Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 17 listopada 2011

wrażenia popoznaniowe

Ubiegły weekend spędziłam na szkoleniu w Poznaniu. Dostałam pojedynczy pokój - lubię być w jedynkach na takich wyjazdach - nie trzeba z nikim na siłę przebywać. Ośrodek położony nad pięknym jeziorem, za oknem żaglówki i jesienne liście....
Gdy weszłam do jadalni, na szczęście zostałam zauważona przez moich dwóch kolegów z wakacyjnego obozu - a bałam się, że nie będę miała z kim siedzieć, bo osoby, które znam, nie pojechały. Panowie byli bardzo miłym towarzystwem, może dlatego, że spędziłam już nimi dwa tygodnie i trochę ich poznałam. Starsi ode mnie o jakieś 10 lat co najmniej, mieli ciekawe poglądy i ...żony:)
Największym ich błędem życiowym - jak sami podkreślali - było to, że nie zmienili zawodu, gdy byli młodsi. Bardzo tego żałują - obaj doświadczyli wypalenia zawodowego, teraz pracują, bo muszą, nie daje im już praca żadnej radości i spełnienia - kiedy mnie to dopadnie?
Wracałam do Warszawy z miłym małżeństwem - między nimi widać było tyle miłości i wzajemnego szacunku. Sami z własnej woli zaproponowali mi swoją pomoc - tak rzadko to się teraz zdarza...
I - o dziwo - nie dopadł mnie syndrom rzucania się na jedzenie! Jadłam jak wszyscy - oczywiście przytyłam 2 kilo, bo jadłam obiady, ale - jak zwykle - powrót do domu i waga dojdzie do mojej normy. A, i jeszcze zjadłam 1 rogala marcińskiego za skandaliczną cenę 9 zł! Był pyszny, ale żartowaliśmy, że to jeden z punktów naszego szkolenia - obowiązkowy, by go zaliczyć!

Smutno mi ostatnio - ale płakać jakoś nie mogę. Co będzie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz