Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 6 maja 2012

        Jestem na etapie czytania książki Małgorzaty Gutowskiej - Adamczyk, która rozmawia z pięcioma czytelniczkami, w tym z jedną moją "blogową" znajomą, Kasią. Na początek przeczytałam wszystko, co ona powiedziała, ponieważ mam z nią dużo wspólnego, jeśli chodzi o walkę z nadwagą, a teraz czytam wszystko. Książka przypomina trochę książki Beaty Pawlikowskiej,w której opisuje swoje doświadczenia i udziela rad na życie. Czyta się dobrze - dla mnie to poradnik psychologiczny.
        Kasia pisze, że jej mama mówiła jej, ze jest za gruba i że ma prawo tak mówić, bo jest jej matką. Już za to ja nienawidzę jej matki. Żaden rodzic nie ma prawa powiedzieć tego swojemu dziecku. Żaden!!!! Ja do tej pory pamiętam, jak mój ojciec powiedział, że mam nogi jak wiaderka - miałam wtedy chyba z 10 lat i nie wybaczę mu tego do końca życia. Nic więcej nieprzyjemnego co do wyglądu nie powiedział, bo pewnie bym to pamiętała - chociaż tyle...Mama nigdy, ale to przenigdy nie skomentowała mojego wyglądu, tylko co mi z tego, ja i tak czułam i czuję, jak ona cierpi z mojego powodu...Ile mnie to wszystko kosztuje, że jestem sama, że nie mam swojej rodziny, że boi się, że  zostanę sama...Nie mogę tego pisać, bo już płaczę...
Każda z 5 pięciu bohaterek tej książki już na początku pisze, że nie wyobraża sobie życia samemu...I mają to szczęście, że nie muszą. Ale ile jest takich osób jak ja? Dużo, bo ile sama ja takich znam. Tyle, że oni mają inne podejście do tego, bo mnie to bardzo boli, a może ich też, tylko o tym nie mówią? Bo w sumie ja mówię o tym tutaj, ale na co dzień też tego nie mówię. Ale w środku to tkwi jak zadra. A gdy się traci przyjaciół,. a ja czuję, że tracę kolejnego, to jeszcze trudniej.

Dzisiaj kończy się długi weekend, minął szybko, bardzo dużo rzeczy się wydarzyło, część z nich wróciło do normy, niekoniecznie dobrej normy, coś się skończyło definitywnie - i dobrze, bo nałogowca jednego już mam, a innym pomóc nie umiem - bo psychoterapeutą nie jestem, ale oni też cudotwórcami nie są. Gdy siedziałam na Rynku dzisiaj w moją koleżanką i rozmawiałyśmy o naszej walce z kilogramami, wydawało się nam to bardzo istotnym problemem. A wieczorem dzwoni do mnie i mówi, że miała wypadek, nie zauważyła znaku stopu, dachowała, samochód nadaje się tylko na złom, cud, że żyje i że nie zabiła kobiety w Matizie, chociaż została zabrana do szpitala - pomyślałam - życie może się zmienić w ciągu JEDNEJ sekundy...Muszę się w końcu pogodzić z rzeczywistością - tylko jak?

3 komentarze:

  1. Wpadłam tylko na chwilę, a tu taki wzruszający wpis. Pozdrawiam serdecznie, wizytuję Polskę i nie mam dostępu do sieci na dłuższe pogaduchy, jak wrócę odezwę się jeszcze.

    OdpowiedzUsuń
  2. To czekam na Ciebie:)i czytam książkę dalej:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kochana czytaj i pokochaj siebie jaką jesteś - sama wiecznie walczę z kilogramami i wiesz jak je traktuję? - mówię, że jak bóg mnie stwarzał, to tak mu się to spodobało, że nie mógł przestać i cały czas doklejał :)
    Dorota Zygmunt - mam nadzieję, że nasza książka ci się spodoba i dziękuję za wzruszająca recenzję

    OdpowiedzUsuń