Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 15 grudnia 2011

wybaczyć...

Tyle żalu i smutku we mnie... Muszę się zajmować codziennym życiem, wszystkimi sprawami mniej lub bardziej przyziemnymi, chociaż wogóle mi się nie chce...ale ma być normalnie, więc jest...
Czytam książkę "Miej odwagę wybaczyć" - Edward M. Hallowell. Książka napisana przez psychiatrę, pisarza uzdrowiciela. Wczoraj rozmawiałam też z moją przyjaciółką na ten temat. Stwierdziła, że muszę wybaczyć przede wszystkim samej sobie, ale ja właśnie tego nie potrafię,
Nie potrafię sobie wybaczyć tylu lat jedzenia, tylu lat zmarnowanego życia (przynajmniej pod pewnymi względami), pozwalania na pomiatanie sobie - teraz przechodzę na drugą stronę - to ja staram się być jak beton i nic nie czuć...
Nie potrafię wybaczyć sobie, że zawiodłam - siebie najbardziej. Nie tak miało to wszystko wyglądać, nie tak miało być. Tyle osób mówi - na tyle rzeczy masz wpływ, tyle możesz zmienić, ale to nie jest prawdą. Nie wszystko od nas zależy, czasami czegoś bardzo się chciało lub nadal chce i nie wyszło lub nie ma się już siły, by walczyć. Gdzie jest ta osoba, która jeszcze wierzyła? Znika w codzienności i przyziemności...
W "Skarbie" - gazetce reklamowej Rossmann'a jest bardzo mądry artykuł na temat przebaczania i wyciągania ręki - że nie można chować swojej złości w sobie i trzeba pierwszemu wyciągnąć rękę - trochę to wprowadziłam dzisiaj w życiu i było lepiej, ale na jak długo? Za dużo nagromadzonych złych uczuć i pretensji.
Podobno mam tendencję do pielęgnowania w sobie uraz i mam zacięty charakter - przyznaję się do tego, chciałabym to zmienić, ale granica pomiędzy upartością a pozwoleniem wejścia sobie na głowę jest bardzo cienka i niepewna. Idą święta, skończę czytać książkę, może dowiem się, jak walczyć z samą sobą i jak wybaczyć? Przede wszystkim sobie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz