Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 30 sierpnia 2012

mocne postanowienie poprawy

Chodzi mi od kilku dni myśl, by wreszcie zacząć jeść, jak Pan Bóg przykazał...w sobotę jest 1 września, dobra data, by coś rozpocząć, zresztą jak każda inna...ale okrągła:)
Wiem, że moje jedzenie woła o pomstę do nieba, ale i tak w ciągu kilku ostatnich dni nastąpiła poprawa - jem obiady! Wczoraj troszkę kaszy, kawałek kurczaka i ćwikła...W moim przypadku to i tak postęp...I jednego loda, jak zwykle...Na szczęście robi się zimno, i ta ochota na nie przechodzi proporcjonalnie do temperatury.

Wczoraj byłam jak zwykle na zumbie i muszę powiedzieć, że pani mnie zadziwia za każdym razem . Po każdych zajęciach odnoszę wrażenie, że już coś umiem...Jak idę na kolejne, ona wymyśla tyle nowych układów, że jak się powtórzy 10% tego z poprzedniego razu, jest dobrze...i pewnie w tym jej siła! Była też jej koleżanka, która kiedyś prowadziła zajęcia, i też fajnie to robiła, ale brak tej gracji, seksowności i tego czegoś...Pani od zumby miała też wczoraj liczne grono obserwatorów w drzwiach - w tym moją koleżankę, o której kiedyś tu pisałam...Wczoraj zauważyłam też na zajęciach, ile radości sprawiają te "tańce" uczestnikom - tyle uśmiechu, wzajemnego wspierania się, zachęty w spojrzeniach - nie wspomnę już o pani, która swoją energią i chęcią życia mogłaby obdarzyć pół pułku...Takich ludzi mi trzeba w moim życiu - i pan masażysta spełnia w nim podobną rolę:)

Kiedyś pisałam o tym, jak zostałam potraktowana przez panią od ATB - i wczoraj ja byłam świadkiem podobnej sytuacji...Zobaczyłam jedną panią z siłowni  - ma ten sam problem co ja - mała góra, grube nogi, pani ok. 50 lat, i bardzo smutne spojrzenie - była ze swoją koleżanką w cukierni i wybierały jakieś ciastko...Ona na prawdę ciężko ćwiczy na siłowni, chodzi na co niektóre zajęcia, leje się pot, bo widzę...i pewnie jest kolejną uzależnioną od słodyczy...jak ja! co czułam - smutek, na pewno nie pogardę...

Odwiedziłam wczoraj moją koleżankę - wyremontowała mieszkanie, jest ładne, jasne, fajnie urządzone (bardziej w stylu kogoś, kto lubi ciężkie meble z charakterem) i ...takie puste i bez życia. Co jest jej siłą? Nie rozczula się nad niczym, żyje życiem innych, wie, co kto i gdzie, nie analizuje wszystkiego pod względem uczuć, jest kompletnie inna niż ja, ale i tak ją lubię - może właśnie za to trzeźwe spojrzenie na niektóre sprawy? Za tą przyziemność? I jest maksymalnie skupiona na sobie - nie umie kompletnie słuchać, za to wymaga tego od wszystkich innych - taka osobowość...I jak zwykle nawet nie zapytała, co u mnie...to takie zwykłe pytanie, a tyle może dać...

niedziela, 26 sierpnia 2012

po imprezie

Wczoraj zostałam zaproszona do mojego kolegi na imprezę, teoretycznie z powodu zblizającego się rozpoczęcia roku szkolnego - niestety już za tydzień...Nie chciałam iść, ponieważ był to raczej wieczór dla par, ale dzięki usilnej "pracy" kilku osób, w końcu poszłam, zakupiłam alkohol i placka (ten, który upiekłam w domu, oczywiście, gdy powinien był wyjść mi perfekcyjny, nie wyszedł...) i ...było super!

Mnóstwo śmiechu, żartów plus jedzenie...Oczywiście, mój wewnętrzny bat działał perfekcyjnie - nie spróbowałam ani jednego kawałka placka, ale zjadłam przepyszną sałatkę z pierożkami raviolli i ciepłą bułeczką prosto "z pieca", wypiłam 3 kieliszki Martini - po wypiciu dwóch kieliszków tak mnie siekło, jakbym wypiła Bóg wie ile...Ale to dlatego, że rano tylko śniadanie, potem pół kilo śliwek i jabłko, więc nic dziwnego, że moja głowa tak zareagowała...Mdłości dzisiaj są okrutne, ale wraz z upływem dnia na pewno miną...

Towarzystwo na imprezie w moim typie - lubimy się, pracujemy razem (niektórzy), a na pewno wszyscy się znamy...Nie mogło zabraknąć tematu jedzenia - żona kolegi zaczęła wspominać, jak to przez całe życie mogła jeść, ile wlezie i była szczupła, a teraz (ma około 35 lat), zaczęła tyć...Już kilka razy próbowała się odchudzać, ale zawsze chęć zjedzenia jest silniejsza od niej, stara sie biegać co rano, a ja pytam - a jak jedzenie? A ona - normalnie, więc szybko rozwiałam jej marzenie o schudnięciu - mina jej zrzedła...

Jak ja się tam czułam? Normalnie, ani gruba, ani chuda...Ale w głowie i tak cały wieczór kołatała się myśl - ile więcej na wadze jutro? A na wadze 60 dkg więcej! Przecież to dwa dni głodówki i siłowni, by to zrzucić...To konsekwencje popuszczenia sobie...ale wiecie, co jest najgorsze? Że oni wszyscy jedli trzy razy tyle co ja i czerpali z tego taką przyjemność...Ja już nie potrafię...

piątek, 24 sierpnia 2012

ile schudłaś?

Takie pytanie usłyszałam dzisiaj od mojej "ukochanej" pani od zumby...Przeszłam z nią dzisiaj na ty, najpierw odbyłyśmy zdawkową rozmowę przed zajęciami na temat, jak bardzo chce jej się spać, potem poszłam na dance z nią - dzisiaj uczyła salsy...

Nie było klimatyzacji, podłoga była wilgotna, tylko 5 osób (jak to zwykle w piątek wieczorem), ale i tak było super...Po salsie poszłyśmy do szatni i ona sama zaczęła - Ile schudłaś? (wcześniej zaproponowała mówienie na ty - lubię takie koleżanki:). Zapytałam - a widać? A ona - tak, bo w getrach widać, jakie masz nogi, reszta chuda i normalna, ale nogi...(Gdyby mnie to ta od ABT zapytała, chyba bym morderstwa dokonała...). I powiedziała mi, że powinnam może iść na jakąś operację plastyczną, bo ona nie sądzi, by TO się wchłonęło (oczywiście, że się nie wchłonie...) i by się to dało wyćwiczyć...Bo jej znajoma schudła 48 kg i lekarz zaproponował jej operację plastyczną. Potem ta jej znajoma wyszła za mąż, w szóstym miesiącu poroniła córeczkę - lekarz powiedział, że jej organizm był tak wycieńczony, że nie dał rady i się bronił przed nadmiernym obciążeniem...Po tym wydarzeniu, załamała się, zaczęła się objadać, przytyła 20 kg i znowu zaszła w ciążę i urodziła dwóch bliźniaków. A teraz waży ponad 140 kg i nie może się ruszać...

I pani od zumby dodała, że ona była grubym dzieckiem, wyzywali ją od "grubych" i spaślaków, ale w szkole średniej zaczęła tańczyć, odchudzać się i schudła...Teraz się bardzo dużo rusza, ale po powrocie z wakacji przytyła 4 kg od piwa, które uwielbia...I ten brzuch jej na razie nie zszedł....
Czy to, że sama wie, co to znaczy być grubą, powoduje, że tak zachęca i dopinguję wszystkich chodzących na jej zajęcia? Może...Ale pani od Pilatesu jest super szczupła i może nawet jeszcze milsza i jeszcze bardziej wspierająca?
Odwiedziłam też dzisiaj koleżankę, ale to już temat na kolejny wpis...

czwartek, 23 sierpnia 2012

wybuch wewnętrznej furii !!!

Dzisiaj jestem taka wkurzona, lub gorzej - wk...... (przepraszam), że aż we mnie kipii! Stało się coś, co bardzo boleśnie uświadomiło mi, do jakiego świata JEDNAK należę....


Rano wszystko było ok, potem - jak zwykle - pojechałam na siłownię, najpier 30 minut bieżni z prędkością 6 km, potem poszłam na ABT (coś jak aerobik) - nie miałam dzisiaj za dużo czasu, ale chciałam się poruszać trochę. Na ABT - jak zwykle najgrubsza, było 10 osób, same lasencje po 45 kg, takie po 18 lat, no ale dobra...i dwóch panów gdzieś z tyłu - pani prowadząca - chudziutka, wygimnastykowana, pełna energii, ale wzrok jakiś taki ...niezachęcający. Już raz byłam u niej na zajęciach, było nie za fajnie, ale to nie powód, by zaraz mówić nie...Oczywiście kilku ćwiczeń nie byłam w stanie zrobić - wciąż za ciężka i nie te lata:( Jak zwykle lało się ze mnie, wszystko bolało, ale tak musi być...


Najlepsze jeszcze miało nadejść - dostałam zaproszenie na kawkę i nie chcąc iść z putymi rękami, poszłam na dół do supermarketu i kupiłam "Delicje" z zamiarem zjedzenia jednego ciastka lub wcale, jeszcze bym zobaczyła...moja "ukochana" pani od ABT też robiła zakupy, zobaczyła jak sięgam po te ciastka i pobłażliwie się usmiechnęła...Podeszłam do kasy i pech chciał - pani przede mną! Położyłam te ciastka, a pani wypaliła - "Kolacja czy śniadanie?" - myślałam, że ja zabiję, a wcześniej potorturuję! Ale zamiast tego, odpowiedziałam "Dostałam zaproszenie na kawę, nie chciałam iść bez niczego" - tak się uśmiechnęła, że ...brak słów. Potem jeszcze dodała, że musi wykonac trening i  że sobie dwa dni pod rząd odpuściła. Na odchodne dodała - do zobaczenia! Po moim trupie! Wiem, jak się nazywa i nie idę już do niej, nie ma mowy...

To wydarzenie uświadomiło mi tylko jedno - gruba już może i nie jestem, ale dla TAKICH ludzi, zawsze będę gruba...Tak to boli, że aż łza kapie...ale pani nie wie, że:
  • dzisiaj zjadłam rano steropian i pół puszki ryby z dwoma plasterkami wędliny na śniadanie, na obiad - pierś kurczaka z kaszą, na kolację - mały jogurt 0% z 5 łyżeczkami płatków owsianych i miseczkę proszkowego loda (oczywiście przed 18);
  • że od początku wakacji schudłam 8,5 kg;
  • że nie po to zapierdzielam na bieżni i na te wszystkie ćwiczenia, by potem jeść ciastka, bo idiotką nie jestem;
  • że JA schudłam w swoim życiu więcej, niż ona z pewnością waży!;
Czy my, grubi, nie mamy prawa na jakieś odpuszczenie? Czy nie wystarczy, że walczymy z nałogiem 24 godziny na dobę? Kto daje prawo tej kobiecie do mówienia mi TAKICH rzeczy?

A dzień skończył się tak, że nie zjadłam ani jednego ciastka - pochłonął je wszystkie ktoś, dla kogo je kupiłam...Ale po takim tekście, ochota mi też kompletnie na nie przeszła...

wtorek, 21 sierpnia 2012

tęsknota za sytością

"O czym świadczy zachłanność na jedzenie lub na odwrót - przesadny do niego wstręt? Przy nadwadze czy niedowadze tak naprawdę nie chodzi o pokarm. To wołanie duszy, głód miłości. Dlatego zamiast szukać kolejnej diety cud, lepiej jest dotrzeć do przyczyn problemu".
to ten numer
Ten fragment tekstu przepisałam z magazynu "Sens" - kupiłam wczoraj w Empik-u dwa archiwalne numery z dołączoną książką - zgadnijcie na jaki temat? "Porozmawiajmy o seksie". :) (za 15 zł wszystko).
Ale wracając do tematu - jeden z numerów jest na temat mądrego jedzenia i jest w nim kilka artykułów na ten temat, ja skupię się na tym poświęconym właśnie sytości. "Kompulsje to nic innego jak stale podywższone pogotowie stresowe bedące skutkiem nieprzeżytych emocji" - tak, to prawda w moim przypadku, dlatego tak często piszę o roli emocji w mojej walce z nadwagą. Przez 30 lat, żyjąc jako odrzucone najpierw przez inne dzieci dziecko, potem kompletnie ignorowana przez równolatków, komu ja miałam powiedzieć o cierpieniach wewnętrznych? Na pewno nie w domu - tu zamiatanie pod dywan było na porzadku dziennym, teraz, gdy ja się zmieniłam, już nie mam zamiaru rozgrzebywać "gówna" - przepraszam, to nie w moim stylu takie słownictwo, ale tak kiedyś ktoś powiedział... I już mam takich, co słuchają mnie i moich problemów, więc ani mi przez myśl nie przejdzie, bo to robić w domu - za dużo uraz i żalu, jednak wybaczonego i przegadanego... I wierzcie mi, gdyby nie to wygadywanie się...Mam koleżankę już od ponad 10 lat mieszkającą w Krakowie, kilka lat temu, gdy nauczyłam się już o TYM mówić i opowiedziałam jej o tym, co czuję, ona była bardzo zszokowana, jak samotnie czułam się w środku i że nie było NIKOGO, kto by mnie zrozumiał...
żartobliwie...
"Choć organizm wysyła komunikat: "Mam rezerwy", mózg woła "Jeść!". Dodatkowym stresorem mogą być te diety, które dla organizmu są sygnałem: "Uwaga! Będzie głodówka! Nic dziwnego, że kiedy kończymy dietę, ciało domaga się nadrobienia zaległości i zmagazynowania rezerw" - znowu prawda - mój mózg jest ciągle głodny, tego nie zrozumie ktoś od czegoś nieuzależniony, ale kto jest, powie - też tak mam...Jest to niezrozumiałe z biologicznego punktu widzenia, przecież zjadłam i co? Już jestem głodny? Może niekoniecznie 10 minut po, ale nawet jak nie jesteś, to myślisz - co ja jeszcze dzisiaj zjem? Teraz, gdy jestem już taka MĄDRA, i ciagle pilnuję tego jedzenia, to raczej myślenie, czego nie zjem...Ale tak na serio, po 6 latach w świecie normalnych, gdy doznałam innych, fajnych rzeczy w życiu, i to życie nie kręci się już TYLKO wokół jedzenia, mózg też się trochę przestawił...ale na pewno nie do końca...

"Otyłość to skutek zaburzonej równowagi pomiędzy homeostazą energii w mózgu a homeostazą emocjonalną. Jeśli potrafisz ją w naturalny sposób przywrócić, czyli: czuć to, co naprawdę czujesz, i rozładować stres (najpierw z ciała, a dopiero potem poprzez intelekt), szczupła sylwetka będzie tu niejako ubocznym efektem" - właśnie, mowa o tej homeostazie - czy ja już ją osiągnęłam? Nie, na pewno nie, ale skoro już dałam sobie prawo do czucia - wyrażania złości, nerwów, fochów, walczenia o swoje prawo, gdy dałam sobie prawo do nieczucia się GORSZĄ, to gdzieś jestem na jakiejś połowicznej homeostazie...Kiedyś wszystko zażerałam i nawet nie wiedziałam za bardzo, dlaczego...Teraz - wiem i staram się tego nie robić...


Ze spraw przyziemnych - byłam wczoraj na jodze, bez wielkiego "wow", ale jakie wyciszenie i uspokojenie...Napiszę kiedyś więcej, bo za długich postów i tak nikt nie czyta...A potem zumba - jak zwykle - rewelacja! I mokra koszulka i getry! I o to chodzi...

niedziela, 19 sierpnia 2012

w końcu mam nadwagę!

Dzisiaj na wadze nastąpiła "wielkopomna chwila!" - mam nadwagę, nie otyłosć! I się bardzo z tego cieszę! To głupie, ale jak się miało otyłosć  przez większosć życia (II stopnia pewnie przez nascie lat), to z nadwagi się głupi człowiek cieszy...Czy napiszę kiedys na blogu wpis - mam normalną wagę? Dzieli mnie od niej dokładnie 14, 2 kg - i w końcu w swoim życiu ważyłabym na granicy górnej normy! 70 kg - marzenie sciętej głowy na chwilę obecną, ale gdyby mi wszystkie flaki wycięli, które wiszą (mój brzuch jest tragiczny, biust to juz wogóle szkoda słów), to pewnie od razu bym schudła z 5 kg minimum...a we wtorek wracam sobie na masaże i już na samą mysl humor mi się poprawia...
to nie ja, ale kobieta z nadwagą, ta ma super naprężoną skórę...
bo mój brzuch sobie wisi...

sobota, 18 sierpnia 2012

brak koordynacji ruchowej na stepie

W piątek cos mi bieżnia nie za bardzo podchodziła i pod wpływem impulsu poszłam na step i jak zwykle wyszłam z mieszanymi uczuciami. Było aż trzy osoby plus pani prowadząca - to typowa liczba dla piątku (ale potem na dance było z 15 osób), chociaż w zeszłym tygodniu było cztery. Nie zgadnie nigdy, jak to będzie wyglądało. Pani prowadząca step bardzo umięsniona, ładnie opalona, ja się tego stepu bałam, bo ze dwa lub trzy razy w życiu już na nim byłam i nigdy nie robiłam w tempie, bo się gdzies pogubiłam. Tu też inaczej nie było - ale i tak wstydziłam się za swoje niezdarne ruchy, chociaż pani prowadziła w miarę pomału i dokładnie i dużo też uczyła - jak kiedys na dance...I tu powstaje pytanie - będąc otyłym dzieckiem, zawsze byłam z ruchem na bakier, gdzies kiedys wyczytałam, że to prowadzi też do brzydkiego charakteru pisma, a ja taki mam...

Po zajęciach porozmawiałam chwilę z panią - powiedziałam jej, że miałam kiedys uszkodzoną łękotkę, że boję się stepu, żeby mi się nic nie stało - ona wykazała zrozumienie, zwróciła też uwagę na lewą nogę - niby kostka była spuchnięta - według mnie nie była, ale wiadomo, jak te moje nogi wygladają...Było mi wstyd za ten mój wygląd wtedy - nie przez nią, ale przez to, że ja zawsze chciałabym być we wszystkim najlepsza, lub chociaż dobra, ale w stepie - to nierealne...I pomimo tego, że po plecach się lało i w sumie nie było źle, na wadze nic nie ubyło, bo się za dużo ojadłam w ten dzień - było 10 dkg więcej. Ale mroczek przed oczami nie widziałam.

Mam jeszcze jedno przemyslenie - może głupie, ale to mój blog...Czasami szukam blogów, które mogłabym podłączać pod swojego, bo w grupie raźniej i ciężko znaleźć mi blogi osób na prawdę otyłych, które się odchudzają. Panie - raczej panny - ważą po 70, 65 kg i piszą, jak strasznie to muszą walczyć ze swoją nadwagą...Co one wiedzą? I jeszcze nie są uzależnione od jedzenia...Mogę być niesprawiedliwa, ale jak porównać schudnięcie 10 kg do schudnięcia ponad 60 kg? Nijak, dlatego takich blogów u siebie nigdy polecać nie będę...

Śmieszą też rady "takich" panienek, żeby biegać, isć na basen, jeździć na rolkach czy chociażby isć na fitness...Czy one sobie zdają sprawę, jak to jest biegać ważąc 85 kg? Czy nadążyć tempem na fitnesie? Jak już pisałam, odnoszę wrażenie, jakbym miała nogi obwiązane słoniną, bo jak ćwiczę, to się wszystko trzęsie, ale uwierzcie mi, jest po prostu ciężko...Przecież inaczej ćwiczy osoba ważąca 60 kg, a inaczej 90 czy nawet 100...Wiadomo, ruszać się trzeba, ale łatwo nie będzie. Nie wspomnę już o basenie, na który mnie czasami bardzo ciągnie, ale jak się rozebrać?

czwartek, 16 sierpnia 2012

stretching - ćwiczenia, które bolą

Dzisiaj pod wpływem impulsu - bo skoro chodzę sobie na siłownię w celach rozrywkowych :( - poszłam na stretching...I tam umierałam, a teraz ledwo żyję...

Myslałam, że pilates był ciężki, ale on był niczym w porównaniu ze stretchingiem...Tak mnie mięsnie bolały, że aż mnie słabiło...Było bardzo dużo osób na ćwiczeniach, bardzo wygimnastykowana młodziutka instruktorka, miła, wspierająca, ale jak mi kręgosłu nacisnęła, zobaczyłam gwiazdy! Wiem, że się garbię - podobno to cecha ludzi otyłych - wiem, że nie jestem rozciągnięta nic a nic, a dzisiaj dostałam nauczkę! Mięsnie nóg mam w najgorszym stanie, teraz siedzę, piszę i tak mnie nogi bolą, jakbym ze 100 km przeszła! A co będzie jutro? Ale...atmosfera cudowna, panie patrzyły na siebie z ogromnym zrozumieniem, było kilka żartów, dogadywań, które fajnie rozładowały atmosferę, i nie tylko mnie tak bolało...wiele pań też tak się czuło, po prostu nie mogłysmy...
Potem poszłam na bieżnię, ale dzisiaj już nie czytałam "Polityki", tylko chodziłam w tempie 6,5 km i trochę biegałam - na tyle, że się po plecach cudownie lało...Ale na ABT już po tym stretchingu nie dałam rady zostać! I poobserwowałam też trochę dzisiaj panie na siłowni - i działo się raczej to, o czym napisałam w poprzednim poscie - większosć, byle się nie spocić - rowerek, gazetka i gadka z panem trenerem....Ale jak zwykle były i wyjątki - pani obok, około 50, grubsza ode mnie, długo chodziła i się lało z niej równo! Ja postanowiłam, że koniec czytania, teraz ma się lać pot...

Kupiłam dzisiaj książkę "Schudnij zdrowo" Katarzyny Zielińskiej - była na wyprzedaży w Weltbild - na pierwszy rzut oka wyglada ciekawie, na pewno poczytam w ramach rozrywki - i miała załączony zeszyt do pisania, co się je każdego dnia - ale ja to robię już tak długo - na pewno jest to sposób na uswiadomienie sobie, ile się zjada w ciągu dnia...
Jutro muszę cos zjesć konkretnego - dzisiaj za dużo razy zrobiło mi się czarno przed oczami - wiem, co oznacza...

co z tą siłownią?

Korzystając z wakacji i tego, że mogę sobie jutro dłużej pospać, postanowiłam podyskutować na temat tego mojego chodzenia na siłownię pod kątem chudnięcia. Skłonił mnie do tego ostatnio znaleziony artykuł, a co najważniejsze z niego - przekleję i odniosę do siebie:

Zajrzyj do części męskiej, siłowej - zobaczysz najczęściej oblegany sprzęt treningowy - święta ławka do wyciskania leżąc (przecież to najważniejsze ćwiczenie ogólnorozwojowe, a wynik to wyznacznik męskości) oraz wszelakie maszyny, pełne linek, wspomagania (dźwigni i przekładni). A panowie w tej siłowej części co robią? Seria na klatkę, kilka minut przerwy, pogaduszki z kumplami, seria na bicepsa - łyk wody, oglądanie pań trenujących w części „cardio”. Po tak niezwykle wyczerpującym treningu każdy paker obowiązkowo bierze glutaminę (brak jakiegokolwiek efektu ergogenicznego wg badań naukowych!), kreatynę i ... w wielkiej ilości węglowodany (bo przecież ubytek 400-500 kcal w trakcie treningu - z dostępnych 2000 kcal w postaci zmagazynowanego w mięśniach glikogenu i grubo ponad drugie tyle dostarczane w ciągu dnia w postaci posiłków to za mało!). Również, bardzo mało który „paker” jest w stanie pochwalić się odtłuszczoną, mocną sylwetką i proporcjonalnym ciałem. Niestety, panie, jeśli już trenują siłowo to ... naśladują mężczyzn, robią 5-7 minutowe przerwy między seriami, ćwiczą tak - aby nie zmęczyć się.
Co łączy panie i panów z obu części sali? Trening według modły fitness, a złota zasada to: byle się nie zmęczyć. Im dłużej będziesz trenowała (trenował) przy nikłym zmęczeniu organizmu, z niską intensywnością - tak długo trening nie przyniesie efektów, żadnych. Nie liczy się czas pracy, tylko intensywność.

