafię się oprzeć słodyczom :( Konkretnie to ciastkom z paczki

    OdpowiedzUsuń
  9. słodycze są super poprawiaczem humoru - rozumiem, ale nie rozgrzeszam:)

    OdpowiedzUsuń
  10. a tam, lody możesz jeść - najlepsze na diete sorbety, jedna gałka ma 40 kcal :) (na stronie grycana czytałam!! )

    OdpowiedzUsuń