Łączna liczba wyświetleń

sobota, 17 marca 2012

marzenie się spełniło - i co?

I nic - niestety...
Dzisiaj przejechałam się moim samochodem sama do stolicy mojego województwa i było super, bo spełniło się jedno z marzeń mojego życia - jedno z trzech, zostały jeszcze dwa, nierealne jak to kiedyś. Powinnam teraz być przeszczęśliwa, ale nie jestem, bo emocje opadły i trzeba żyć dalej...

Płynie z tego doświadczenia kolejna nauczka - strasznie czegoś pragniemy, bo myślimy, ze będziemy szczęśliwi, że to coś zmieni w życiu, potem to dostajemy i szybko to staje się normalne i się zastanawiamy - czy warto było walczyć? Warto...Chyba...
W piątek moja przełożona stwierdziła, że strasznie chudo wyglądam i że pewnie schudłam - fajnie się poczułam, ale to nie jest prawda, ponieważ od trzech lat ważę tyle samo, ale wierzcie mi, dla jedzenioholiczki to walka nie mniejsza niż chudnięcie, bo utrzymanie się w tej samej granicy to też osiągnięcie - teraz to się pocieszam...
Staram się jakoś żyć z dnia na dzień, ale nie za bardzo mi się chce, bo ja jestem, typem zadaniowca i muszę wiedzieć, po co coś robię...Po co ja teraz żyję? Nie wiem, ale coś wymyślę chyba...
Podobno trzeba żyć dla siebie - powiedziała mi kiedyś mądra osoba, ale ciężko to robić. Bo wtedy jak sama się ze sobą pogodzisz, to może ktoś z Tobą też wytrzyma? Czy rzeczywiście jestem aż taka straszna? Wcale tak nie sądzę....
Ostatnio odezwała się do mnie moja lekarka z Krakowa - ta, która nade mną czuwała przez długi okres czasu - i podała dwa szpitale, które robią operacje plastyczne. Być może byłaby szansa zrobić moje ręce i może brzuch w jednym z nich na fundusz, ale tak naprawdę  boję się tego i żeby się na to zdecydować, musiałabym ważyć 70 kg, a to się raczej nigdy nie stanie. W każdym bądź razie ziarenko zostało zasiane...Wtedy nie musiałabym w lecie nosić bluzek 3/4 i mogłabym ubrać podkoszulek....Nierealne?

Straszne to moje życie - tyle w nim walki było i ciągle jest, a czasami mi się już tak bardzo nie chce walczyć, tylko żyć, normalnie jak inni...Nie-nałogowcy....

2 komentarze:

  1. Właśnie to cały problem z marzeniami: są piękne, niedoścignione dopóki pozostają w sferze marzeń. A kiedy uda się je spełnić to jakby to była zwykła rzecz pod słońcem, tak jakbyśmy cały zapas radości i emocji z tym marzeniem wykorzystali przedtem. Ktoś mówił, że spełnione marzenie przestaje być piękne jak się spełnia bo staje się obowiązkiem. I chyba coś w tym jest.
    Mnie też się dziwnie robi jak ktoś mi mówi, że zeszczuplałam, podczas kiedy wiem co mi mówi moja waga. No ale może czas zacząć się takimi małymi rzeczami cieszyć? Nie wiem.
    Wybacz rozpisanie się i pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozpisuj się, ile chcesz! Bardzo mi miło! Może ten blog trochę ożyje, a ja zyskam nowych znajomych:) Też Cię zawsze czytam, chociaż nie komentuję:)

    OdpowiedzUsuń