Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 27 lutego 2012

nastawienie do życia

Coś się ostatnio pozytywnego dzieje ze mną - chce mi się żyć:) Czy zawdzięczam to zdanemu prawu jazdy? Nie wiem, ale wiem, że to widać, bo powiedziało mi to kilka osób, w tym tato...
Mój kolega ułożył wierszyk z okazji tego święta:

Jedzie ......(tu moje imię) ,jedzie
Kółka i sie kryncom
Niech jedzie spokojnie
Nie bede sie znyncoł...


 Wiem, że wiejski, wiem, że w jego styly - wiejskich przyśpiewek, ale ma swój urok. Pojawił się jakiś cel w życiu, zaczynam się rozglądać za samochodem, ale zanim go kupię, jeszcze mi trochę zejdzie...Ale jest cel. W życiu osobistym też coś się dzieje, ale co wyjdzie, to jak zwykle czas pokaże, nie nastawiam się, bo może być z tego więcej problemów niż pożytku - ale jak mówi moja znajoma, coś się dzieje...I lepiej, żałować, że coś się zrobiło niż  że się tego nie zrobiło wcale...

Waga sobie stoi od powrotu z Radawy, to znaczy przytyłam 1,5 kg i tak stanęło, oczywiście nie rzuciłam się na jedzenie jak nienormalna, pilnuję się - o ile można to tak nazwać, ale wczoraj jadłam pyszne ciasto z serem, a wyrzuty sumienia dręczyły mnie do wieczora, ale ze względu na dużą ilość chodzenia w górę waga nie poszła.
W zeszłym tygodniu przeżyłam też coś strasznego, ale dałam radę, chociaż nigdy bym się o to nie podejrzewała, kiedyś to może opiszę, ale nie będzie to przyjemne.
Czytam sobie deMello, staram się pamiętać główne przesłania tego mistyka i na razie dociera do mnie to, że ludzie robią zawsze tak, by to im było dobrze - i nawet się z tym pogodziłam...bo ja sama tak robię.
Czytam też książkę John'a Eldredge'a "Dzikie serce", którą poleciła mi koleżanka dla mojego brata, miałam się nią zachwycić, ale może ponieważ jestem odmiennej płci, nie do końca ją rozumiem? Jak skończę, skomentuję...
Jestem w dobrym nastroju, jak długo? Nie wiem, ale mam się cieszyć chwilą - bo nigdy nie wiadomo, co się może wydarzyć...A stało się też przecież tyle złego ostatnio...

 

niedziela, 12 lutego 2012

najważniejsza jest...

...rodzina. Wczoraj rozmawiałam z moim znajomym o wszystkim i o niczym, znamy się już jakiś czas, to pewne zaufanie do siebie mamy.

 On jest po 40, ma tytuł doktora, zna wielu mądrych ludzi i wczoraj opowiedział mi pewną historię. Był kiedyś na konferencji naukowej nad morzem, po wykładzie, który tam wygłosił, został zaproszony na kolację przez pewnego 70-cio letniego profesora, który pogratulował mu osiągnięć w pracy. Od słowa do słowa, zapytał o rodzinę - ten odpowiedział, że jej nie ma. Na co profesor - Panie kolego, te wszystkie naukowe sukcesy to do niczego, te habilitacje, te książki, jeśli wracasz do pustego domu i nie masz z kim dzielić tego sukcesu... I potem opowiedział mu o swoim wnuku, który wygrał dla dziadka wyścig na Dzień Dziecka - i nie ważne, że ten profesor był dziekanem wyższej uczelni, najważniejszy był wnuk, który dał dziadkowi medal za pierwsze miejsce...


Ale co robić, gdy tej rodziny nie ma? Jak żyć? jakoś...


niedziela, 5 lutego 2012

po co to wszystko...

Mam dzisiaj na koniec dnia załamkę i chociaż to już drugi post dzisiaj, może mi ulży...W końcu to MÓJ TERAPEUTYCZNY BLOG...