„Chcę spalić tkankę tłuszczową. Co robię źle?”

Jeśli chodzisz do klubu fitness, prawdopodobnie wszystko robisz źle. Poczynając od treningu siłowego opartego o maszyny (ściąganie drążka wyciągu, wiosłowanie na maszynie, prostowanie nóg siedząc na maszynie, uginanie nóg leżąc, ćwiczenia na modlitewniku), przez niskiej intensywności trening cardio (bieżnie elektroniczne, steppery, orbitreki, rowerki oraz inne maszynki do tracenia czasu i pieniędzy) kończąc na złej diecie i braku zmian w życiu codziennym (brak ruchu). Nie słuchaj instruktorów, wielu z nich posiada gotowe plany treningowe i nie ma ochoty angażować się w układanie indywidualnego planu. Dostaniesz gotowca, opartego o maszyny i (koniecznie) cardio niskiej intensywności, 3-5x w tygodniu po 45-90 minut!
Zgromadzony w ciele tłuszcz to paliwo. Im szybciej jedzie samochód, tym większe będzie zużycie benzyny czy oleju napędowego. Im cięższy wykonasz trening, tym większe powysiłkowe spalanie tłuszczu w ciele - uderzenie w hormony i metabolizm. Im dłużej będziesz jeździł / jeździła ekonomicznie, z niską intensywnością (powolne marsze na bieżni, trening siłowy z wielominutowymi przerwami, brak ćwiczeń podstawowych) tym mniej paliwa zużyjesz.
Tak bardzo lubisz tłuszcz, że nie chcesz się z nim rozstawać? OK. Wykonuj dalej sesje cardio po 45-70 minut, codziennie. Stosuj treningi siłowe pozbawione przysiadów, martwego ciągu, podrzutu, wiosłowania sztangą, podciągania na drążku. Spożywaj przed, w trakcie i po treningu carbo, vitargo, gainery - zalewaj ciało zbędnymi węglowodanami i ... obserwuj jak masz coraz więcej tłuszczu...

I skomentuję - zgadzam się z tym, co ten ktos napisał - u mnie jest tak, że jak tylko idę na bieżnię, rowerek, orbitek i robię cos siłowego, waga cudownie stoi...I nie ważne, że idę godzinę w tempie 6 km/h, że na rowerku jeżdżę pół godziny - waga ciągle stoi...Kiedy rusza? Gdy się ruszę na prawdę, czyli albo aerobik,albo zumba, albo dance...Dlaczego? bo wtedy leje mi się po plecach, jestem cała spocona, włosy poklejone, w gardle sucho, na drugi dzień wszystko boli...z tego wniosek, że siłownia spełnia bardziej rolę towarzyską? sama nie wiem...Ale muszę się pochwalić - od 1 lipca schudłam 7 kg:) nogi chudsze, widać po spodniach, ale wiecie, jak jem..Na szczęscie widzę, że lody w proszku już mi pomału brzydną, poza tym w mojej częsci Polski jest zimno...i teraz, jak się pochwalę, pewnie bedzie "cudowny" zastój...
A tu link dl całego artykułu:
http://fitness.sport.pl/fitness/1,111350,12283136,_Chce_spalic_tkanke_tluszczowa__Co_robie_zle__.html
I jeszcze chciałam dodać, że to nie jest tak, że kocham ćwiczyć i siłownię nad życie...Ja wiem, że to na mnie dobrze wpływa, że nogi są mniej osmalczone, chociaż i tak flaczki klepią na ćwiczeniach, ale jest zdecydowanie lepiej...i tylko 3 kg do najmniejszej wagi w moim życiu...Doczekam?
I dziękuję trenerowi (jego blog po lewej stronie), że trochę mi podpowiedział co i jak robić...Na siłowni tylko super laski są oblegane przez panów trenerów, ale to nic...I tak szok, że ja - wróg ruchu przez 30 lat, doczekał się wpisu od kogo profesjonalnie zajmującego się sportem...Kolejne ciekawe doswiadczenie w życiu?

wtorek, 14 sierpnia 2012

jestes dla mnie wzorem do nasladowania

Dzisiaj jak zwykle byłam na siłowni, najpierw pół godziny bieżni, potem orbitek, potem trochę rozciągania, a na koniec godzina ABT, ale niestety, efektów na wadze jutro nie będzie żadnych, ponieważ dzisiaj zaliczyłam wpadkę - miałam smutny nastrój, w domu za cały dzień zjadłam tylko sniadanie składajace się z dwóch steropianów i ryby, potem jeszcze dużo arbuza i dwie miseczki lodów w proszku i jak weszłam do galerii, gdzie miesci się mój klub fitness, poczułam najnormalniej w swiecie głód i sobie kupiłam małą tortillę z kurczakiem i warzywami...Muszę cos zrobić z tym jedzeniem, bo jest zimno i te lody już mi tak nie podchodzą, ale jak mój mózg chce slodkiego...Ale też zjadłam tę tortillę, bo było mi źle i chciałam się też pocieszyć - dlatego wypisz wymaluj zaburzenie odżywiania występuje...

A po siłowni spędziłam miło czas na rozmowie z moją byłą współpracowniczką z uczelni prywatnej i porozmawiałysmy na temat jej nadwagi, mojej trochę też. Teraz ma 55 lat, troje dorosłych dzieci i chudego męża. Ona jest dla mnie wzorem anglistki, ja dla niej - wzorem do nasladowania w chudnięciu...Wzorem, który zalicza wpadki...Gdy wychodziła za mąż, wazyła 55 kg przy wzroscie 168 cm i od czasu, gdy przytyła po dzieciach, tak już zostało i teraz waży 92 kg. Ma inny typ otyłosci niz ja - ona ma chude nogi, brzuch i biust większych rozmiarów. Od około 2 lat chodzi na siłownię, ma też problemy z kręgosłupem i ta siłownia pomaga jej zwalczyć ten ból. Poza tym ciagle ma nadzieję, że schudnie - chodzi do dietetyczki, a ta powiedziała jej wprost - jak chce Pani schudnąć, proszę jesć malutko - jogurty naturalne, otręby, zero jedzenia po 18 (ja zjadłam mały jogurt 0% o 21.30 jak wróciłam z siłowni - znowu głód mnie chwycił...), bo Pani organizm juz się przyzwyczaił do niewielkiej ilosci jedzenia - jak sama opisała - jak nie je, waga stoi, jak je - waga momentalnie rosnie - skąd ja to znam? I poopisywała, co się dzieje w jej głowie - że traci zapał, że nie wie, po co się tak katuje tym chodzeniem na siłownię, że ma chwile załamanie nie tylko dietą, ale i życiem, że lubi słodkie...A wg mnie jest osobą bardzo spokojną, ciepłą, wyrozumiałą - znam ja ponad 10 lat. Sama okresliła, że ma duży poziom ematii dla ludzi - jak ja...I obiecała sobie, że przez wakacje nie będzie się dobijać i dołować, że codziennie będzie doceniać to, co ma, a nie to - czego nie ma, że nie bedzie dokonywać bilansów swojego życia, bo i tak to do niczego nie prowadzi...Wniosek - czy my wszyscy mamy to samo? Dodała jeszcze, że ja jestem żywym dowodem na to, że jak się bardzo chce, to się może schudnąć i że ona będzie mnie zawsze podziwiać...



Wczoraj odezwała się do mnie miła pani z kochaną trójką dzieci  - trzy sliczne dziewczynki, ona około 40 lat, dziewczynki jak blondyneczki aniołki - tak na oko 4, 6 i 8 lat. A dzisiaj sama się przedstawiła, ma tak samo na imię, ma taki sam typ otyłosci jak ja i taka energia od niej bije...I zaraz opowiedziała o dorosłej córce, która za 3 miesiące chodzenia na siłownię schudła 10 kg, pilnujac się z jedzeniem, ale mając wpadki w postaci Snickersa czy lodów i że ona też by chciała schudnąć...Potem dołączyła się do naszej rozmowy jeszcze jedna pani, około 50, elegancka, o ładnej figurze i zaczęła opowiadać o jodze i w ten sposób wszystkie "baby:)" się wygadały...
I tak minął kolejny, miły wieczór z wpadką...

niedziela, 12 sierpnia 2012

moje jedzenie kompulsywne

Dzisiejsze niedzielne przedpołudnie powięciłam na czytanie mądrych rzeczy ze strony www.jedzenie-kompulsywne.pl na którą kiedys natknęłam się przypadkowo, a teraz w końcu znalazłam czas na poczytanie jej tresci - i niestety muszę stwierdzić, że nie ma tam ani jednego zdania, z którym nie mogłabym się zgodzić. Pozwolę sobie na komentarze w odniesieniu do mojej osoby (i dodam, że ja tej "ameryki" nie odkryłam dzisiaj, a dobrych kilka lat temu, gdy moja walka ze smalczykiem na mnie się rozpoczeła):
1. Różnica między osobą zdrową a taką, która ma problem z jedzeniem nie leży tylko w kwestii słuchania swojego żołądka i sięgania po pożywnie wyłącznie w przypadku odczuwania głodu. Jedzenioholik ma to do siebie, że rozpatruje tę czynność w kategorii uczynku dobrego i złego. Osoba chora wiąże jedzenie z uczuciem winy - stąd wynikają liczne próby zerwania z nałogiem. Próby zakończone porażką, po których następuje niezwykle surowa ocena samego siebie. I ponowne poddanie się wewnętrznemu przymusowi jedzenie z nierozłącznym i przytłaczającym poczuciem winy.
Tak, jak jem zdrowo, to uczynek dobry, jak mam wpadki - to uczynek zły - jaka jest wtedy moja reakcja, nie do końca zależna ode mnie? Fala autonienawisci, że jak mogłam, czemu uległam zachciance, że znowu zawiodłam, przecież nie musiałam jesć tego kawałka placka czy lodów, ale nie, potrzeba odczucia chwilowej przyjemnosci była silnejsza ode mnie...

2. Niezwykle często osoby uzależnione od jedzenia zmagają się z silnym konfliktem wewnętrznym – nierzadko nie zdając sobie z tego nawet sprawy. Konflikt rozgrywa się między pragnieniem poczucia autonomii i zależności ,.
Potrzeba niezależności z jednej strony wydaje się nam czymś naturalnym, oczywistym. Niezależność dla wielu z nas stanowi synonim dorosłości. Z drugiej strony wynika z obawy przed (kolejnym) odrzuceniem, dorastania w poczuciu nieustającej krytyki i upokorzenia – dlatego też chcemy być samowystarczalni.
To prawda, będąc jako dziecko i nastolatka odrzucona na wszystkich możliwych polach, tak bardzo potrzebuję teraz tej akceptacji, miłosci, bliskosci - kiedys moja słoninka dzieliła mnie od ludzi, słoninka trochę sie stopiła, ludzie się dobili do kosci, a ja dopusciłam ich jakos do wnetrza siebie - a nuż jest tam cos, za co warto mnie lubić? Pewnie, że tak - teraz to wiem!

3. Uzależnieni często są ofiarami przemocy domowej, agresji słownej, wykorzystywania seksualnego, upokarzania, poniżania. Wszystkim tego rodzaju urazom towarzyszą niezwykle silnie, negatywnie emocje takie jak wściekłość, żal, rozpacz, poczucie wielkiej krzywdy, które nigdy nie miały szansy zostać rozładowane. Ich tłumienie wymaga od nas wielkiego nakładu energii, co jest przyczyną trudności w kontaktach społecznych.
Jedną z możliwości, która zrodziła w nas mechanizm tłumienia emocji jest fakt, że jako dzieci, podczas bardzo trudnych momentów w naszym życiu, byliśmy zwyczajnie osamotnieni. Nie czuliśmy wsparcia emocjonalnego, które zapewniłoby nam poczucie bezpieczeństwa umożliwiające wyartykułowanie tego co nas bolało.
Całkowita prawda - ja TERAZ potrafię mówić o tym, co czuję - jako grube dziecko byłam taka, byle tylko nie sprawiać problemu, nie zajmować nikogo swoją osobą - był problem wujka alkoholika, powód ogromnego wstydu dla mnie, dla rodziców...Teraz to widzę, ale wtedy byłam tylko dzieckiem. On już nie pije masę lat, ale co przez niego przeszłam(lismy), to moje brzemię...Dodam agresję słowną od rówiesników - miałam na imię "gruba"...Byłam samotna, osamotniona, ale nie zdawałam sobie z tego kompletnie sprawy...Co może dziecko? Jest tylko dzieckiem, nieswiadomym swoich emocji, a może raczej ich znaczenia? Teraz umiem powiedzieć, co mnie boli, czego chcę - czy tu na blogu, czy w rzeczywistosci i przestałam się bać tak bardzo tego odrzucenia za to uzewnętrznianie siebie - ja kiedys tego kompletnie nie umiałam...a TERAZ albo mnie lubisz taką, jaka jestem NAPRAWDĘ albo spadaj! I jestem lubiana przez niektórych, a może większosć? I mamie też już wybaczyłam - potrafię jej powiedzieć - popełniłas tyle błędów, ale mimo tego kocham Cię - na poczatku odchudzania było tyle nienawisci i agresji do niej - mogłabym ją ....I już płaczę...
4.Uzależnienie od jedzenia wiąże się z wewnętrznym zakazem odczuwania negatywnych emocji.Często też są one zwyczajnie nieuświadomione.Nierzadko są to uczucia zwrócone w stronę rodziców, co wiąże się z procesem separacji, o którym już wspominaliśmy. Pielęgnujemy w sobie przekonanie, że wszystko co spotyka nas ze strony rodziców – także często te złe rzeczy, są wynikiem ich troski, miłości do nas. Dlatego też nie wypada nam czuć w stosunku do nich niczego innego poza wielką wdzięcznością.
Komentarz - powyżej...
Moja mądra koleżanka uswiadomiła mi, że na pewnym etapie zwalanie całej winy za skopane życie na rodziców już się nie udaje - kiedys przecież doroslejemy i sami o sobie decydujemy - i jak mówi - rodzice nigdy przenigdy nie chcą na źle - oni też uczą się bycia rodzicami całe życie i jak każdy człowiek popełniają błędy - gdyby ich nie popełniali, byli by doskonali, a nie ma ludzi doskonałych...

Dziękuję mojej koleżance za to, że poddała pomysł tego bloga-teraz, zamiast tu z siebie wyrzucić wszystko, może poszłabym te emocje zażreć? Przepraszam za brzydki wyraz, ale co niektórzy zrozumieją...
ps. Przepraszam za brak "si" - piszę na laptopie i cos jest nie tak...

sobota, 11 sierpnia 2012

moja ukochana zumba

Dzisiaj zapraszam do pooglądania Pani, która prowadzi moja ukochaną zumbę - a w piątkowe wieczory - dance - w którym z przyjemnoscią dzisiejszego wieczoru uczestniczyłam:)
Jak ona się rusza...
I - jak zwykle, jest miła, uprzejma i tyle w niej życia!

czwartek, 9 sierpnia 2012

szpitalne opowieści

Dzisiejszy dzień spędziłam w poczekalni szpitala przy przychodni chirurgii szczękowej - miałam zabieg - mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze, chociaż boli trochę i podobno ma się goić przez 3 tygodnie.
Musiałam czekać na lekarza około 3 godzin i chcąc nie chcąc posłuchałam historii ludzi - a one nigdy nie są nudne...

Najpierw moja współsiedząca stoczyła ze mną debatę, z kim lepiej pracować - czy z facetami czy z kobietami - oczywiście panie z poczekalni jednogłośnie opowiedzieli się za pierwszą opcją - ja też. Pani pracowała na budowach jako brygadzistka(?) i tak byłą przyzwyczajona i to lubiła...Ja wolę z facetami zdecydowanie pracować - nie obgadują, są konkretni, pomocni i ...normalni.
Druga Pani poczytała mój "Poradnik domowy" - też jej się nudziło i pogadałyśmy najpierw o przepisach na nadziewane pory, potem na ciasta - i od razu, że ona nie piecze, bo od nich rośnie siedzonko, ale jak była w moim wieku - uwielbiała...Teraz ma problemy z kręgosłupem, nigdy już nie ubierze butów na obcasie, chodzi na oczyszczanie organizmu (opowiedziałam jej o swoim), miała usuwane znamię i coś nie do końca dobrze wyszło, za miesiąc do kontroli. Jej tato zmarł na nowotwór złośliwy w ciągu pół roku od wykrycia, ona sama przechodzi już menopauzę, chciałaby bardzo schudnąć, ale jak je - tyje, jak nie je - waga stroi...
Poza tym pan na wózku, który na siłę chciał wjechać do gabinetu i wkurzał wszystkich pacjentów i pielęgniarki i mama byłych 3 moich uczniów - chudziutka, słabiutka, walcząca odkąd pamiętam z nowotworami wszelkiej maści...Nie poznała mnie, ale jak ją zobaczyłam, łzy mi stanęły w oczach - pamiętam ją z wywiadówek....

