Łączna liczba wyświetleń

sobota, 9 czerwca 2012

zwyczajność

Właśnie wróciłam do domu moim białym "rumakiem" - ulewa była niemiłosierna, to już moja druga jazda w ulewę taką, że nic nie widać - ale dałam radę:)
Grill się odbył, poznałam chłopaka mojej koleżanki - normalny trzydziestolatek ze swoimi planami i marzeniami, cichy, spokojny, jak ona. Była też inna - też ma Opla, ale wersję, na którą ja kiedyś też się przerzucę, jak będę pewniej jeździć. Ta druga jest na etapie urządzania mieszkania, więc trochę porozmawiałyśmy o farbach strukturalnych - właśnie malarz pomalował nią w tym tygodniu mój korytarz na dole - w moim ulubionym, szarym kolorze. Fajnie było siedzieć przy grillu, jeść kiełbasę z pyszną sałatką i pić kawkę w miłym, innym od codziennego, towarzystwie. Dzisiaj zwróciłam uwagę na to, że one były takie normalne dzisiaj - nieumalowane, w jakichś tam rybaczkach i koszulkach, z nieumalowanymi paznokciami - takie zwyczajne...

Dzisiaj mi dobrze i powinnam się z tego cieszyć - pewnie długo nie potrwa ten stan, ale mam się cieszyć nawet z tych kilku fajnych chwil - to podobno  chwilowe budowanie pozytywnego myślenia - tak przeczytałam w "Zwierciadle" - należy cieszyć się każdą miłą w chwilą w życiu. Więc się cieszę:)
 A, zapomniałam, że być może dzisiaj zmarnowałam szansę mojego życia - ale może powinnam była to zrobić już dawno temu? Kto wie.....Cytat mówi sam za siebie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz