Łączna liczba wyświetleń

środa, 28 marca 2012

Grycanki u Wojewódzkiego

Wczoraj oglądałam program Kuby z pannami Grycankami i czekałam na niego, bo dziewczyny są grube. Jedna ma 16 lat, druga 19, jest i matka. Dziewczyny - pomimo swojego młodego wieku - wyglądały starzej jak ich mama i na początku zastanawiałam się, która ...jest tą matką.

Kilogramy dodają wieku, to pewne. Weronika, 16-sto latka, duża blondynka o ślicznej twarzy i włosach, wyglądała na co najmniej 30 lat. Była ubrana modnie i młodzieżowo, super zatańczyła pomimo nadwagi, ale kamera i tak wyłapała strużki potu spływające po ślicznej buzi. Starsza Wiktoria, szczuplejsza, bardziej stonowana, wyglądała młodziej niż jej siostra. I mama - najszczuplejsza, jednak wciąż z nadwagą, chyba wzbudziła zainteresowanie Janusza Wiśniewskiego, bo już na początku swojej wizyty w programie dotknął jej włosów...

Zachowanie Kuby - gdyby to nie było w programie - zostałoby moim zdaniem określone jako chamskie. Dogryzał im co do ilości spożywanego jedzenia, one niby sobie nic z tego nie robiły, ale czy naprawdę? Weronika ciągle poprawiała i obciągała białą, szeroką bluzkę - cecha ludzi grubych, którzy czasami robią to nieświadomie... Pewnie, jak wróci, poprawi sobie nastrój jedzeniem - zastanawiam się, czy ona sobie już zdaje z tego sprawę, że jest od niego uzależniona? Według mnie jest, bo jest bardzo gruba.
I już mi jej szkoda...Bo chyba nawet pieniądze nie pomogą, by zyskać sobie prawdziwą sympatię rówieśników...Ludzie są okrutni, wybaczą wszystko, ale nie to, że jesteś gruby...

Teraz czekam na program o anoreksji we wtorek w "Rozmowach w toku" - tam druga strona zaburzeń żywieniowych, których etymologia jest jednak ta sama.
A lody Grycan uwielbiam - są dobrej jakości i już - niestety dla mnie - idzie na nie sezon, ale na razie zjadłam jabłko:)

piątek, 23 marca 2012

pozory mylą?

Znam pewną rodzinę, teraz nie utrzymuję już kontaktu, ale od czasu do czasu podpytuję znajomych o nią, i taka okazja nadażyła się i dzisiaj...
Rodzina składa się z mamy - polonistki niepracującej w zawodzie, taty - bardzo przystojnego mężczyzny w sile wieku i trójki dzieci. Na pozór - wszystko wydaje się być takie, że tylko pozazdrościć - piękny dom, szczupła, mądra matka, bardzo inteligentna i śliczna córka i dwóch synów, którzy sprawiają trochę problemów, ale w granicach tak zwanej normy...Po prostu bajka...

I dzisiaj się dowiedziałam, że ojciec jakieś trzy miesiące temu tak pobił pasem syna, gimnazjalistę - za złe oceny w szkole - że ten aż się zsikał...(a syn ma dysleksję, dysortografię i problemy z uczeniem się). A syn - w odwecie na ojcu - przez okres miesiąca ukradł mu ponad półtora tysiąca złotych, w tym tygodniu "tylko" czterysta złotych, za które kupił sobie nową komórkę. Zapytałam, jak to możliwe, że ojciec się nie zorientował? Możliwe, ponieważ ojciec prawie codziennie pije i nie wie, ile przepija....

Te pozory....Tyle się staramy, by wszystko na zewnątrz wyglądało "normalnie", ale tak naprawdę "prawda" i tak zawsze wcześniej czy później ujrzy światło dzienne, bo ten powiedział to, a tamten dopowiedział tamto....
Mam wiosenną depresję, źle mi, nie umiem się pocieszyć niczym, chyba tylko moją tabletką uspokajającą, czyli jedzeniem...

A tyle w tym tygodniu rzeczy się nie udało...Chociaż bardzo się starałam i według mnie zrobiłam, co mogłam...Widocznie za mało....Ale porażka to codzienność w moim życiu, tak chyba jak zresztą w życiu każdego człowieka....Byle się nie poddać...

sobota, 17 marca 2012

marzenie się spełniło - i co?

