Łączna liczba wyświetleń

piątek, 21 października 2011

nałóg jest jak nadciśnienie

W każdą środę, o 22.30 oglądam na Polsat Cafe program "Gwiazdy na odwyku" - jest to już któraś z kolei edycja, staram się nie opuścić żadnego odcinka, chociaż czasami mi się to nie udaje.


W zamkniętym ośrodku godzą się na zerwanie z nałogiem osoby z pierwszych stron gazet w Stanach - byli tam na przykład Eric Roberts czy modelki z pierwszych stron gazet. Są uzależnieni od narkotyków lub alkoholu. Najpierw przechodzą odtrucie fizyczne (prawie umierają z powodu objawów odstawienia...), a później zaczyna się psychoterapia. Prowadzi ją bardzo dobry (wg mnie) psychoterapeuta dr Drew, który przede wszystkim rozmawia z tymi osobami i pozwala im wyrzucić z siebie ich najskrytsze problemy.
Jest ciężko - bicie przez rodziców, znęcanie się psychiczne nad dzieckiem, bardzo częste wykorzystywanie seksualne - każda z tych pięknych i sławnych osób przeszła traumę bądź to w dzieciństwie, bądź to - gdy nie umieli sobie emocjonalnie poradzić z sukcesem.
W ostatnim programie padło zdanie - nałóg jest jak nadciśnienie czy cukrzyca, można z nim żyć, ale trzeba go kontrolować każdego dnia. Utkwiło mi w pamięci (wypowiedział je psychoterapeuta do jednego z uczestników), ponieważ ja tak żyję z nałogiem. Staram się na co dzień pilnować, co rano waga (gdzieś kiedyś wyczytałam, że osoba, która co rano się waży, składa pokłon bogu - wadze), by sprawdzić, czy nic nie przybyło.

Czasami mam "ciąg" jedzeniowy, na przykład gdy gdzieś wyjeżdżam, wtedy sobie odpuszczam. Efekt? 2-3 kg w górę, które po powrocie do "normalnego" mojego reżimu znikają tak szybko, jak się pojawiły.

Ostatnio byłam na kilkudniowej wycieczce zagranicznej i nie mogłam się im oprzeć...

1 komentarz: