Łączna liczba wyświetleń

sobota, 7 lipca 2012

skazana na smotność

 Czytałam sobie dzisiaj moje - czasami ulubione - forum "Wyżalnia", gdzie wszyscy, którzy dostali kopa od życia, użalają się nad sobą, ponieważ chcą - według mnie - by było im lżej na duszy - tak jak ja na moim blogu...
I poczytałam sobie wątek "Skazana na samotność" - tu wkleję kilka cytatów z tego forum:

zapomniałam jeszcze dodać...świetne są pytania o małżonka, dzieci...
nie masz...to tak jakby nie istniejesz, nic nie osiągnąłeśwink 

  Dla mnie wolność jest synonimem dotkliwej samotności, na którą, jak pisał Bacon, stać albo bogów, albo bestie. Problem w tym, że ja, tak jak spora większość, jestem tylko człowiekiem… 

bo stary kawaler i stara panna to wyrzutki niechciane przez nikogo... 


Z wszystkimi stwierdzeniami się zgadzam, bo doświadczam ich prawdziwości na co dzień. Nie dalej jak wczoraj - poszłam odebrać mojego Opelka z czyszczenia tapicerki i spotkałam męża mojej koleżanki, który czekał na swojego syna pod kościołem. To bardzo fajna rodzina, znamy się tyle lat, kiedyś On pomógł mi znaleźć super dodatkowe zajęcie, właśnie przeprowadzili się do nowego domu w mojej miejscowości (Boże, nie wiem, jak ja napiszę tego posta, skoro już teraz tak płaczę...). Porozmawialiśmy chwilkę o jego żonie i dzieciach, a on - bo jest taktowny - nie zapytał co u mnie...Jak jesteś sama, jest tak jak w pierwszym cytacie - jakby nie istniejesz, nic nie osiągnąłeś....

Ja jestem takim wyrzutkiem społeczeństwa. Tak się czuję. Kiedyś miałam kilka koleżanek, które jeszcze od czasu do czasu mnie zapraszały do siebie, teraz już nie...Bo ja już nie należę do ich świata - one mają dzieci, mężów, po co ja im jestem potrzebna? Stara panna...I co z tego, że coś sobą reprezentuje, że coś osiągnęła, przecież nikt jej nie chce, więc czemu ja mam ją chcieć...Boli strasznie to, co piszę, ale to prawda....Nie winię ich, przeczytałam "Przebudzenie" ze dwa razy i dzięki tej książce nauczyłam się jednego - człowiek nie robi Tobie czegoś wbrew Tobie, ale by Jemu samemu było dobrze....

A ja ciągle walczę i robię wszystko, by kogoś poznać, ale już tyle razy mnie odtrącono (ja zresztą też - głównie z powodu tzw. głupoty płci przeciwnej - pomimo wszystko, nie będę z nikim po zawodówce, który KTURY pisze przez u otwarte, to jest dla mnie nie do przeskoczenia - to znaczy nie chodzi tylko o ortografię, bo to tak naprawdę nieistotne na dłuższą metę, ale o to, że ja dużo czytam, nie tylko prasy ale i książek, lubię podróżować, kino, teatr, wiem kto to Wajda czy że Londyn to stolica UK - w końcu jestem też tłumaczem...itd). Czasami myślę, ile jeszcze wytrzymam....


Dlatego czasami żałuję, że schudłam...Bo po co? by TAK cierpieć? Jak byłam otyła, mogłam się zażreć na śmierć - wtedy też nie tęskniłam za tym, co najistotniejsze w życiu, bo nigdy przenigdy tego nie doświadczyłam...A teraz wiem, czego chcę na prawdę, ale mieć tego i tak nie będę....Jestem już za stara, ciągle za gruba, z wiszącą skórą na rękach, nogach, brzuchu...Cała do remontu, a tak się nie da...Czemu nie mogłabym się narodzić jeszcze raz, tylko NORMALNA!!!!!!!!!!!????????????????????

4 komentarze:

  1. Jeny, naprawdę jakbym czytała o sobie... Kurde no, szok, nie jesteś sama - o ile to coś pomaga - te mysli wyjęłaś z mojej głowy... Chociaż nigdy nie byłam bardzo gruba, miałam epizody nadwagi, ale jakoś udaje mi się ostatnimi czasy nie uzyskiwać nadwagi... chociaż a z napadami żarciowymi walczę co dzień, co dzień walczę tez z depresją i brakiem mężczyzny u mego boku... witaj mi siostro...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja depresji chyba nie mam, bo uciekam w pracę, na wakacjach zawsze jest trudniej, bo więcej czasu, chociaż na razie tydzień zleciał bardzo szybko, tyle się działo...Ty jesteś chuda, obejrzałam Cię na zdjęciu...Ja zawsze zwalałam winę na swoją samotność na swój wygląd - Ty wiesz, ilu ja mam kolegów, którzy mnie lubią? Tylko żaden nie kocha...Ale przeczytaj dzisiejszy wpis...

    OdpowiedzUsuń
  3. Chuda to ja byłam jak ważyłam 8 kg mniej, ale zamierzchłe czasy, ważyłam rok temu 5 kg więcej, ale poza wagą strasznie powalały mnie napady (codzienne obżarstwa), bezradność w stosunku do nich oraz kace moralniaki. Powiem Ci, że ja byłam chudziutka jak tyczka, to czułam się tak samo samotna i niekochana jak teraz, a mam kumpele puszyste jak sto diabłów z fajnymi facetami u boków. Mam więc wrażenie, że nasza waga to tylko nasz kompleks i miłość mężczyzny od jej wachania raczej nie zalezy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam to na co dzień...A to już wiem, że chudość nie jest powodem do szczęścia, ale czasami tak się kobiety łudzą...Jak i ja...Tylko tego mężczyzny nie ma, a jak się ma nadwagę, to tym bardziej...poza tym ja sama lepiej bym się czuła chudsza...A kompleksy mam maksymalne...plus obwisła skóra...którą jest prawdą, a nie kompleksem...

    OdpowiedzUsuń