I nic - niestety...
Dzisiaj przejechałam się moim samochodem sama do stolicy mojego województwa i było super, bo spełniło się jedno z marzeń mojego życia - jedno z trzech, zostały jeszcze dwa, nierealne jak to kiedyś. Powinnam teraz być przeszczęśliwa, ale nie jestem, bo emocje opadły i trzeba żyć dalej...

Płynie z tego doświadczenia kolejna nauczka - strasznie czegoś pragniemy, bo myślimy, ze będziemy szczęśliwi, że to coś zmieni w życiu, potem to dostajemy i szybko to staje się normalne i się zastanawiamy - czy warto było walczyć? Warto...Chyba...
W piątek moja przełożona stwierdziła, że strasznie chudo wyglądam i że pewnie schudłam - fajnie się poczułam, ale to nie jest prawda, ponieważ od trzech lat ważę tyle samo, ale wierzcie mi, dla jedzenioholiczki to walka nie mniejsza niż chudnięcie, bo utrzymanie się w tej samej granicy to też osiągnięcie - teraz to się pocieszam...
Staram się jakoś żyć z dnia na dzień, ale nie za bardzo mi się chce, bo ja jestem, typem zadaniowca i muszę wiedzieć, po co coś robię...Po co ja teraz żyję? Nie wiem, ale coś wymyślę chyba...
Podobno trzeba żyć dla siebie - powiedziała mi kiedyś mądra osoba, ale ciężko to robić. Bo wtedy jak sama się ze sobą pogodzisz, to może ktoś z Tobą też wytrzyma? Czy rzeczywiście jestem aż taka straszna? Wcale tak nie sądzę....
Ostatnio odezwała się do mnie moja lekarka z Krakowa - ta, która nade mną czuwała przez długi okres czasu - i podała dwa szpitale, które robią operacje plastyczne. Być może byłaby szansa zrobić moje ręce i może brzuch w jednym z nich na fundusz, ale tak naprawdę  boję się tego i żeby się na to zdecydować, musiałabym ważyć 70 kg, a to się raczej nigdy nie stanie. W każdym bądź razie ziarenko zostało zasiane...Wtedy nie musiałabym w lecie nosić bluzek 3/4 i mogłabym ubrać podkoszulek....Nierealne?

Straszne to moje życie - tyle w nim walki było i ciągle jest, a czasami mi się już tak bardzo nie chce walczyć, tylko żyć, normalnie jak inni...Nie-nałogowcy....

piątek, 9 marca 2012

będę Pani drużbą...

Dzisiaj rozmawiałam z moim uczniem-nastolatkiem, który pomimo młodego wieku ma mądre przemyślenia - a uważa się, że gówniarze nic nie wiedzą...

K. wydaje się być typowym chłopakiem w wieku nastu lat, ale taki nie jest, bo myśli przez niego wypowiadane są jakieś takie... dojrzałe? A może tylko wypowiada to, co wszyscy wiedzą? Sama nie wiem...Ale na temat...
K. zaczął od tego, że miał kiedyś dziewczynę, która się podobała jemu, ale nie podobała się jego koledze - i wtedy on tez tak na nią spojrzał krytycznym okiem i stwierdził, że ona mu się również nie podoba...I przestał z nią chodzić. A po jakimś czasie doszedł do wniosku, że zrobił źle, bo jednak ona mu się podobała, ponieważ dobrze się z nią rozmawiało, nie było nudno, pomagała mu, fajnie się z nią czuł...I jego wniosek - to mi ma być dobrze z tą osobą, a nie innym... A potem powiedział - Niech Pani się nie przejmuje opinią innych, bo piękno jest pojęciem względnym. A potem dodał - I niech sobie Pani kogoś znajdzie, bo ja będę Pani drużbą...
A na koniec naszego spotkania - Bo ja Panią lubię i życzę Pani jak najlepiej..
Takie słowa mnie zawsze "rozwalają" - znowu płaczę...

Kilka, a może już nawet z 10 lat temu, podczas dzielenia się opłatkiem jeden z uczniów powiedział mi tak (nie zapomnę tego do końca życia) - Życzę Pani, by nie była Pani sama, bo wszyscy Panią lubią, ale niech ktoś Panią też pokocha.
Dochodzę do wniosku, że ta moja samotność jest widoczna - dorośli mi tego nie powiedzą, by mnie nie urazić, ale dzieci lub nastolatki tak, bo mówią to z sympatii i troski o mnie...Ale to, co widać jest niczym w porównaniu z tym, co jest we mnie w środku...Dlatego mi tak ciężko...
Waga dzisiaj 0,5 kg w górę...Dobrze, że do pracy nie mogę iść spłakana...

czwartek, 8 marca 2012

źle się dzieje...