I wczorajszy dzień jeszcze - znowu ta nieszczęsna wróżka - koleżanka ma bardzo ciężki okres w życiu, ta jej jeszcze dowaliła, mi powiedziała właściwie to, co kiedyś - może się sprawdzi? Oraz kilka nowych rzeczy, które się w międzyczasie wydarzyły - i że dokonuję czasami złych wyborów w życiu, bo jestem zbyt rozsądna i nie daję się ponieść emocjom...I o moim bracie i obecnych zawirowaniach w jego życiu - potem go o to spytałam i co? Wszystko potwierdził! I przeżył szok - skąd to wiem, skoro on nic nie powiedział ani słowem?
I zumba - super pani, frajda na twarzach kobiet, radość, odprężenie...
Ogólnie - samo życie....
PS. A waga sobie stoi jak zaklęta....Kto ją zaczarował?


poniedziałek, 6 sierpnia 2012

wzrok ludzi na siłowni

Dzisiaj napiszę o dwóch rzeczach:
1. Właśnie wróciłam z siłowni, byłam na zumbie - niestety coraz bardziej ją kocham, oczywiście wcześniej standardowo bieżnia, rowerek i orbitek i lało się ze mnie, oj lało - zaraz idę do wanny, ale dzisiaj - oprócz euforii po zumbie trochę mnie też nerwy ruszyły, ponieważ zostałam obgadana przez dwie gówniary w wieku 15, 16 lat, obie chude jak szczapy, patrzyły na mnie i coś komentowały - miały prawo? Tak, bo to tylko "ludzie" - ale co zauważyłam - że takie właśnie panienki chyba chodzą na siłownię, by podrywać gości - przecież nie schudnąć...I nie mówię tu o szczupłych, dwudziestokilku letnich kobietach - one nigdy nie popatrzą pogardliwie, ale te gówniary...Pierwszy raz coś takiego się stało...Nikt, naprawdę nikt ze starszych osób (lub powyżej dwudziestki) nie patrzy tak na innych - ja widzę uśmiechy, porozumiewawcze spojrzenia, przecież tyle jest osób z widoczną nadwagą, starszych i co? Nic - bo ja ich wszystkich podziwiam, że im się chce...ruszyć chociażby, a nie siedzieć przed telewizorem i oglądać seriale...Trenerzy, trenerki wysportowani, dobrze ubrani, przysłowiowe "ciacha" - uśmiechają się, pomagają, mówią "cześć", nie czuć od nich ani grama pogardy, raczej zachętę i aprobatę...A na zumbie dzisiaj było z 10 osób, pani - jak zwykle super się ruszała, ja jak zwykle najcięższa, i co z tego? Nic - zumba oczywiście mi nie wychodzi, ale pani prowadząca mi dzisiaj taki uśmiech wysłała, że aż mi się ciepło koło serca zrobiło...Zobaczyłam w jej oczach coś na kształt - podziwiam Cię, że Ci się chce.. I dlatego będę sobie na tą zumbę chodzić, chociaż przy podskokach czuję, jakbym do nóg miała przywiązane kilogramy słoniny, ale się nie poddam...Jak poszłam pierwszy raz na siłownię - a ważyłam wtedy ze 140 kg, to mógł być szok, ale teraz? Teraz mogłabym te panny co najwyżej..Niech każdy dokończy sobie sam...

2. Wczorajszy wieczór spędziłam nad naszą dużą rzeką na deptaku, komary gryzły niemiłosiernie, ale w miłym towarzystwie nie były aż tak uciążliwe...I kolejne zdziwienie - wysyp ludzi z nadwagą! Na rowerach, na rolkach, biegających, spacerujących...I niech mi ktoś powie, że nie walczą? Że nie widzą problemu? Widzą, walczą, i milion razy przegrywają...Mokrzy, spoceni, ale się nie poddający...O ile łatwiej by było przestać pić niż jeść...Pić - rzucasz raz, a dobrze, nie wolno Ci dawkować alkoholu w małych ilościach, a z jedzeniem musisz to robić, nie ma wyjścia....

I jeszcze jedna rzecz - pani od pilatesa - ta, która była miła, ale dla mnie za ciężki był po jednym razie - siedziałyśmy dzisiaj na kanapie w oczekiwaniu na zwolnienie sali do fitnesu, i standard - mój były uczeń przesłał mi promienny uśmiech (już kolejna wieś będzie wiedzieć, co robię na wakacjach...), pani zagadnęła i się okazało, że uczy wuefu w jednej z rzeszowskich szkół średnich, tańczyła w zespole ludowym 20 lat, i mnie podziwia, że dałam radę wtedy i że zaprasza...I jak tu nie iść?

niedziela, 5 sierpnia 2012

moje grube i chude ciało

Coś mnie naszło dzisiaj, by to zrobić...Czy dobrze czy źle - nie wiem, ale moje grono blogowych znajomych się rozszerza i chyba będzie łatwiej...A może przyszedł czas, by to wreszcie zrobić?
Moje grube ciało - ważyłam bardzo, ale to bardzo dużo...Jakieś 6 lat temu - zanim zaczęłam się odchudzać...
Moje normalne ciało - marzec tego roku - tak z 60 kg mniej...
Teraz sama to widzę...Boże...nawet nie chce mi się komentować siebie...Jedno jest pewne - gdybym nie przeszła całej tej drogi do zrozumienia siebie, gdybym nie spotkała na swoje drodze tych kilku osób, które może niewiele zrobiły, ale dużo powiedziały, gdybym nie zaczęła uzewnętrzniać swoich emocji schowanych pod tym smalcem - sama go tak nazywam...Czy byłabym tu i teraz taka? Nie sądzę...A skoro już od 3 lat się trzymam, to mam nadzieję nigdy nie będzie już tak źle...I teraz mam na to wpływ...Ale za jaką cenę? Za cenę steropianu (tak nazywam pieczywo chrupkie) i lodów na mleku 0,5%...Ale chyba jednak warto - teraz wiem, jak wygląda życie...Kiedyś tylko udawałam, że żyję...Ale i tak tego nawet nie wiedziałam..
A tyle mnie to wszystko kosztuje walki z samą sobą i walki, by żyć...A jednak się jakoś udaje - schudłam, utrzymuję wagę, mam upragnione prawo jazdy - uwielbiam jeździć - jeszcze tylko się wyprowadzić...Czyli wszystko, na co miałam lub mam wpływ spełnia się...Ale są rzeczy, na które nie mam żadnego wpływu...
Dziękuję wszystkim, którzy zaglądają do mojego niszowego blogu i wiem, że kto kiedyś był gruby, ten czuje to samo, bo mi o tym mówicie i piszecie...I należy o tym mówić - jak nie mówiłam, żarłam, teraz nauczyłam się to robić - i też jem - steropian, masę ogórków, jabłek, arbuzów, brzoskwiń, mleka 0,5%, płatków owsianych z ziarnami zamiast wszystkich reklamowanych niby fit, nadal moją zmorą są słodycze i lody, ale z tymi słodyczami jak z alkoholem - ja ich sama nie kupuję, w domu nie ma raczej nic, ale jak mnie ktoś częstuje, to wpadam ...I piekę placka, ale kiedyś bym pożarła blachę, teraz kończy się na kawałku...Bo rano waga...
Ale przeszłam na stronę życia...
Smutne, ale prawdziwe!


sobota, 4 sierpnia 2012

spotkanie po latach

W środę na siłowni zagadałam do swojego byłego ucznia - teraz już 25-cio letniego faceta - tego, który kiedyś mi powiedział, że "wszyscy Panią lubią, ale niech Panią ktoś pokocha". Oczywiście mnie nie poznał - nigdy nie spotkaliśmy się od pewnie dziesięciu lat...Teraz jest bardzo przystojnym facetem, zresztą w szkole był też ładnym chłopakiem i jaki był fajny z charakteru, taki został - zawsze miał super poczucie humoru...Gdy przechodził obok mnie, powiedziałam "Dzień dobry", a on - cześć i dopiero po chwili "zajarzył", z kim rozmawia...Z 5 minut mu zeszło, żeby mnie skomplementować, jak super wyglądam i w ogóle... A potem zdał mi relację ze swojego życia - skończył informatykę, pracuje w firmie informatycznej, brat jest w Gdańsku (też go uczyłam), on sam mieszka z rodzicami, poza tym powspominaliśmy jego starą klasę, co kto robi i kto się jeszcze nie ożenił lub nie wyszedł za mąż - ale jak stwierdził, to już taki wiek, że aż głupio się przyznać, że nie ma się nikogo (on nie ma). A ja? Ja nie mam czym się chwalić w takich rozmowach, bo moje życie to jedna wielka porażka...

W piątek spędziłam dzień z moją studentką psychologii i muszę zauważyć, że przeobraża się w ładną kobietę - uwolniwszy się spod wpływu toksycznej babci, uczy się żyć sama - i coraz lepiej jej to wychodzi! Uczy się pomału tego, by jednym uchem puszczać, drugim wypuszczać - skąd ja to znam...Teraz już chyba też to umiem. Pochodziła ze mną po sklepach, poopowiadała, dlaczego ludzie wybierają podświadome takie a nie inne kolory ubrań - przymierzałam fioletowy sweter - podobno mam dużo przygodnych znajomości (może i mam). Jest już na 4 roku teraz- jeszcze chwilę, skończy studia, będzie jeszcze więcej wiedzieć i spotkanie z nią może stać się ...niebezpieczne! Bo mnie rozgryzie za szybko! A - i wg niej - moim kolorem jest kolor czerwony, bo jestem energiczna, zdecydowana i konkretna - oto jak mnie postrzega, a zna mnie bardzo długo...Widocznie tak ona mnie odbiera...A dzisiaj wyruszyła ze swoją koleżanką na pielgrzymkę do Częstochowy - ma swoje intencje.

A dzisiaj rano - jak machałam pielgrzymom - porozmawiałam sobie z ojcem mojego kolegi - poopowiadał mi o wizytach u kardiologa - przestał do niego chodzić, bo ten ciągle mu się kazał odchudzać - a on ma 65 lat i lekki brzuszek, nie jest nawet gruby wg mnie. Wniosek? Wszyscy mają to samo....

piątek, 3 sierpnia 2012

dlaczego mam grube nogi?

Dowiedziałam się tego po 36 latach mojego życia i bardzo mi to popsuło humor i odebrało nadzieję na to, że kiedyś będzie lepiej...
Chodzę na drenaż limfatyczny nóg - działa na mnie rewelacyjnie, i sam masaż, i bandażowanie. Nogi po ściągnięciu bandaży są chudziutkie jak normalnie nigdy nie są. Wczoraj przeprowadziłam z panem masażystą rozmowę - dlaczego chodzę na siłownię, trzymam dietę i nic nie chudnę. I się dowiedziałam - że mój organizm co mógł, to schudł, a to, co mi zostało, to hipertrofia na nogach - czyli obrzęk lipidowy - lub inaczej tłuszczowy. A pan masażysta jest na prawdę dobry w ty, co robi i się zna - robi teraz jakieś studia w Warszawie organizowane przez Belgów na temat leczenia obrzęków tłuszczowych i wszystko, co wczoraj mi poopowiadał, u mnie jest w stu procentach prawdą. Dlaczego widziało mnie tylu lekarzy i nikt nigdy tego nie rozpoznał?
Teraz trochę przeklejenia z Internetu:

Mimo stosowania restrykcyjnych diet i głodówek, nie możesz schudnąć w dolnych partiach ciała? Nosisz spodnie o kilka rozmiarów większe niż bluzki? Nogi bolą Cię przy najlżejszym dotyku? Być może cierpisz na obrzęk lipidowy. Przeczytaj nasz artykuł i dowiedz się: Co to jest obrzęk lipidowy i skąd się bierze? Jak rozpoznać, czy mam obrzęk lipidowy i jak sobie z nim radzić?
Co to jest obrzęk lipidowy?
„Chociaż obrzęk tłuszczowy został po raz pierwszy rozpoznany przez Allena i Hinesa już w 1940 roku, nie jest w tym kraju dobrze znany i często myli się go z otyłością czy obrzękiem limfatycznym. Pacjenci są na ogół źle zdiagnozowani lub w ogóle nie diagnozowani i prawie nigdy nie otrzymują właściwego leczenia” mówi Rebecca Morris, założycielka amerykańskiego Narodowego Stowarzyszenia Obrzęku Lipidowego, która dowiedziała się o tym, że cierpi na obrzęk lipidowy dopiero, gdy pojawiły się jego powikłania.
Obrzęk lipidowy („syndrom bolącego tłuszczu”) może być zdefiniowany jako przewlekła choroba ujawniająca się głównie u kobiet i charakteryzująca się obustronnym, symetrycznym zwiększaniem się tkanki tłuszczowej głównie w rejonie bioder i nóg (od pasa w dół aż do charakterystycznej linii nad kostką), połączonym z tendencją do obrzęku ortostatycznego (powstającego pod wpływem długotrwałego stania lub siedzenia). Obrzęk lipidowy nie dotyczy zwykle stóp i dłoni, chyba że występuje dodatkowo obrzęk limfatyczny.
Schorzenie to dotyczy przede wszystkim kobiet, niezależnie od ich rozmiaru (od otyłych do anorektyczek) a tłuszcz związany z tym obrzękiem nie ulega spalaniu pod wpływem restrykcyjnych diet i ćwiczeń.
Pierwsze objawy obrzęku lipidowego zaobserwować można już w okresie dojrzewania, często tez obrzęk lipidowy rozwija się lub pogłębia w czasie ciąży, po operacjach ginekologicznych i w okresie menopauzy a także podczas gwałtownego tycia (np. na skutek efektu jo-jo).
Skąd bierze się obrzęk lipidowy?
Obrzęk lipidowy to przewlekła choroba, wynikającą z licznych przyczyn, o większości z których niewiele dotąd wiemy. Należą do nich:
·         predyspozycja genetyczna (dziedziczona w żeńskiej linii)
·         nierównowaga hormonalna,
·         niemożność metabolizowania wysięku z naczyń krwionośnych (białka i komórki, które normalnie wróciłyby do obiegu, są odkładane w podskórnej tkance tłuszczowej).
Na czym polega obrzęk lipidowy?
Jest wiele histologicznych i fizjologicznych zmian, które pojawiają się w obrzęku lipidowym. Spada elastyczność skóry i leżącej pod nią tkanki łącznej. Błona podstawna naczyń krwionośnych grubieje i dochodzi do zaburzeń krążenia krwi. Spada oporność naczyniowa, zwiększa się perfuzja skóry i filtracja w drobnych naczyniach krwionośnych. Warstwa naskórka staje się coraz cieńsza, grubieje podskórna warstwa tkanki, włóknieją małe tętniczki, przerywają się elastyczne włókna, rozszerzają drobne żyły i naczynia krwionośne. Dochodzi do hipertrofii i hiperplazji (nadmiernego rozrostu) komórek tłuszczowych.

Jakie są stadia obrzęku lipidowego?
                Stage 3:           
Stadium I
Skóra jest wciąż miękka i regularna, ale guzkowate zmiany wyczuwa się przy badaniu palpacyjnym. Nie ma barwnych zmian skóry a tkanki podskórne przypominają gąbkę lub gumę. Trwa kilka lat.
Stadium II
Powierzchnia skóry staje się nierówna i twardnieje. Na środkowej części uda oraz środkowej i bocznej części kostek zaczynają się formować duże płaty tłuszczowe. Pojawia się obrzęk, w którym po uciśnięciu pozostaje dołek, obrzęk ten narasta w ciągu dnia. Może dochodzić do wtórnego obrzęku limfatycznego. Osoba może zgłaszać nadwrażliwość nad obszarem podudzi i w zewnętrznej środkowej części ud.
Stadium III
Deformacja kończyn w wyniku nadmiernego rozrostu tkanki tłuszczowej. Wyczuwalne w badaniu palpacyjnym guzki wahają się w rozmiarze od orzecha do pięści. Występuje wtórny obrzęk limfatyczny.

