Łączna liczba wyświetleń

sobota, 1 października 2011

takie sobie sobotnie pisanie...

Jak mam mądre (według mnie) przemyślenia dotyczące jedzenia, to zwykle mam jakieś swoje doły, ale ostatnio coś mnie one omijają, chyba dlatego, że znowu wpadłam w wir pracy i za bardzo nie mam czasu, by myśleć, a co za tym idzie - użalać się nad sobą...

Chciałam podziękować wszystkim, którzy mnie czytają. A kilka dni temu przekroczyłam magiczną granicę 1500 wyświetleń - nigdy bym się nie spodziewała, że kiedyś osiągnę taki wynik zakładając tego bloga kilka miesięcy temu. Chciałabym tylko więcej komentarzy - a za te kilka, które są - serdecznie dziękuję!!!!

Byłam dzisiaj w Empik-u - odebrałam 4 książki, które zamierzam przeczytać (lubię czytać książki, a teraz czytam tylko polskich autorów i są to tak zwane "babskie książki" - czyli o życiu.

 Kupiłam:
1. "Pudełko ze szpilkami" Grażyny Plebanek - bo o kobiecie po 30-stce, która uciekła ze swojego miasteczka - ja ze swojej wsi jeszcze nie uciekłam i może nigdy nie ucieknę, ale od czasu do czasu ją opuszczam, chociażby dla Grecji czy ukochanej Anglii:)
2. "Maciejka" Natalii Rogińskiej - bo główna bohaterka ma 37 lat, chce związku, rodziny i nie może spotkać tego jedynego - jak ja:)

3. "Związek do remontu" Romualda Pawlaka - bo podobno "opowiedziana z perspektywy mężczyzny dowcipna i pełna zwrotów akcji historia o uczeniu się miłości oraz dorastaniu do rodzicielstwa, w czym pomoże... lokalna mafia" - znalazłam dobrą recenzję na jednym z książkowym blogów - przeczytam, to się okaże:)
4. "Zawstydzeni czyli skazani na... samotność" Antoniny Kostrzewy - może sobie jakoś pomogę? Poza tym czytam jej bloga, zobaczymy, jak pisze:) - tylko autorka już na początku pisze, że jest nieśmiała, a ja mam łatwość nawiązywania kontaktów z ludźmi i nieśmiała nie jestem, ale samotna tak...

Jedna z tych książek pójdzie do łazienki - uwielbiam czytać siedząc w wannie...Dlatego w mojej łazience oprócz książki jest też sterta gazet i ciągle zamierzam kupić radio - na razie korzystam z tego w pokoju.

Dzisiaj przyrządziłam też ciasto - nawet nie wiem, jak je nazwać - okrągłe biszkopty zalane marmoladą z jabłek z galaretką pomarańczową - jutro spróbuję - wiem, wiem, nie powinnam tego robić, ale marmolada na słodziku - i tak zjem jeden kawałek, jak zwykle. Bo przecież uwielbiam piec dla samego pieczenia - w szczególności lubię przeglądać blogi i szukać czegoś ciekawego i innego...


I wyszło, co lubię - czytać, piec i ...ostatnio nie umartwiać się nad sobą:) A w poniedziałek spotykam się z moją koleżanką - trenerką i już mnie żołądek ze strachu trochę ściska...Bo znowu zacznie mnie przerabiać, w dobrym tego słowa znaczeniu...

I tyle takiego sobie pisania - dziękuję tym, którzy mnie czytają....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz