Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 1 lipca 2012

babski wieczór

Wczoraj spędziłam fajny wieczór z moją koleżanką, która pomimo tego, że jest dość sporo młodsza ode mnie, ma ten sam problem - była kiedyś bardzo gruba... Odstawiłyśmy się - o ile to można tak nazwać:) - i poszłyśmy do jednego z klubów w naszym mieście. Nie omieszkam dodać, że wykorzystuję już coraz lepiej mój ulubiony środek transportu, od którego chyba zaczynam się pomału uzależniać. A w klubie kompletna pustka...Pewnie dlatego, że przecież w naszym centrum odbywał się koncert z wieloma słynnymi gwiazdami...Potem poszłyśmy na Rynek, a tam ani jednego wolnego miejsca..Przeważała młodzież, ja już czułam się tam trochę staro, ale to wiadomo - kwestia interpretacji... Wróciłyśmy do domu przed północą, ale zasnęłyśmy pewnie gdzieś przed czwartą, ponieważ Kinga wspominała swoje dzieciństwo - takie jak moje - pełne pogardy, odrzucenia, wyalienowania.

Kinga dokładnie pamięta takie chwile - gdy była w czwartej klasie, na przerwie podszedł do niej jej kolega - ona wtedy jadła, i gdy się zbliżał, wypluła bułkę do plecaka...Na dyskotekach nikt nigdy z nią nie tańczył, nie zaprosił na 18-stkę, nie miała z kim tańczyć na weselach - jak ja. Kinga stwierdziła, że to, że była kiedyś gruba - teraz waży 70 kg - to kara za to, że jej ojciec kiedyś był bardzo chudy i wtedy wyśmiewał się z grubych. Teraz sam waży 120 kg przy 175 cm wzrostu. Wierzyć, nie wierzyć...Przykład z mojego życia - gdy byłam w szkole średniej, pamiętam taką scenę - wysiadam z autobusu, pewna kobieta mówi - "Ale się spasłaś..." - niech ją szlag...I co teraz? Uczę jej wnuka, który jest...gruby! Serce mi się kraje, jak go widzę...Jest bardzo dobrym uczniem, który robi wszystko - raczej nieświadomie - by nikt go nie zauważał...A gdy je, nawet na nikogo nie popatrzy....Historia kołem się toczy...

Potem oglądałyśmy moje zdjęcia - właściwie nikomu ich nie pokazuję - z moich "tłustych lat"...Katastrofa!
A dzisiaj jadę na grilla - i tyle w temacie....
Ale waga czuwa...I już zawsze tak będzie, bo inaczej już nie umiem żyć....Kolejny nałóg?

3 komentarze:

  1. Cześć Jedzeniholiczko, ja niestety także walczę co dnia z uzależnieniem od jedzenia, ciężkie to życie, heh.... Waga skacze mi od lat 6 kg w górę, 6 w dół, ale to nic w porównaniu z męką psychiczną pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się, że najgorsza jest ta walka psychiczna...ale kto nas zrozumie - chyba tylko ten, kto sam wie, co to nałóg. Kilka dni temu oglądałam jakiś program, w którym stwierdzono, że jedzenioholizm to najgorszy typ uzależnienia, ponieważ trzeba tę substancję ciągle przyjmować w ograniczonych ilościach w przeciwieństwie do innych uzależnień, gdzie zrywa się z substancją uzależniającą raz na zawsze...Do takich wniosków ja już dawno doszłam...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja ponad to jestem jeszcze niepijacą alko, heh, ta skłonność do nałogów i zwichrowana psyche...

    OdpowiedzUsuń