          Stage 1                              Stage 2                     Stage 2                    Stage 3
 
Jak rozpoznać, czy obrzęk lipidowy
Jeśli masz kilka z wymienionych poniżej objawów, możesz mieć obrzęk lipidowy:
·         Nierównomierne tycie, głównie w obszarze kończyn dolnych i pośladków
·         Chudnięcie tylko górnej części ciała, przy stosowaniu restrykcyjnej diety i ćwiczeń
·         Noszenie u góry rozmiaru ubrań o kilka mniejszego niż w dolnej partii ciała
·         Poczucie ciężkości w nogach (spowodowane poprzez ciężar zwiększonej ilości tkanki tłuszczowej i nagromadzonego płynu tkankowego)
·         Nieproporcjonalne, przypominające kolumny nogi, (czasem może też obejmować ramiona)
·         Spuchnięte nogi („zespół ortostatyczny”) – zwykle objaw ten pojawia się podczas długiego stania i/lub siedzenia, kiedy więcej płynu gromadzi się w nogach. W rezultacie puchną nogi, a często także (skądinąd niedotknięte obrzękiem lipidowym) stopy. Pacjenci z zespołem ortostatycznym często mówią, że mają po południu problem z założeniem butów.
·         Płaskostopie
·         Zjawisko pomarańczowej skórki – cellulit – spowodowane przez specyficzną strukturę tkanki łącznej i zmniejszenie sprężystości tej tkanki.
·         Obniżona jest temperatura skóry (zimne kończyny)
·         Niejednolita skóra, w jednym miejscu sucha, w innym przetłuszczona
·         Zwiększona częstość występowania siniaków w dotkniętych partiach ciała (nawet przy najlżejszym dotknięciu)-wynika to z uciskania naczyń krwionośnych przez komórki tłuszczowe, braku zakotwiczenia drobnych naczyń krwionośnych w tkance łącznej, co powoduje ich rozrywanie nawet pod wpływem grawitacji.
·         Silne bóle w nogach, bolesna wrażliwość przy dotyku – postępująca w czasie niedrożność układu limfatycznego prowadzi do stwardnienia tkanki, która staje się niezwykle wrażliwa na dotyk i bardzo bolesna. Ból występuje przy ucisku w środkowej części uda i u podstawy kręgosłupa. W miarę postępu choroby pojawia się także przy najlżejszym dotyku skóry, szczególnie w drugiej połowie dnia. Ból jest także powodowany przez „własny ucisk” np. krzyżowanie nóg czy siadanie w niewygodnej pozycji
·         Mrowienia w kończynach dolnych
    
Największe zagrożenie to wtórny obrzęk limfatyczny (obrzęk lipo-limfatyczny). Zazwyczaj dopiero gdy występuje to powikłanie, pacjent otrzymuje pomoc lekarską.
Obrzęk lipidowy prowadzi do wtórnej przewlekłej blokady limfy. Płaty tłuszczu i komórki tłuszczowe osadzają się w tkance łącznej, gdzie są otaczane przez bardzo małe naczynia limfatyczne i krwionośne. Wzrost ilości komórek tłuszczowych stopniowo prowadzi do zablokowania najdrobniejszych naczyń limfatycznych. Ponadto, estrogeny (żeńskie hormony płciowe) powodując zwiększone zatrzymywanie płynu w tkance łącznej, prowadzą do zmniejszenia elastyczności tej tkanki.
Dlatego jeden z efektów obrzęku lipidowego to przewlekła niedrożność układu limfatycznego w dotkniętych obrzękiem lipidowym partiach ciała i zatrzymywanie płynu w mało sprężystej tkance łącznej, co wyjaśnia regularnie pojawiający się ból.
 Konsekwencje obrzęk lipidowego
Zmiany degeneracyjne w stawach
Wczesne występowanie zmian degeneracyjnych w stawach i zmian zwyrodnieniowych kręgosłupa. Szczególnie w kolanach (przez niewłaściwie rozłożone obciążenie i nadmiar masy ciała)
Występowanie żylaków
90 % krwi pompowanej tętnicami do dużego palca u nogi jest transportowane z powrotem do serca drogą żylną. Jednakże, nic nie może płynąć samoistnie, wbrew sile grawitacji (do góry). Krew musi być tłoczona do góry aktywnie. Dzieje się to przy każdym ruchu nóg, z każdym krokiem. Ponadto w żyłach występują liczne zastawki, które pozwalają krwi płynąć ku górze. Zastawki żylne często ulegają uszkodzeniu czy nawet zniszczeniu w przebiegu zakrzepicy. Jeśli występuje genetycznie uwarunkowana słabość tkanki łącznej, żyły często rozciągają się z biegiem lat do takiego stopnia, że zastawki żylne nie domykają się i krew płynie z powrotem w dół. Żyły takie nazywamy żylakami. Przyczyniają się do tego czynniki takie jak: wykonywanie pracy siedzącej lub stojącej, ciąża, terapia hormonalna, otyłość, ciężka praca fizyczna (szczególnie w wysokiej temperaturze). I wreszcie występowanie obrzęku lipidowego, który prowadzi do zmniejszonego powrotu żylnego i zatrzymywania płynu w dolnych partiach ciała.
Uszkodzenia w układzie żył głębokich
Obrzęk lipidowy może także oddziaływać na układ żył głębokich, który jest dużo bardziej istotny dla krążenia i którego zdolność transportowa jest czterokrotnie większa niż układu żył powierzchownych. Na skutek ciśnienia, jakie krew wywiera na ściany naczyń w żyłach powierzchownych i głębokich, płyn i/lub substancje stałe przedostają się do tkanek (przestrzeń śródtkankowa). Ten płyn jest zwykle transportowany z powrotem do serca za pomocą układu limfatycznego. Pozostałe 10 % po uprzedniej filtracji w systemie kapilar pozostaje jako bogaty w albuminy, przejrzysty płyn zwany limfą. Z powodu wzrostu objętości limfy na zdolność transportową naczyń limfatycznych (które i tak są już zatkane i puchną) jest wywierany coraz większy nacisk. Dlatego badanie flebologiczne jest nieodłączną częścią postępowania u pacjentów z obrzękiem lipidowym, ponieważ powinno się zapobiegać wystąpieniu żylaków lub odpowiednio je leczyć.
 Wzrost masy ciała
Przewlekły stan zapalny, zaburzenia metabolizmu lipidów oraz czynniki psychiczne związane z depresją często mogą powodować wzrost masy ciała w obrzęku lipidowym. Z tego powodu znacząco rośnie ryzyko innych komplikacji, takich jak zużycie się stawów czy rozwoju obrzęku limfatycznego.
Problemy psychologiczne
Wszyscy pacjenci z obrzękiem lipidowym prezentują różnorodność tego typu problemów, począwszy od braku pewności siebie i braku wiary w pracowników służby zdrowia (często przez niewłaściwą diagnozę i brak współczucia) aż do prawdziwej depresji i niepokoju z powodu wyglądu i braku zrozumienia swego stanu, szczególnie gdy możliwość poruszania się jest ograniczona. Pogorszenie następuje, gdy obrzęk limfatyczny zaostrza istniejący stan. Pacjenci są obwiniani o otyłość, mówi się im że za dużo jedzą albo oszukują na przepisanej diecie. Brak widocznych efektów leczenia prowadzi do zniechęcenia i przygnębienia. Gdy pojawia się obrzęk limfatyczny towarzyszący obrzękowi lipidowemu okazuje się że jest to tak poważny problem (czego zresztą często się nie dostrzega), że nie każdy potrafi sobie z tym poradzić. Doradztwo psychologiczne może być pomocne, ale rzadko się je proponuje pacjentom z obrzękiem lipidowym.
Obrzęk ten jest bardzo rzadko diagnozowany, często mylony z pierwotnym obrzękiem limfatycznym lub otyłością.

I - niestety - takie są moje nogi...I chyba nie tylko moje....