Cały wieczór przegadałam z koleżanką i im bardziej ją poznaję, tym bardziej ją lubię. Tematem naszej dyskusji było pytanie czy warto się wysilać - ona - czy warto jeszcze podejmować pewne wyzwania w życiu, skoro robi się coraz starsza (co ja będę robić na emeryturze? - przecież muszę się w końcu nauczyć NIC nie robić - jej słowa!) a ja - czy warto dalej walczyć z tą moją nadwagą. Bo?
1) czy to coś zmieni? nie - ja doskonale wiem, że Ci, którzy mnie lubią teraz, lubili mnie i przedtem, gdy byłam gruba;
2)ubrań ładniejszych nie potrzebuję, bo góra wchodzi w rozmiar 40, a dół 44, więc problemu z ich kupieniem nie mam;
3)będę się lepiej czuła psychicznie? nie - bo tylko ja wiem, co to znaczy od pięciu i pół roku być na diecie i codziennie, bez wyjątku, myśleć czy mogę coś zjeść czy nie;
4)będę ładniejsza? może szczuplejsza, ale nie ładniejsza, bo robię się coraz starsza i mam coraz więcej zmarszczek i skoro już teraz tak bardzo wisi mi skóra na rękach, brzuchu i nogach, a biust prawie wklęśnięty, to gdybym schudła jeszcze 10 kg, to operacja plastyczna byłaby nieodzowną rzeczą, a pod nóż iść nie chcę;
5)będę szczęśliwsza? nie - bo szczęście absolutnie nie zależy od wagi człowieka, oznaczałoby to, że każdy szczupły MUSI być szczęśliwy, a tak nie jest;
Wnioski nasuwają się same - nie warto.

Skąd te wynurzenia? Moja koleżanka opisała mnie jako osobę na pograniczu bycia normalną i grubą - bo dla chudych jestem gruba, a dla grubych - normalna, ja już to dawno wiem, ale co innego dojść do pewnych wniosków sama, a co innego - gdy ktoś Ci to powie w twarz. Warto dalej się odchudzać? Nie - bo dla chudych NIGDY nie będę chuda, nigdy!!!Bo 60 kg czy mniej ważyć nigdy nie będę, to niemożliwe.Bo w końcu jestem jedzenioholiczką prawdziwą...
Jutro będzie lepiej...Jak znajdę szczęście....

ważenie miłości

Byłam dzisiaj na mszy w kaplicy, jak większość kuracjuszy tutaj i ksiądz - oczywiście też jest jednym z nas - powiedział dość ciekawe kazanie. Na końcu naszego życia Bóg zważy nas...z miłości, którą całe życie powinniśmy byli okazywać innym. Spodobało mi się to w kontekście dwóch ostatnio odbytych przeze mnie rozmów.

Odbyły się one z moimi koleżankami - jedna ma 57 lat, druga 67. Są mądrymi kobietami, które dużo w życiu przeszły i dużo osiągnęły, bo nigdy się nie poddawały. Ale co je obie łączy? By zostały zapamiętane przez ludzi jako dobre...Chcą pomagać ludziom, być z nimi i szukają, co mogą w sobie zmienić, by być lepszymi. Czytają książki o rozwoju duchowym, chciałyby doświadczyć "łaski wiary" - na razie jej nie mają, poznają inne religie i ich zasady i dysponują dość dużą wiedzą na ten temat - wczoraj dużo dowiedziałam się o zasadach buddyzmu...

Obie są pogodzone ze swoim wiekiem, starzeniem się, są miłe, ciepłe, dobrze się z nimi czuję, często wpadają do mojego pokoju lub chodzimy razem podziwiać cudowną zimę. Czuję się z nimi jak....? Nie wiem sama - z troskliwymi mamami? przyjaciółkami? koleżankami? PO PROSTU DOBRZE:)

sobota, 4 lutego 2012

dobre rady pani Porsche

Oczyszczania ciąg dalszy..
Przy śniadaniu siedzę sobie obok otyłego pana z lewej strony i szczupłej pani z prawej strony - nazywamy ją panią Porsche, ponieważ strasznie szybko chodzi i robi to bardzo często i bardzo długo - ma ponad 65 lat z wyglądu i waży teraz około 62 kg '(schudła dwa). Pani Porsche uzurpuje sobie prawo do oceniania ludzi grubych. A więc - według niej osoby grube to osoby folgujące swoim słabościom, pozwalające sobie, by jedzenie zawładnęło ich życiem. Prezentuje często spotykany przez mnie pogląd, że po co oni tyle jedzą? Czemu nie umieją sobie powiedzieć dość? Obgaduje osoby grube i stara się dociekać, dlaczego takie są. Ja (o dziwo) zostałam zaliczona do osób nie grubych, ale tylko z problemem z nogami (co gorsza, sama tak uważam!). Więc moje panie koleżanki uważają, że ja chudnąć tak za bardzo nie muszę, ale muszę MUSZĘ!!! jeździć na rowerku, bo tylko to mi pomoże! Czyli nie znając mnie, dały sobie prawo do uleczania mnie i naprawiania mojego wyglądu...

