Łączna liczba wyświetleń

piątek, 9 marca 2012

będę Pani drużbą...

Dzisiaj rozmawiałam z moim uczniem-nastolatkiem, który pomimo młodego wieku ma mądre przemyślenia - a uważa się, że gówniarze nic nie wiedzą...

K. wydaje się być typowym chłopakiem w wieku nastu lat, ale taki nie jest, bo myśli przez niego wypowiadane są jakieś takie... dojrzałe? A może tylko wypowiada to, co wszyscy wiedzą? Sama nie wiem...Ale na temat...
K. zaczął od tego, że miał kiedyś dziewczynę, która się podobała jemu, ale nie podobała się jego koledze - i wtedy on tez tak na nią spojrzał krytycznym okiem i stwierdził, że ona mu się również nie podoba...I przestał z nią chodzić. A po jakimś czasie doszedł do wniosku, że zrobił źle, bo jednak ona mu się podobała, ponieważ dobrze się z nią rozmawiało, nie było nudno, pomagała mu, fajnie się z nią czuł...I jego wniosek - to mi ma być dobrze z tą osobą, a nie innym... A potem powiedział - Niech Pani się nie przejmuje opinią innych, bo piękno jest pojęciem względnym. A potem dodał - I niech sobie Pani kogoś znajdzie, bo ja będę Pani drużbą...
A na koniec naszego spotkania - Bo ja Panią lubię i życzę Pani jak najlepiej..
Takie słowa mnie zawsze "rozwalają" - znowu płaczę...

Kilka, a może już nawet z 10 lat temu, podczas dzielenia się opłatkiem jeden z uczniów powiedział mi tak (nie zapomnę tego do końca życia) - Życzę Pani, by nie była Pani sama, bo wszyscy Panią lubią, ale niech ktoś Panią też pokocha.
Dochodzę do wniosku, że ta moja samotność jest widoczna - dorośli mi tego nie powiedzą, by mnie nie urazić, ale dzieci lub nastolatki tak, bo mówią to z sympatii i troski o mnie...Ale to, co widać jest niczym w porównaniu z tym, co jest we mnie w środku...Dlatego mi tak ciężko...
Waga dzisiaj 0,5 kg w górę...Dobrze, że do pracy nie mogę iść spłakana...

6 komentarzy:

  1. Każdy z Nas musi o wszystko walczyć.
    Nie mam prawa tego oceniać tylko dlatego, że przeczytałam Twoje posty, ale myślę, że skupiłaś się tylko na wadze i zapomniałaś, że atrakcyjność naprawdę bierze się z wnętrza.
    Zaburzenia odżywienia znam od podszewki. Przeszłam chyba wszystkie możliwe stadia: kompulsywne jedzenie, anoreksję, bulimię i jako taką normę. Ale ta walka nie skończy się nigdy. Każdy z nas niesie jakieś brzemię.
    Miłość Cię w końcu znajdzie, ale nie uciekaj przed nią. Niby to frazesy, ale moja pojawiła się w najmniej oczekiwanym momencie. Na dodatek poznaliśmy się jak miałam nadwagę. Zaczęliśmy być ze sobą jak popadłam w anoreksję. I wiesz co jest najzabawniejsze? Ciągle powtarzał, że jak miałam krągłości mu się podobałam. Dla mnie to było nie do uwierzenia. Ale mimo, że uważał, że wychudzona wyglądam koszmarnie to jednak był przy mnie... Potem nie raz zadawałam sobie pytanie: po co ja się głodzę skoro jemu się to nie podoba? Okazało się, że robiłam to tylko i wyłącznie dla siebie. Dla siebie chudłam, dla siebie tyłam. Nie miało, to nic wspólnego ani z moją atrakcyjnością ani z ludźmi w okół. To moja psychika potrzebowała tych destrukcyjnych seansów.
    Mi się wydaje, że Twoja samotność wynika z czegoś zupełnie innego niż wagi. Może zastanów się nad terapią? Mi pomogła zrozumieć czemu chowam się w samotności. Mi samotność dawała bezpieczeństwo, bo nikt nie mógł mnie zranić. Wszyscy byli obcy, więc nie mogli mnie skrzywdzić ani słowem ani czynem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Na pewno masz po części rację...Na blogu wyrzucam czasami, co najgorsze we mnie, bo taki był i jest jego zamysł, ale teraz widzę zaczynają się komentarze, kiedyś ich wogóle nie miałam... I dziękuję za nie.
    W głębi duszy uważam, że nie można mnie kochać, bo za co? Niby jestem fajna, ale gdyby wejść do środka duszy, to okaże się, że jest tam bagienko uprzedzeń, nienawiści do samej siebie, do swoich słabości, do braku konsekwencji, do niespełniania tylu oczekiwań... A w domu jako dziecko tez uważam, że byłam kochana za coś i nie miałam miłości bezwarunkowej i na "stare lata" też mi tak zostało...Do tej pory czasami słyszę, jaka wredna jestem i kto by ze mną wytrzymał..Niby jest to mówione w dobrej wierze, ale tak naprawdę tkwi głęboko w podświadomości i pewnie w to wierzę. Całe lata odrzucania przez wszystkich - najpierw dzieci w klasie, w szkole, nauczycieli, potem jako nastolatka - przez rówieśników, w życiu dorosłym też - do lat 30, gdy byłam jeszcze bardzo otyła, potem to się diametralnie zmieniło, ale widocznie nie na tyle, bym nie cierpiała samotności...Ale przez 30 lat byłam według mnie kompletnie odrzucona przez społeczeństwo - 30 lat samotności i robienia dobrej miny do złej gry...

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocha się za nic. Święte słowa ktoś wyżej napisał, że w samotności nie dostaje się od nikogo razów, dlatego uciekamy. Ale też nikt nie osuszy łez. Co lepsze?
    A tak na przyszłość to ja wybieram funkcję starościny, bo na druhnę już się nie załapię. Wiosna, uśmiechaj się do słoneczka!:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wiem - ale dobrze obie wiemy, że nasza samotność nie zależy od tego, czy jest się z kimś czy nie...Bo znam kilkanaście samotnych osób, które są szczęśliwe...lub tylko nam - lub mi - tak się wydaje.

    OdpowiedzUsuń
  5. Będzie kiedyś z niego dobry materiał na męża ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak, sądzę, że jest dobrze wychowany i ma mądre podejście do zycia...nie zapalił jeszcze papierosa, nie spróbował alkoholu - ma tez mądrych, odpowiedzialnych rodziców...i dobre serce:) Ale tez w jakimś sensie jest typowym nastolatkiem - rodzi się pytanie? jak tak dobrze wychować dziecko? z tego, co mówi, w domu rządzi matka, która trzyma swoich trzech synów w ryzach, nie ma dyskusji z nią i jest nieugięta w większości spraw, a gdy chłopaki się stawiają, do akcji wkracza ojciec - i wtedy już nie ma żartów - to jego wersja...Zazdroszczę takich dobrze wychowanych dzieci, a on na pewno jest...

    OdpowiedzUsuń