Łączna liczba wyświetleń

sobota, 3 grudnia 2011

lekcja życia

Dzisiaj nie o jedzeniu - chociaż może za chwilę. Z racji wykonywanego zawodu w tym tygodniu przeżyłam jeden z większych stresów w moim życiu - mianowicie lekcję koleżeńską dla moich koleżanek i kolegów z pracy. Pracuję już 13 lat (albo dopiero), ale ten przymusowy wybór zapamiętam do końca życia...

Ten stresujący dzień poprzedziły chyba ze dwa tygodnie przygotowań - przeczytałam setki scenariuszy w internecie, kilka książek, ale konspekt, który przygotowałam, powstał w oparciu o materiały z sieci i pomysł koleżanki z większym doświadczeniem .Moje nastolatki pytały - dlaczego u nas? Podbudowałam ich - zostaliście wybrani, bo jesteście najlepsi i się do tego nadajecie (siła pozytywnego myślenia:). W jej trakcie stanęli na wysokości zadania - lekcja wyszła super, było miło i przyjaźnie, mnie stres opuścił po kilku minutach i wszystko poszło sprawnie i gładko. Lekcja się podobała, usłyszałam wiele ciepłych słów - myślę, że szczerych, szczególnie te, które powiedziała mi jedna koleżanka - jesteśmy z Tobą i dziękujemy Bogu, że to nie na nas padło!

Na koniec lekcji moi wychowankowie - przy akompaniamencie podkładu "Hallelujah" - mieli sobie wyobrazić miejsce, w którym kończy się złość... Gdy ich o to zapytałam, wymieniali swój pokój, klasę, ogród i w końcu - swój dom... Zadałam pytanie - sam czy z ludźmi w nim - chłopak bez cienia wahania odpowiedział - z bratem, mamą i tatą. Inny - wyobaził sobie Karaiby i ciepłą plażę (przyszła mi Grecja do głowy:). Chłopiec wspomniany po raz pierwszy napisał mi też kiedyś zadanie - o co najczęściej wybuchają problemy w domu? I wiecie - co napisał? U mnie w domu jedynym problemem jest psująca się spłuczka w łazience, bo jej hałas go denerwuje, a z wszystkimi domownikami żyje w zgodzie. Ja mu wierzę - i zazdroszczę takich relacji w domu...

1 komentarz:

  1. Fajne problemy :)) Różowe jego życie, ale na moje też nie narzekam *tylko na brak czasu...)

    OdpowiedzUsuń