A najśmieszniejsze jest to, że pani Porsche pali...I gdy idzie na ten swój "porsche'owy" spacer - wszyscy się zastanawiają - wyszła, by chodzić, czy by zapalić? Widzę drzazgę w Twoim oku, ale nie belkę we własnym...

czwartek, 2 lutego 2012

pięć papryk za kromkę chleba

Takie słowa padły dzisiaj przy naszym warzywnym stole - powiedziała je pani, która jest tutaj trzeci tydzień i już jutro wyjeżdża. Na kolację była dzisiaj faszerowana papryka - faszerowana warzywami oczywiście. A ona chciała chleba... Tutaj według mnie nie jest najgorszy głód żołądkowy, bo chyba go nie ma - można zawsze prosić dokładkę, a głód psychiczny - bo nasz mózg chce tego, do czego jest przyzwyczajony - mój chce kawałek czekoladowego tortu na przykład...
Ale się nie złamię, bo mi zależy, by schudnąć i na razie to się udaje. Dzisiaj myślę, że najgorszy dla każdej osoby tutaj jest powrót do domu - jak żyć na samych owocach i warzywach? Chyba ta dieta by była dobra dla ludzi o stalowej sile woli, a chyba większość kuracjuszy jej nie ma. Najwięcej jest otyłych mężczyzn z ogromnymi brzuchami, których mi osobiście szkoda. Ktoś powie - sami są sobie winni, no tak - tak jak winny sam sobie jest palacz i alkoholik, tylko oni mogą oddawać się swoim nałogom w ukryciu, a grubego jedzenioholika zawsze każdy rozpozna...

Dzisiaj byłam na spacerze z panią, która przyjechała tutaj ratować swoje zdrowie, nie figurę, bo tę ma dobrą. W przeciągu dwóch lat przeszła trzy operacje - usunięcia guza tarczycy, potem guza na płucu i na końcu polipa na strunach głosowych. Ale co jest najdziwniejsze? Ma tyle radości, ciepła i chęci życia! Pomimo prawie 60-ciu lat (ja oceniłam ją na najwyżej 45), modnie się ubiera, ma ufarbowane włosy, pomalowane paznokcie i chce jej się żyć. Powiedziała mi również, że to ostatnio podupadłe zdrowie to wynik ogromnej ilości stresów w jej życiu. Polubiłam ją, jak to jest, że niektórych ludzi lubi się od razu? A innych zna się lata i ciężko tego dokonać?

środa, 1 lutego 2012

moje oczyszczanie...

Jestem na oczyszczaniu organizmu, polecam ten ośrodek, bo naprawdę warto, oczyszczania doznaje nie tylko ciało, ale i dusza, chociaż do zagorzalych katolików nie należę...link tutaj

Ośrodek polożony w południowo-wschodniej części Polski, który powinien zareklamować się też jako wspaniałe miejsce na dietę odchudzającą - trzeba by wtedy było dodać więcej aktywności fizycznej, ale że jestem zdrowa i nic mi nie dolega, ale za to bardzo leniwa jeśli chodzi o ćwiczenia, stąd może moja taka a nie inna opinia.
Jestem dzisiaj czwarty dzień i doznaję szoku, ponieważ schudłam 4 kg! Aż się boję pomyśleć, co będzie dalej, bo takie tempo chudnięcia jest za szybkie, ale jak fajnie dla mnie. Pielęgniarka powiedziała rano przy ważeniu, że schodzi ze mnie woda - może i tak, zobaczymy, co będzie dalej.
Najgorszy jest ból głowy - wynik braku kawy - podobno to skutek niskiego ciśnienia - 100/60 lub 90/60. W niedzielę było najgorzej, bo właściwie cały dzień przespałam, ale od poniedziałku jest już normalnie.
Kto tu jest? Ja chyba jestem najmłodsza, średnia wieku to pewnie 50 lat - są grubi, są chudzi, ale każdy ma jakieś swoje cele - jedni chcą schudnąć (jak ja), inni chcą poprawić swoje zdrowie - są osoby po zawałach, z chorobami serca. Jedno jest pewne - kto był tu raz, przeważnie wraca... Nawet ja, chociaż narzekam na nudę popołudniami, już pomyślałam o powrocie na wakacjach... Woda zeszła z moich kostek, są takie chude jak po drenażu limfatycznym i zawijaniu bandażami kilka lat temu. Poza tym brak telewizora i zasięgu sieci komórkowej to jednak zaleta, a nie wada - jak mi się na początku wydawało - tego miejsca. Taki odpoczynek również psychiczny...Ośrodek położony jest w lesie, za oknem drzewa, wszędzie daleko, ale blisko nad piękne stawy i skutą lodem rzekę.

Do jedzenia? Same owoce i warzywa w różnej postaci - dzisiaj na obiad sok z jabłek i czegoś tam jeszcze, surówka z kapusty pekińskiej plus druga z rzepy i mandarynek, zupa krem z porów (chyba) i 2 mandarynki. Całodzienna kaloryczność posiłków to 700 - 800 kcal. Dzisiaj rano byłam na spacerze z panią, która jest tutaj trzeci raz i po drugim razie odstawiła okulary - szok! Zobaczymy, co będzie u mnie. I tak warto, ale ja chcę KAWY! Wszelkie używki zabronione...