Łączna liczba wyświetleń

sobota, 31 grudnia 2011

spóźnione podsumowanie roku

 Wpis miałam opublikować w Sylwestra, ale robię to dzisiaj...

Dzisiaj Sylwester - wszyscy się gdzieś szykujemy lub zostajemy i jesteśmy w domku - ja mam trzy opcje - albo kino (bilety zarezerwowane) albo do koleżanki na babski wieczór albo do łóżka (na razie mi się najbardziej chce to ostatnie...)

Co roku dostaję po Nowym Roku list od Sally z Belfastu - wysyła go zamiast kartki świątecznej i  opisuje w nim, co się wydarzyło przez cały ten rok i u niej i jej rodziny. Dzisiaj ja spróbuję podsumować MÓJ rok...

Jaki był ten rok? Ciężko powiedzieć, ale na pewno nie był nudny, ale też i nie taki, jakbym do końca chciała...
Waga ciągle ta sama - w moim przypadku to chyba dobrze, biorąc pod uwagę nałóg, ale z drugiej strony niedobrze, bo powinnam ważyć mniej. Dłuższe włosy, więcej zmarszczek, ładniejsze oczy i ładne ręce (tak się komuś spodobały, że nawet pierścionek na jednej z nich wylądował, ale gdzieś spadł w międzyczasie...). W pracy jak zwykle, w domu atmosfera oczyszczona i nawet jest teraz dobrze po zrozumieniu pewnych rzeczy i po odpuszczeniu jeszcze większej ilości rzeczy - bo i tak to nic nie da.... Na Wigilii usłyszałam bardzo ważną rzecz od mojego brata - mama się popłakała na drugi dzień, bo niby się z nim kłócę, ale jak przyjdzie co do czego... Odwiedziłam ciepły kraj, jednak za ciepły dla mnie, ale miło było iść na kolację z inteligentnym facetem i zakosztować pysznej greckiej kuchni i greckiego wina. Podtrzymuję moje przyjaźnie irlandzkie - bardzo dla mnie ważne - ale tam coraz gorzej się dzieje, problemy rodzinne przeplatane z problemami zdrowotnymi. Podtrzymuję przyjaźń z panem X, który mógłby być moim ojcem, a jest przyjacielem od wielu lat. Poznałam fantastyczną, optymistycznie nastawioną do życia kobietę, która zmusiła mnie do spróbowania dwóch ważnych rzeczy w życiu - może w nadchodzącym roku zobaczę efekty jej działań, to znaczy jej "kopa w tyłek", ale działań moich. Poznałam miłego, ciepłego pana, który zawsze zostanie w mojej pamięci jako uosobienie spokoju i normalności u płci przeciwnej, czyli tego, czego całe życie szukałam, chociaż nasze drogi już wkrótce się rozejdą. Poznałam też kogoś, z kim nadawałam na jednej fali, ale głos rozsądku kazał zakończyć tą znajomość, bo więcej by było z niej problemów niż szczęścia, jakkolwiek i tak zawsze będę go wspominać...(łza się kręci w oku). Napisałam historię mojego odchudzania - wyrzuciłam to z siebie:)
Co zawaliłam? Zostawiłam bez kontaktu męża mojej zmarłej przyjaciółki - i nie potrafię z tym walczyć, chociaż nie ma dnia, bym nie myślała o Eli i o tym, jak ważną była osobą w moim życiu...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz