Łączna liczba wyświetleń

piątek, 23 marca 2012

pozory mylą?

Znam pewną rodzinę, teraz nie utrzymuję już kontaktu, ale od czasu do czasu podpytuję znajomych o nią, i taka okazja nadażyła się i dzisiaj...
Rodzina składa się z mamy - polonistki niepracującej w zawodzie, taty - bardzo przystojnego mężczyzny w sile wieku i trójki dzieci. Na pozór - wszystko wydaje się być takie, że tylko pozazdrościć - piękny dom, szczupła, mądra matka, bardzo inteligentna i śliczna córka i dwóch synów, którzy sprawiają trochę problemów, ale w granicach tak zwanej normy...Po prostu bajka...

I dzisiaj się dowiedziałam, że ojciec jakieś trzy miesiące temu tak pobił pasem syna, gimnazjalistę - za złe oceny w szkole - że ten aż się zsikał...(a syn ma dysleksję, dysortografię i problemy z uczeniem się). A syn - w odwecie na ojcu - przez okres miesiąca ukradł mu ponad półtora tysiąca złotych, w tym tygodniu "tylko" czterysta złotych, za które kupił sobie nową komórkę. Zapytałam, jak to możliwe, że ojciec się nie zorientował? Możliwe, ponieważ ojciec prawie codziennie pije i nie wie, ile przepija....

Te pozory....Tyle się staramy, by wszystko na zewnątrz wyglądało "normalnie", ale tak naprawdę "prawda" i tak zawsze wcześniej czy później ujrzy światło dzienne, bo ten powiedział to, a tamten dopowiedział tamto....
Mam wiosenną depresję, źle mi, nie umiem się pocieszyć niczym, chyba tylko moją tabletką uspokajającą, czyli jedzeniem...

A tyle w tym tygodniu rzeczy się nie udało...Chociaż bardzo się starałam i według mnie zrobiłam, co mogłam...Widocznie za mało....Ale porażka to codzienność w moim życiu, tak chyba jak zresztą w życiu każdego człowieka....Byle się nie poddać...

7 komentarzy:

  1. A że to alkoholik nie widać tego po nim?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie widać, jest przedstawicielem w dość poważnej firmie i pracuję tam ponad 15 lat, zawsze pod krawatem, w garniturze, wypachniony...

      Usuń
  2. Nie po każdym widać. Nie każdy alkoholik to facet z butelką na ławce w parku czy przed sklepem.

    Nie pocieszę Cię zapewne, ale co do dzisiejszego wpisu - witaj w klubie. Czadami nieco lżej kiedy się wie, że inni też z nami siedzą w bagienku, jakie by ono nie było.
    Jutro znowu jest dzień.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiem dziękuję za pocieszenie, ten mój blog to coś na kształt terapii, ale nie do końca...Miło mi, że czytasz i komentujesz...A dzisiaj zamierzam iść robić ciasto z kaszy manny, chociaż wiem, że nie powinnam, ale ile mi to frajdy sprawia...i odstresowuje...

    OdpowiedzUsuń
  4. heh nie ma domku bez ułomku, a nie wszystko co z wierzchu widac odzwierciedla środek.
    pozdraawiam i zapraszam

    OdpowiedzUsuń
  5. ale też chyba łatwiej rzucić alkochl niż jedzenie...
    pozdrawiam i zapraszam

    OdpowiedzUsuń
  6. Zgadzam się - alkoholik przestaje pić i zrywa raz, a dobrze...a ja jeść muszę...chyba że wpadnę w anoreksję, ale na razie mi to wcale, ale to wcale nie grozi niestety....

    OdpowiedzUsuń