Wszystko mi jakoś siada ostatnio... A nie powinno, bo widocznych zmian na gorsze brak...
Dlaczego? Bo nastrój uległ pogorszeniu, jeść mi się chce wszystkiego, nie tylko słodyczy, codzienne ważenie rano dobija, bo albo waga stoi, albo 10 dkg więcej, a to powoduje u mnie falę nienawiści do samej siebie, do swojej słabej woli, do tego, że idzie wiosna, powinnam się cieszyć, a nie potrafię...
Chce mi się płakać, chyba nie wpadam w depresję? Ale nie płaczę...

W pracy atmosfera nerwowa, a gdzie jestem ja z dawnych lat? Czemu nie potrafię się zamknąć w pewnym momencie, tylko próbuję udowodnić wszystkim, jaka jestem mądra? Co to da? Chcę tamtej spokojnej dziewczyny, która przyjmowała baty na prawo i lewo i zawsze uważała, że wszystkiemu była winna, która uważała, że wszyscy są od niej lepsi...bo chudsi...

Ale nie ma powrotu do tamtego "ja" - czasami żałuję...Tak chciałabym się najeść bez wyrzutów sumienia, jedzenie to taka super tabletka na uspokojenie ...dla jedzenioholików. Ale nie mogę, bo jeszcze nie zacznę jeść, a już myślę, czy mi to wolno czy nie i ile będzie więcej na wadze...
A kiedyś było tak pięknie... Waga mnie nie zważyła, jadłam ile chciałam...ale w lustro wogóle nie patrzyłam, po sklepach nie chodziłam, płci przeciwnej nie znałam, ciągle w domu siedziałam...Nawet się zrymowało...
Muszę coś ze sobą zrobić, bo samą mnie to smęcenie nudzi i dobija a przecież muszę walczyć o życie.
Nic mi się nie chce...Ale na zewnątrz wszystko wydaje się być w porządku - w sobotę idę na babski wieczór, w niedzielę też mogę nie być sama, ale czy chcę być z kimś, z kim jest nudno...Może samej lepiej?
Czego ja chcę?

piątek, 2 marca 2012

Dzień Puszystych

Wczoraj przeczytałam w Internecie, że obchodzony był Dzień  Puszystych - stąd moje dzisiejsze rozważania na temat znaczenia tego słowa.
Co to znaczy puszysty?
definicje
  1. o sierści, włosach: miękki, łatwo układający się i sprawiający wrażenie gęstego
  2. pokryty taką sierścią
  3. miękki, lekki i delikatny
  4. o cieście, pieczywie lub jakiejś masie: lekki i wyrośnięty
  5. otyły
  6. mężczyzna otyły

Wzięłam z Słownika Synonimów OnLine. Najbardziej odpowiada mi znaczenie numer 5 czyli otyły. Czy ktoś gruby może być puszysty? Gdyby taki był, unosiłby się w powietrzu, bo coś, co jest puszyste, jest lekkie, fruwa, przynosi korzystne skojarzenia. Dlaczego ludzie grubi uzurpują sobie prawo do tego słowa? Wolę dosadnie...

Popsuł mi się dzisiaj nastrój, nawet fakt, że już niedługo będę mieć driving license coś mnie nie cieszy - czemu tak jest, że gdy tak bardzo czegoś pragniemy, nakręca nas to do działania i podejmowania wysiłku, a gdy to już dostaniemy, nagle traci to cały swój urok? Może chodzi o to, by królika gonić, a nie, aby go złapać? Ulotne to moje szczęście...Muszę poczytać dzisiaj de Mello...
Natknęłam się kilka dni temu na film "Nie mogę przestać jeść"
http://vod.onet.pl/nie-moge-przestac-jesc,41447,film.html

Ten chłopak jest gruby, bo ciągle je - a ja ciągle myślę o jedzeniu, tylko teoretycznie nad tym panuję... Ale długą przeszłam drogę, by jako tako nad tym panować i nie "żreć" na każdą myśl o nim...
Gdy szłam dzisiaj rano do szkoły, spotkałam ojca mojego byłego ucznia, pamiętam go z wywiadówek - powiedziałam Dzień Dobry - on odpowiedział, uśmiechnął się i powiedział - Ale Pani zeszczuplała...i zmierzył wzrokiem od góry do dołu...fajnie się poczułam:)
Ten dzisiejszy wpis to taki zlepek nieuporządkowanych myśli - ale czasami i to jest potrzebne...