Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 9 lipca 2012

wizyta u wróżki



Dużo dzisiaj się działo, a to dlatego, że moją koleżankę zostawił wczoraj chłopak, z którym była i potrzebowała kogoś, kto jej wysłucha, a że wiadomo, że umiem słuchać, to spędziłam z nią cały dzień....
I gdzie poszłyśmy? Do wróżki! To był mój pierwszy raz...Bardzo się bałam, i wierzcie mi, było czego...Kiedyś skorzystałam już z jej porady po zerwaniu mojego pierwszego poważnego związku....Ale to była tylko rozmowa telefoniczna, więc się nie liczy...Dzisiaj było na żywo...

A więc...Dowiedziałam się wielu istotnych rzeczy...Wierzyć nie wierzyć, ale jest bardzo dużo prawdy we wszystkim, co powiedziała...Po pierwsze, gdybym wyszła za mąż za A., miałabym z nim dwoje dzieci (podobno tyle jest mi pisane - bez komentarza, jestem realistką jednak!), a on zdradzał by mnie na prawo i lewo i rozwiodłabym się na pewno z nim, bo bym nie wytrzymała...Według mnie to prawda, bo próbkę zazdrości, szukania sobie innej będąc ze mną plus próbkę nałogu przerobiłam z nim już wtedy...I nawet dzisiaj z perspektywy czasu patrząc wiem, że nie wytrzymałabym z nim długo, bo już wtedy doprowadzał mnie do szału!
Po drugie - przepowiedziała też dużo złych rzeczy w domu, których i tak podświadomie się spodziewam...I nigdy nie będę na nie gotowa...Ten mój dom - czemu od razu widać, że źle funkcjonuje? Gdyby funkcjonował dobrze, może nie byłabym uzależniona od jedzenia? Do jakiego stopnia nasze środowisko ma wpływ na nasz nałóg? Nie wiem i pewnie nigdy się nie dowiem...Jedno jest pewne - postanawiam doceniać te chwile spędzone z mamą i tatą i więcej odpuszczać i mniej się czepiać...Gdyby to jeszcze działało w drugą stronę...


Po trzecie  - będę jeździć! Po czwarte - czekają mnie wesela (jedno na pewno, ale na razie się modlę, by nie być zaproszoną, bo i tak nie pójdę - samej się nie chodzi), po piąte - podobno wyjdę kiedyś za mąż, kandydatów będzie dwóch, obaj po studiach, wybiorę podobno tego drugiego, który będzie kobieciarzem i do tej pory będzie przebierał, ale będzie pracowity i będzie można na nim polegać, bo mnie pokocha i będę z nim do końca życia...On też będzie ciemny, a mi zawsze się podobają faceci z czarnymi włosami i wysocy - mój typ... Po szóste - dokonała mojej dobrej charakterystyki, która wynika z mojego znaku zodiaku - jestem jego typową przedstawicielką,  więc Ameryki nie odkryła...Po siódme - określiła typ facetów, których przyciągam - nieudaczników, bo na mnie można się oprzeć i wszystko załatwię....Po ósme - lepiej być samą niż być z takim, co wykończy psychicznie... Po dziewiąte - poprawiła mi humor na dzisiaj, po dziesiąte - czemu nie powiedziała, że aby poznać tego "mojego księcia", muszę schudnąć 20 kg? (to moje dowalenie sobie....)



5 komentarzy:

  1. Bo znamy się pół roku, a "chemii" dalej brak...I nie wiem czy ona się jeszcze kiedyś pojawi...Zero dotyku, czyste koleżeństwo...A mi już moje iskry przeszły...I jemu w życiu już niewiele się chce, bo to typ naukowca...I mieszkanie typowego, starego kawalera...Boże, gdybym je dopadła, w jedno popołudnie zrobiłabym tam porządek...

    OdpowiedzUsuń
  2. :) Nie ucz go tego, bo będziesz robić za służbe... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś próbowałam wyrzucić zgnitego kwiatka z kuchni, powiedział mi, żebym nie ruszała...I już nie będę...

      Usuń
  3. Fajna stronka: http://www.xn--wrka-rqa63f.com

    OdpowiedzUsuń